Blog


 photo profil.jpg

Blog

antyporady

Często rodzice, którzy do mnie przychodzą, mówią, że mają kłopot z jakimś zachowaniem dziecka. Próbowali wszystkiego i nic to nie daje (albo jest coraz gorzej). Moją pierwszą radą jest zazwyczaj propozycja, żeby przestali na dane zachowanie zwracać uwagę, a zamiast nim zajęli się dzieckiem. Czasem nawet proponuję, żeby zachęcali dziecko do „kłopotliwego” zachowania. Najczęściej nie ma potrzeby, żeby robić z tym coś więcej. Dlaczego taka „głupia” rada tak świetnie działa?

najpierw zabawa, potem lekcje

Jest wiele przyczyn, dla których zabawa powinna być przed odrabianiem lekcji. Na pewno nie uda mi się wymienić wszystkich: • Zasada: „najpierw obowiązek, potem przyjemność” jest zasadą DLA DOROSŁYCH. Dzieci własnie dlatego tak wiele się uczą, a dorośli przedstawiciele homo sapiens są tak kreatywni, odkrywczy i inteligentni, że mają za sobą okres beztroski i zabawy. Pisze o tym Alison Gopnik w książce Dziecko filozofem – te dzieci, które dłużej zachowują się „jak dzieci”, mają jako dorośli wyższe IQ.

narzędzie pierwsze

Co możesz zrobić, kiedy zachowanie dziecka budzi twoją złość? Kiedy się ze sobą nie zgadzacie? Kiedy dziecko się nie słucha? Źle się zachowuje? Najpierw przyjrzyj się sobie. Kiedy między tobą i twoim dzieckiem wybucha konflikt, daj sobie chwilę na to, żeby pobyć ze sobą. Zastanów się:

te straszne ubrania

Dzieci rodzą się gołe… można by nawet powiedzieć, że jesteśmy jednym z najbardziej gołych gatunków na naszej planecie. I wiele dzieci pozostaje gołe przez dużą część swojego dzieciństwa… (dzięki temu podobno gołe afrykańskie dzieci lepiej się rozwijają od ubranych europejczyków). Niestety nie w tym kraju. Jak jednak wytłumaczyć malutkiemu gołemu dziecku, że potrzebuje ubrania? Tu wielu rodziców z pewnością odpowie, że na początku to jest jeszcze najłatwiejsze, później dopiero się zaczyna…

o dzieciach, które doprowadzają do szału

„W toku ewolucji nie mógł powstać gatunek, którego dzieci doprowadzałyby swoich rodziców do szału – to byłoby wbrew logice” (J. Liedloff) Kilka słów, a w nich tyle treści, i tyle kontrowersji. J. Liedloff nie była matką, nie była też specjalistą od rozwoju dziecka, ale spędziła dość dużo czasu w pewnym indiańskim plemieniu. Z tego pobytu i obserwacji wzięły się jej przemyślenia dotyczące rodzicielstwa. Wierzę jej w to, co napisała. Tam dzieci naprawdę nie doprowadzały rodziców do szału. Tam i w wielu innych kulturach nazywanych czasami kulturami „pediatrycznymi” (w przeciwieństwie do naszej kultury, która jest kulturą „pedagogiczną”).