Rodzice


 photo profil.jpg

Rodzice

V. co zamiast kary?

(to kolejna część serii o karach, prawdopodobnie nie ostatnia, mam jeszcze ochotę napisać o dzieciach ze specjalnymi potrzebami) *** Pytanie „co zamiast” sugeruje, że kara jest słabą (ale jednak skuteczną) metodą wychowawczą i trzeba ją zastąpić czymś lepszym. Jednak tak naprawdę kara nie jest metodą wychowawczą, tylko czymś, co szkodzi w wychowaniu. Nie trzeba jej zastępować, tylko z niej zrezygnować. Sama rezygnacja ze stosowania kar powoduje poprawę funkcjonowania dzieci i poprawę relacji. Tworzy przestrzeń do tego, żeby się zatrzymać i pomyśleć. Żadne dziecko nie potrzebuje kary do tego, żeby mogło się dobrze rozwijać. Choć dzieci mogą być zaskoczone tym, że kary nagle przestały się pojawiać i mogą potrzebować wsparcia, żeby zrozumiały tą zmianę. Powtórzę to jeszcze raz: dzieci nie potrzebują[DALEJ>>]

IV. rezygnacja z kar

Cz. IV Dlaczego kary są takie kuszące? To czwarta część cyklu. Poprzednie znajdziesz TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ Nie wiem, czy da się wymienić jeden główny powód, dla którego podejście oparte na karach jest w naszej kulturze takie kuszące. Co powoduje, że tak trudno jest sobie wyobrazić ludziom, że zrezygnowanie z kar może mieć pozytywne skutki. Nie wszystkie powody będą prawdziwe we wszystkich sytuacjach. Są też na pewno takie powody, których nie wymieniam, bo nie przyszły mi do głowy. Jeśli znacie je, to się podzielcie.   Dlaczego więc w stosunku do dzieci używa się kar? Jakie powody podają osoby będące za stosowaniem kar? Dlaczego, kiedy pojawia się propozycja, żeby z kar zrezygnować, budzi to tak wielki opór?   Pragnienie kontroli Gdzie[DALEJ>>]

a moje potrzeby?

Dziś krótko. Z inspiracji książką Dayny Martin Radical Unschooling (jestem wdzięczna Mariannie za polecenie 🙂 ). Dayna pisze o tym, że wielu dorosłych chce takiego rodzicielstwa, w którym dzieci słuchają się, są posłuszne, biorą pod uwagę potrzeby rodziców bardziej niż swoje itp. Według niej taka postawa wynika z tego, że obecni dorośli spędzili swoje dzieciństwo w atmosferze i otoczeniu, w którym sami rzadko bywali wysłuchiwani, brani pod uwagę i traktowani podmiotowo. A więc, kiedy mają już własne dzieci czują, że teraz to już mają do tego prawo, że teraz wreszcie to się stanie. W ten sposób błędne koło się zamyka. Jednocześnie jednak widać wyjście z tego koła. Jeśli jest tak, że rodzic, który chce mieć posłuszne dziecko, pragnie w głębi[DALEJ>>]

zasady, reguły, zakazy, nakazy…

A może wskazówki, prośby, informacje, decyzje? Inspiracją do tego tekstu były liczne fotografie zasad obowiązujących w różnych miejscach – szkołach, przedszkolach, domach a także wypowiedzi moich czytelników z facebooka. Zasady jawne i ukryte. Czy zasada to jest tylko to, co nazwiemy zasadą? Są zasady, które są jawnie formułowane. Wszyscy się na nie umawiają, albo negocjują je. W przedszkolach na przykład są zasady typu: nie bijemy się, mówimy przepraszam. Są też jednak zasady, których nikt nie nazywa głośno. Choćby dlatego, że nie da się ich wszystkich nazwać – bo jest ich ogromna ilość – oraz dlatego, że nawet dorośli, bywa, że ich sobie nie uświadamiają (póki ktoś takiej zasady nie złamie). Na przykład w większości miejsc, które znam jest taka zasada,[DALEJ>>]

nie potrzebuj…

– co to znaczy „bądź dzielny”? – to znaczy „nie potrzebuj” Są takie słowa, takie zdania, które zapamiętam pewnie na zawsze. Myślę, że dlatego, że opisują coś, co jest dla mnie ważne, ale czego sama nie byłam w stanie w tak precyzyjny sposób uchwycić. Te słowa, które widzicie powyżej są malutkim fragmentem rozmowy dwóch psycholożek, które bardzo cenię: Justyny Dąbrowskiej i Katarzyny Schier. Rozmowa ukazała się w styczniowym numerze miesięcznika „Dziecko” i dotyczyła sytuacji, kiedy w rodzinie następuje odwrócenie ról i dzieci zaczynają grać rolę bardziej dorosłych, opiekunów swoich rodziców. To trudne i poważne sytuacje, a ja chcę dzisiaj napisać o czymś dużo prostszym. O takim zjawisku, które jest przez naszą kulturę traktowane jako coś naturalnego, właściwego, pozytywnego. Tak naturalnego,[DALEJ>>]

„na życzenie”?

Bardzo się zmieniłam, od kiedy urodził się mój syn. Od kiedy zaczęłam zajmować się rodzicielstwem bliskości najpierw w praktyce, na własne potrzeby, a potem też bardziej profesjonalnie. Nie do końca pamiętam wszystkie zmiany, ale jedna jest dla mnie łatwa to uchwycenia. To zmiana języka jakiego używam. Widziałam to ostatnio, kiedy przygotowywałyśmy razem z Mamanią ebooka z artykułami. Czytałam swoje stare teksty i bez problemu rozpoznawałam te miejsca, gdzie dzisiaj użyłabym już innych słów i sformułowań. Ludzie, których spotykam na warsztatach też mi czasem mówią, że język, którego używam mówiąc o dorosłych i dzieciach jest inny. To na razie niekończący się proces. Przejście od języka uprzedmiotawiającego ludzi, języka ocen, etykiet, osądów. Języka, w którym istnieje jedna prawda nawet tam, gdzie wszyscy[DALEJ>>]

wsparcie czy presja?

Wraz ze wzrostem ilości profesjonalnej wiedzy, coraz skuteczniej można pomagać ludziom, kiedy napotykają na swojej drodze różne trudności. Jednak czasem taki wzrost wiedzy, może powodować problemy, zamiast je rozwiązywać, kiedy zabraknie w tej wiedzy jakiegoś ważnego elementu. Tak się niestety dzieje w obszarze rodzicielstwa. Kiedy coraz większa ilość informacji dotyczących potrzeb rozwojowych dzieci, nie jest równoważona wiedzą na temat potrzeb rodziców i po prostu potrzeb uniwersalnych dla wszystkich ludzi. Kiedy to, że coraz łatwiej jest nam na wiele sytuacji spojrzeć z perspektywy dziecka, potraktować to dziecko w sposób podmiotowy, nie jest równoważone poprzez równie podmiotowe spojrzenie na dorosłych, którzy to dziecko mają pod opieką. Tak się dzieje na przykład, z ciągle rosnącą wiedzą na temat właściwości kobiecego mleka. Albo z wiedzą[DALEJ>>]

tyle o sobie wiemy…

…ile nas sprawdzono. (to Wisława Szymborska) Miałam taki moment jakiś czas temu, że coraz mniej chętnie chodziłam na place zabaw z moim dzieckiem. Wiem, że podobnie ma wiele osób, z którymi o tym rozmawiałam. Trudno jest siedzieć wśród innych rodziców i słyszeć jak odzywają się do dzieci, jak je traktują. Napisano już o tym niejeden tekst więc ja dzisiaj o czymś innym. Napisałam, że było mi trudno… Teraz jest już łatwiej. Rzadziej chodzę na plac zabaw, bo moje dziecko jest starsze. Ale zdarzyło się coś jeszcze innego. Moja praca sprawia, że coraz lepiej poznaję rodziców. I to nie tylko w taki wyrywkowy sposób, jak na placu zabaw. Albo kiedy jadę z kimś autobusem. Albo kiedy widzę jak przyprowadza dziecko do[DALEJ>>]

wgląd i empatia

Dwa ważne narzędzia wychowawcze. Albo jak ktoś tak woli – narzędzia budowania więzi i porozumienia z dziećmi. Wgląd i empatia. Czyli kontakt ze sobą i kontakt z dzieckiem. Wgląd – rozumiem siebie, wiem, o co mi chodzi, wiem, co jest dla mnie ważne, co stoi za moimi pragnieniami, wyborami, zasadami. Rozumiem dlaczego w relacji z dzieckiem pragnę określonych rzeczy a innych staram się unikać. Bo tak mnie wychowano? Bo to mój obowiązek? Bo wszyscy tak robią? Co stoi za moim muszę, powinnam? Do czego potrzebuję tego, żeby powtarzać własne doświadczenia? Czemu to takie ważne, żeby wypełniać swoje obowiązki? Co może się stać, jeśli zrobię inaczej? Czego się boję? Czego unikam? Co najgorszego mogłoby się stać? Ale też, co pozytywnego ma[DALEJ>>]

o władzy i o adaptacji

Nie przepadam za władzą rodzicielską. Bardzo podobała mi się sugestia, żeby w ogóle zrezygnować z używania tego określenia i zastąpić władzę, pieczą rodzicielską. Nie przepadam za sytuacją, kiedy rodzice nadużywają swojej władz, a jednak dzisiaj napiszę o prawach rodziców od innej strony. Bo jest coś, co bardzo mi przeszkadza. Przyjęło się, żeby patrzyć na władzę rodzicielską w kontekście relacji rodzica z dzieckiem. Czyli tego, co rodzic może, albo nie może zrobić dziecku, żeby uzyskać pożądany przez niego skutek. Jednak to zagadnienie ma również drugą stronę. To odpowiedź na pytanie, jak bardzo inne osoby, poza rodzicami mają prawo mówić im, jak mają sprawować opiekę nad swoimi dziećmi, jak mają budować swoje relacje, jak powinni reagować na różne zachowania dzieci. I okazuje[DALEJ>>]