Blog


 photo profil.jpg

Blog

II. kara czy konsekwencja?

  Po pierwszym wpisie, który możecie przeczytać tutaj, pojawiło się wiele pytań o kary i konsekwencje. O to, żeby doprecyzować różnicę między nimi itp. choć mam poczucie, że byłam dość precyzyjna. *** Zdziwienie wzbudziło to, że zachowanie rodziców nigdy nie jest konsekwencją. Jeśli rodzice stosują jakieś zachowanie, żeby nauczyć dziecko na przyszłość, żeby czegoś nie robiło, poprzez sprawienie mu przykrości, to jest to kara. (Konsekwencją może być to, że jak dziecko mnie ugryzie to mnie boli, ale już nie to, że odkładam je na podłogę) My jako dorośli mamy taką zdolność, że możemy między bodźcem a reakcją, wprowadzić element świadomej decyzji. Zastanowić się, o co nam chodzi. Zdecydować, jak chcemy się zachować. To prawda, że czasem nie udaje nam się[DALEJ>>]

I. kara czy nie kara?

To jest początek kilkuczęściowego cyklu, który postanowiłam napisać, żeby można się było do niego odwoływać w razie wątpliwości. Chcę, żeby był na tyle wyczerpujący na ile się da. Cz. I Co jest karą a co nie? Kara to intencjonalne działanie. Nie jest karą to, co dzieje się przypadkiem bez decyzji i świadomości rodzica. Intencją kary jest kontrola czyli sprawienie, żeby dziecko w przyszłości zrobiło coś, albo nie robiło czegoś. To jest pozytywna intencja w tym sensie, że stosujący kary rodzice chcą dobra dziecka. Chcą je nauczyć, wychować, uchronić przed niebezpieczeństwem. Rodzic podejmuje decyzję, że ukarze. Nawet jeśli wcześniej powiedział, jaka będzie kara, to dalej jest jego decyzja, a nie decyzja dziecka. *** Kara odbywa się w kontekście przewagi siły i[DALEJ>>]

a moje potrzeby?

Dziś krótko. Z inspiracji książką Dayny Martin Radical Unschooling (jestem wdzięczna Mariannie za polecenie 🙂 ). Dayna pisze o tym, że wielu dorosłych chce takiego rodzicielstwa, w którym dzieci słuchają się, są posłuszne, biorą pod uwagę potrzeby rodziców bardziej niż swoje itp. Według niej taka postawa wynika z tego, że obecni dorośli spędzili swoje dzieciństwo w atmosferze i otoczeniu, w którym sami rzadko bywali wysłuchiwani, brani pod uwagę i traktowani podmiotowo. A więc, kiedy mają już własne dzieci czują, że teraz to już mają do tego prawo, że teraz wreszcie to się stanie. W ten sposób błędne koło się zamyka. Jednocześnie jednak widać wyjście z tego koła. Jeśli jest tak, że rodzic, który chce mieć posłuszne dziecko, pragnie w głębi[DALEJ>>]

zasady, reguły, zakazy, nakazy…

A może wskazówki, prośby, informacje, decyzje? Inspiracją do tego tekstu były liczne fotografie zasad obowiązujących w różnych miejscach – szkołach, przedszkolach, domach a także wypowiedzi moich czytelników z facebooka. Zasady jawne i ukryte. Czy zasada to jest tylko to, co nazwiemy zasadą? Są zasady, które są jawnie formułowane. Wszyscy się na nie umawiają, albo negocjują je. W przedszkolach na przykład są zasady typu: nie bijemy się, mówimy przepraszam. Są też jednak zasady, których nikt nie nazywa głośno. Choćby dlatego, że nie da się ich wszystkich nazwać – bo jest ich ogromna ilość – oraz dlatego, że nawet dorośli, bywa, że ich sobie nie uświadamiają (póki ktoś takiej zasady nie złamie). Na przykład w większości miejsc, które znam jest taka zasada,[DALEJ>>]

ile to jest długo? cz.II

To jest druga część wpisu o długim, dłuższym niż średnia, karmieniu piersią. Chciałam zacząć od tego, co pisałam ostatnio, że patrzenie na różne sytuacje, posiadanie wśród dalszych i bliższych znajomych ludzi, którzy się w określony sposób zachowują zapoczątkowuje w ludziach zmianę – zaczynają spostrzegać to, co do tej pory wydawało im się dziwne, wyjątkowe, niezrozumiałe jako coś typowego, normalnego, zwyczajnego. Do uruchomienia takiego procesu czasem nie trzeba dużo. Myślę, że już samo czytanie tej ogromnej liczby komentarzy  (na facebooku i pod poprzednim wpisem) od mam karmiących piersią swoje 2 letnie i starsze dzieci spowodowało, że takie karmienie może budzić mniej zdziwienia. Mnie samej po przeczytaniu tych komentarzy coraz mniej wydaje się, że pięć lat to długo 😉 Jestem więc za[DALEJ>>]

ile to jest długo?

Piszę post o karmieniu piersią, aż do momentu, kiedy dziecko samo zrezygnuje. A także o karmieniu dłużej niż… Po drodze wyjdzie pewnie kilka innych tematów. Na początku kwestia używania określenia „długie karmienie piersią”. Ile to jest długo karmić? Zauważyłam tu pewną prawidłowość. Zanim urodziłam dziecko uważałam, że długo to znaczy więcej niż 2 lata. Dlaczego? Bo tak długo karmiły moje znajome. Kiedy urodziło się moje dziecko i miałam bezpośredni kontakt z tematem, okazało się, że długo oznacza „dłużej niż ja sama karmiłam”. Teraz, kiedy zajmuję się dziećmi i rodzicami od jakiegoś czasu, niejedną sytuację widziałam, z niejednym dzieckiem długo karmionym się spotkałam, moje osobiste odczucie dotyczące „długo” to 4 lata. Nie zakładam, że to się nigdy nie zmieni. Długo nie[DALEJ>>]

nie tędy droga…

Przeczytałam dzisiaj o tym, że dzieci patrząc jak rodzice piją alkohol, same uczą się pić i są bliższe uzależnienia. Może. Ale nachodzi mnie też taka refleksja. Jeśli ktoś ma plan, żeby nie pić alkoholu przy swoim kilku czy kilkunastoletnim dziecku, po to, żeby ono nie piło, to umieszcza swoje działania wychowawcze w miejscu, w którym są one najmniej skuteczne. Rodzice bądź inni dorośli chcą dzieciom przekazywać, wpajać, uczyć. A ja mam taką myśl w głowie: … nie tędy droga. Kompletnie nie tędy. Jesteśmy krajem, w którym mnóstwo ludzi zmaga się z uzależnieniem. I naprawdę nie dzieje się to tylko z powodu braku odpowiednich pogadanek w domu i szkole, czy z powodu dostępności do alkoholu i widoku pijących ludzi. Żeby nie[DALEJ>>]

nie potrzebuj…

– co to znaczy „bądź dzielny”? – to znaczy „nie potrzebuj” Są takie słowa, takie zdania, które zapamiętam pewnie na zawsze. Myślę, że dlatego, że opisują coś, co jest dla mnie ważne, ale czego sama nie byłam w stanie w tak precyzyjny sposób uchwycić. Te słowa, które widzicie powyżej są malutkim fragmentem rozmowy dwóch psycholożek, które bardzo cenię: Justyny Dąbrowskiej i Katarzyny Schier. Rozmowa ukazała się w styczniowym numerze miesięcznika „Dziecko” i dotyczyła sytuacji, kiedy w rodzinie następuje odwrócenie ról i dzieci zaczynają grać rolę bardziej dorosłych, opiekunów swoich rodziców. To trudne i poważne sytuacje, a ja chcę dzisiaj napisać o czymś dużo prostszym. O takim zjawisku, które jest przez naszą kulturę traktowane jako coś naturalnego, właściwego, pozytywnego. Tak naturalnego,[DALEJ>>]

„na życzenie”?

Bardzo się zmieniłam, od kiedy urodził się mój syn. Od kiedy zaczęłam zajmować się rodzicielstwem bliskości najpierw w praktyce, na własne potrzeby, a potem też bardziej profesjonalnie. Nie do końca pamiętam wszystkie zmiany, ale jedna jest dla mnie łatwa to uchwycenia. To zmiana języka jakiego używam. Widziałam to ostatnio, kiedy przygotowywałyśmy razem z Mamanią ebooka z artykułami. Czytałam swoje stare teksty i bez problemu rozpoznawałam te miejsca, gdzie dzisiaj użyłabym już innych słów i sformułowań. Ludzie, których spotykam na warsztatach też mi czasem mówią, że język, którego używam mówiąc o dorosłych i dzieciach jest inny. To na razie niekończący się proces. Przejście od języka uprzedmiotawiającego ludzi, języka ocen, etykiet, osądów. Języka, w którym istnieje jedna prawda nawet tam, gdzie wszyscy[DALEJ>>]

wsparcie czy presja?

Wraz ze wzrostem ilości profesjonalnej wiedzy, coraz skuteczniej można pomagać ludziom, kiedy napotykają na swojej drodze różne trudności. Jednak czasem taki wzrost wiedzy, może powodować problemy, zamiast je rozwiązywać, kiedy zabraknie w tej wiedzy jakiegoś ważnego elementu. Tak się niestety dzieje w obszarze rodzicielstwa. Kiedy coraz większa ilość informacji dotyczących potrzeb rozwojowych dzieci, nie jest równoważona wiedzą na temat potrzeb rodziców i po prostu potrzeb uniwersalnych dla wszystkich ludzi. Kiedy to, że coraz łatwiej jest nam na wiele sytuacji spojrzeć z perspektywy dziecka, potraktować to dziecko w sposób podmiotowy, nie jest równoważone poprzez równie podmiotowe spojrzenie na dorosłych, którzy to dziecko mają pod opieką. Tak się dzieje na przykład, z ciągle rosnącą wiedzą na temat właściwości kobiecego mleka. Albo z wiedzą[DALEJ>>]