Wychowanie


 photo profil.jpg

Wychowanie

Rodzicielstwo nie polega na gadaniu

Jak już tyle było o pochwałach i chwaleniu, to warto dodać do tego jeszcze jedną ważną rzecz. Jak kogoś z Was to ominęło, to zachęcam do poczytania poprzednich wpisów i komentarzy pod nimi. Chwalenie/niechwalenie to są kwestie związane z przekonaniem, że rodzicielstwo to przede wszystkim mówienie odpowiednich rzeczy. Jak ludzie pytają, co zamiast chwalenia, to najczęściej mają na myśli jakich innych słów użyć. A druga sprawa – jakich innych słów użyć w reakcji na to, co dziecko zrobi „właściwie” „super” albo co zrobi pierwszy raz.

Pochwała a informacja zwrotna

Dzisiaj dalszy ciąg wątku o chwaleniu i reagowaniu na to, co robią dzieci. Dziś, dla odmiany, zachęcam Was do przyjrzenia się bliżej dorosłym. Chciałam pokazać, że to, o czym piszę, nie dotyczy tylko dzieci. Że nie trzeba się domyślać, co dzieciom robią różne rzeczy, bo można to zobaczyć i tego doświadczyć. Że nie trzeba czekać aż dzieci dorosną, żeby sprawdzić, jakie są długoterminowe efekty chwalenia lub nie, bo to doskonale widać po dzisiejszych dorosłych.

Brak pochwał to nie brak emocji i zainteresowania

Mam poczucie, że uchwyciłam coś, co może stać za wieloma wątpliwościami związanymi z niechwaleniem. Wiele osób wyobraża sobie, że to obojętna i chłodna postawa. Mają doświadczenie niebycia chwalonymi wynikające z ciągłego nie bycia wystarczająco dobrymi, żeby zasługiwać na pochwałę. Albo doświadczenie obojętności i braku kontaktu. To nie o takie niechwalenie chodzi.

Szczerość i spontaniczność

Widzę, że w wątku o pochwałach było bardzo dużo argumentów o szczerości i spontaniczności. Do tego czasem dochodzi jeszcze intuicja. Szczerość i spontaniczność to ważne sprawy, ale mam czasami poczucie wpadania w jakąś skrajność. Bo przecież nie chcemy być nieszczerzy i niespontaniczni.

Co zamiast pochwał?

Dzisiaj myślę o definicyjnej władzy uprzywilejowanych. Kiedykolwiek w jakiejś społeczności jest grupa, która ma władzę, przewagę, większość itp. jednym z elementów tej przewagi jest możliwość definiowania tego co normalne, prawidłowe, zdrowe i poprawne. Tak jest też z władzą dorosłych nad dziećmi. To dorośli definiują, co jest normalne i prawidłowe, i to w sposób, z którym przedstawiciele grupy podporządkowanej nie mają prawa dyskutować. 

III. kary, dlaczego nie?

Ten tekst (to trzecia część cyklu, dwie pierwsze można przeczytać TUTAJ i TUTAJ) dotyczy tego, dlaczego kary są metodą postępowania z dziećmi, z której warto zrezygnować. Będzie więc głównie o wadach kar. Następny tekst będzie o tym, co uznawane jest czasami za zalety karania, czyli o tym, dlaczego tak trudne bywa zrezygnowanie z karania.   Kary naprawdę nie są skuteczne. Jest bardzo wiele badań, które pokazują to, co właściwie jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Kara wywołuje niechęć do karzącego i niechęć do współpracy z nim. Długoterminowo osoby, które stosują kary mają mniej wpływu na zachowanie swoich dzieci. Kary powodują często bunt, chęć przeciwstawienia się. Nawet jeśli dziecko nie komunikuje swojego oporu wprost, bo boi się reakcji dorosłego, to dalej jego[DALEJ>>]

II. kara czy konsekwencja?

  Po pierwszym wpisie, który możecie przeczytać tutaj, pojawiło się wiele pytań o kary i konsekwencje. O to, żeby doprecyzować różnicę między nimi itp. choć mam poczucie, że byłam dość precyzyjna. *** Zdziwienie wzbudziło to, że zachowanie rodziców nigdy nie jest konsekwencją. Jeśli rodzice stosują jakieś zachowanie, żeby nauczyć dziecko na przyszłość, żeby czegoś nie robiło, poprzez sprawienie mu przykrości, to jest to kara. (Konsekwencją może być to, że jak dziecko mnie ugryzie to mnie boli, ale już nie to, że odkładam je na podłogę) My jako dorośli mamy taką zdolność, że możemy między bodźcem a reakcją, wprowadzić element świadomej decyzji. Zastanowić się, o co nam chodzi. Zdecydować, jak chcemy się zachować. To prawda, że czasem nie udaje nam się[DALEJ>>]

I. kara czy nie kara?

To jest początek kilkuczęściowego cyklu, który postanowiłam napisać, żeby można się było do niego odwoływać w razie wątpliwości. Chcę, żeby był na tyle wyczerpujący na ile się da. Cz. I Co jest karą a co nie? Kara to intencjonalne działanie. Nie jest karą to, co dzieje się przypadkiem bez decyzji i świadomości rodzica. Intencją kary jest kontrola czyli sprawienie, żeby dziecko w przyszłości zrobiło coś, albo nie robiło czegoś. To jest pozytywna intencja w tym sensie, że stosujący kary rodzice chcą dobra dziecka. Chcą je nauczyć, wychować, uchronić przed niebezpieczeństwem. Rodzic podejmuje decyzję, że ukarze. Nawet jeśli wcześniej powiedział, jaka będzie kara, to dalej jest jego decyzja, a nie decyzja dziecka. *** Kara odbywa się w kontekście przewagi siły i[DALEJ>>]

zasady, reguły, zakazy, nakazy…

A może wskazówki, prośby, informacje, decyzje? Inspiracją do tego tekstu były liczne fotografie zasad obowiązujących w różnych miejscach – szkołach, przedszkolach, domach a także wypowiedzi moich czytelników z facebooka. Zasady jawne i ukryte. Czy zasada to jest tylko to, co nazwiemy zasadą? Są zasady, które są jawnie formułowane. Wszyscy się na nie umawiają, albo negocjują je. W przedszkolach na przykład są zasady typu: nie bijemy się, mówimy przepraszam. Są też jednak zasady, których nikt nie nazywa głośno. Choćby dlatego, że nie da się ich wszystkich nazwać – bo jest ich ogromna ilość – oraz dlatego, że nawet dorośli, bywa, że ich sobie nie uświadamiają (póki ktoś takiej zasady nie złamie). Na przykład w większości miejsc, które znam jest taka zasada,[DALEJ>>]

ile to jest długo? cz.II

To jest druga część wpisu o długim, dłuższym niż średnia, karmieniu piersią. Chciałam zacząć od tego, co pisałam ostatnio, że patrzenie na różne sytuacje, posiadanie wśród dalszych i bliższych znajomych ludzi, którzy się w określony sposób zachowują zapoczątkowuje w ludziach zmianę – zaczynają spostrzegać to, co do tej pory wydawało im się dziwne, wyjątkowe, niezrozumiałe jako coś typowego, normalnego, zwyczajnego. Do uruchomienia takiego procesu czasem nie trzeba dużo. Myślę, że już samo czytanie tej ogromnej liczby komentarzy  (na facebooku i pod poprzednim wpisem) od mam karmiących piersią swoje 2 letnie i starsze dzieci spowodowało, że takie karmienie może budzić mniej zdziwienia. Mnie samej po przeczytaniu tych komentarzy coraz mniej wydaje się, że pięć lat to długo 😉 Jestem więc za[DALEJ>>]