II. kara czy konsekwencja?


 photo profil.jpg

II. kara czy konsekwencja?

 

Po pierwszym wpisie, który możecie przeczytać tutaj, pojawiło się wiele pytań o kary i konsekwencje. O to, żeby doprecyzować różnicę między nimi itp. choć mam poczucie, że byłam dość precyzyjna.

***

Zdziwienie wzbudziło to, że zachowanie rodziców nigdy nie jest konsekwencją. Jeśli rodzice stosują jakieś zachowanie, żeby nauczyć dziecko na przyszłość, żeby czegoś nie robiło, poprzez sprawienie mu przykrości, to jest to kara. (Konsekwencją może być to, że jak dziecko mnie ugryzie to mnie boli, ale już nie to, że odkładam je na podłogę)

My jako dorośli mamy taką zdolność, że możemy między bodźcem a reakcją, wprowadzić element świadomej decyzji. Zastanowić się, o co nam chodzi. Zdecydować, jak chcemy się zachować. To prawda, że czasem nie udaje nam się z tego skorzystać. Ale to, co innego niż celowe pozbywanie się odpowiedzialności za własne zachowanie i nazywanie go konsekwencją. My naprawdę możemy się zatrzymać i z różnych możliwości (jest ich dużo więcej niż kara i brak kary) wybrać tą, która jest najbardziej zgodna z naszymi wartościami. Czasem to trudne, ale można się tego nauczyć.

Dzieci do mniej więcej 6 roku życia mają znacznie ograniczoną zdolność wybierania i dostrzegania różnych możliwych zachowań. Do 25 roku życia, kiedy ich mózg przechodzi proces biologicznego dojrzewania wszyscy mamy mniej możliwości samokontroli niż ludzie dojrzali. Ale właśnie w tym okresie warto, żeby dzieci miały wokół siebie model odpowiedzialnego zachowania. Takiego, które opiera się na dokonywaniu wyborów, a nie na reagowaniu na bodźce.

***

Zachowanie nie jest konsekwencją, ale nie każde zachowanie rodziców w stosunku do dziecka jest karą. Nie każde ma intencję ochrony dziecka lub swoich potrzeb poprzez sprawienie przykrości. Możemy działać również z intencją ochrony, zatroszczenia się o bezpieczeństwo itp. i starać się, żeby to było najmniej przykre dla dziecka jak to jest  w danej sytuacji możliwe. Możemy komunikować dziecku, jak rozumiemy i odbieramy jego zachowanie. Możemy starać się zrozumieć jak ono odbiera rzeczywistość. Kary są (mam nadzieję) tylko małym wycinkiem tego, co zachodzi między rodzicami i dziećmi.

***

Czasem jak napisała o tym trochę Małgosia Musiał tutaj, szukanie kar i konsekwencji dotyka innego przekonania, które bywa popularne w naszej kulturze. Przekonania, że kara i konsekwencja są podstawowymi sposobami w jakie można nauczyć dziecko unikania pewnych zachowań. To podejście zakłada (pewnie rodzice nie mają świadomości tego), że dziecko wie, jak mogło by się inaczej zachować, potrafi to zrobić, pamięta o tym w chwilach emocji itp. tylko po prostu mu się “nie chce”. A to raczej nigdy nie jest prawda.

Kiedy pozbywamy się przekonania o tym, że to, co dziecko spotyka musi być dla niego nieprzyjemne, żeby dziecko się czegoś nauczyło, możemy też zmienić swoje podejście do konsekwencji. Możemy zobaczyć, że kiedy dziecko spotykają konsekwencje jego zachowania, możemy mu pomóc sobie poradzić z tymi konsekwencjami, na ile tego potrzebuje. Stanie z boku i mówienie: przecież cię ostrzegałam, a nie mówiłem, nie jest jedynym rozwiązaniem.

Możemy też zacząć odróżniać konsekwencje, które są możliwe (i często są mniej prawdopodobne niż nam podpowiada strach – spadniesz, przeziębisz się, będzie ci zimno) od takich, które się na pewno wydarzą.

Możemy odkryć, że czasami zamiast milion razy straszyć i ostrzegać, warto dać dziecku szansę doświadczenia i sprawdzenia, co się stanie. A czasem, kiedy dziecko doświadcza, sprawdza i ciągle coś robi, może warto pomyśleć, że to prawdopodobnie my mamy do odrobienia jakąś lekcję a nie tylko dziecko.

***

Radzenie sobie z zachowaniem dziecka jest dużo skuteczniejsze, kiedy bierze pod uwagę przyczynę zachowania dziecka. Jeśli dziecko nie wie, jak może inaczej o siebie zadbać, można mu pokazać. Jeśli nie umie tego zrobić, można dać mu przestrzeń na to, żeby się uczyło.Jeśli jest za małe, żeby zrobić to, czego od niego chcemy, można po prostu poczekać, aż urośnie (a samemu poszukać jakiejś innej strategii). Czasem można rozbić coś, co jest za trudne na mniejsze części. Jeśli się nudzi zadbać o to, żeby miało zajęcie. Jeśli zachowuje się w trudny sposób ze zmęczenia, umożliwić mu odpoczynek. Mogłabym tak naprawdę długo.
Radzenie sobie z zachowaniem dziecka jest dużo skuteczniejsze, kiedy nie tylko bierze pod uwagę przyczynę zachowania dziecka, ale zakłada, że tą przyczyną jest to, że dziecko próbuje, najlepiej jak potrafi, po prostu się o siebie zatroszczyć.

31 komentarzy

  1. Anna - 22 sierpnia 2017 10:26

    A jak odniosłaby się Pani do sadzania przez opiekunki 20-miesięcznego dziecka na stołeczku jako konsekwencji za zabieranie zabawek dzieciom w żłobku? Jako rodzice skupiamy się głównie na tłumaczeniu i nie stosujemy takiej formy „konsekwencji” w domu. Dla nas jest to kara, odizolowanie dziecka od innych a dodatkowo forma onieśmielenia, która na tym etapie może mieć negatywny wpływ na rozwój psychiki takiego malucha. Dodam, że nasze dziecko jest jednym z 3 najmłodszych, reszta grupy to 3-latki. Proszę o Pani opinię.

    Odpowiedz
    • AStein - 22 sierpnia 2017 16:18

      To jest kara. Dziecko w tym wieku zabiera zabawki bo taki jest etap rozwoju. To dorośli mają pilnować dzieci i odpowiadają za ich bezpieczeństwo.

      Odpowiedz
      • Anna - 23 sierpnia 2017 21:49

        Dziękuję za odpowiedź. Próbowaliśmy z mężem rozmawiać z kadrą ale Panie nadal twierdzą, że to konsekwencja a nie kara i twierdzą, że to my mylimy pojęcia. Jako rozwiązanie alternatywne sugerowaliśmy rozmowę z dzieckiem i tłumaczenie, ewentualnie zachęcanie starszych dzieci do zabawy z młodszymi. Proszę o podpowiedź jak rozmawiać z kadrą (która przecież musi posiadać wykształcenie pedagogiczne) w tej kwestii? Panie twierdzą, że nie można rozróżniać granicy wiekowej i „sadzanie na stołeczku” jest stosowane w złobku zarówno wobec dzieci malutkich (1,5 rocznych) jak i starszych (3-letnich) a także w przedszkolu, dla wszystkich po 3 próbach tłumaczenia. Z góry dziękuję za pomoc

      • AStein - 30 sierpnia 2017 10:37

        Nie wiem jak można to inaczej rozwiązać poza zgłębieniem tematu i przedstawianiem paniom merytorycznych argumentów.

  2. Anna - 20 stycznia 2017 18:04

    Witam,
    proszę o więcej przykładów.
    Jest dla mnie dość klarowne to, o czym Pani pisze ( nawet kwestie wzbudzające zdziwienie, jak to, że nasze zachowanie wobec dziecka nie jest konsekwencja jego działania tylko naszą decyzją, etc). Niemniej jednak są to zachowania jak Pani sama dobrze wie, delikatnie mówiąc nie popularne. Karanie i nagradzanie jest powszechne od lat albo i pokoleń, więc mamy wręcz wdrukowane co i jak.
    Natomiast wszystkie nowe metody nastręczają jeden poważny problem: jak to zrobić? jak zachować się inaczej? jak zastosować to, o czym Pani pisze? Dla Pani wszytko jest jasne, bo jest Pani specjalistka w swojej dziedzinie i super 🙂
    Chętnie zastosowałabym taki model wychowywania dziecka, albo chociaż podjęła próbę, jednak jak w każdej nowej metodzie staje zawsze w momencie, gdy sytuacja się zadzieje, a ja pamietam tylko ” nie tak jak zwykle”, ” nie tak jak nasi rodzice”, ” nie krytykuj”, ” nie rób tego”, „nie rób tamtego”….ale co robić? jak reagować?
    Wyobrażam sobie, że przeczytanie o wielu różnych sytuacjach rozwiązanych wg Pani zaleceń ułatwiłoby „wdrukować” nowe standardy postępowania.
    Z góry dziękuje,
    Anna J.

    Odpowiedz
    • AStein - 20 stycznia 2017 18:35

      Ten wpis jest jednym wielu na blogu. Poza tym są filmy na youtube, na stronie jest też lista polecanych lektur. Wszystkie te materiały zawierają wiele odpowiedzi na pytanie „co zamiast” i wiele przykładów.
      Poza tym, jak napisałam, często lepiej nie zrobić nic, niż zrobić coś, co zaszkodzi.

      Odpowiedz
  3. Pingback: IV. rezygnacja z kar | Agnieszka Stein

  4. Jagoda - 28 września 2016 22:34

    Jeśli Jaś nie lubi Zosi i sypie w nią piaskiem, to fakt, że Zosi będzie przykro dla Jasia jest przyjemną konsekwencją. Rodzi się we mnie pytanie, czemu konsekwencje zachowania Jasia ma ponosić Zosia – to jej jest przykro. A jeśli Jasia cieszy sypanie piaskiem wszystkich wkoło, to czemu wszyscy wkoło mają ponosić konsekwencje, no czemu??? Mam w rodzinie takiego Jasia, którego mamusia konsekwentnie od paru lat stosuje się do zasad wychowania prezentowanych przez Panią, i przyznam, że jest to bardzo, bardzo uciążliwe dla rodziny. Czemu naszym kosztem, na litość Boską, czemu????

    Odpowiedz
    • AStein - 12 października 2016 15:08

      Jeśli Jasia cieszy sypanie piaskiem to można mu to zorganizować taką aktywność w miejscu, gdzie to nikomu nie przeszkadza. Do pewnego wieku dbanie o bezpieczeństwo jest głównie zadaniem rodziców.
      Jestem też innego zdania co do motywów i konsekwencji. Jeśli dziecko sprawia drugiemu przykrość to nie jest to pierwotny motyw jego działania. Najczęściej jest to próba poradzenia sobie z jakąś wcześniejszą przykrą dla niego sytuacją (nie mówię o dziecku tak małym że po prostu nie rozumie co robi).
      Z dziećmi nie jest łatwo. Niektórzy patrzą na to, co robią dzieci jako na uciążliwość. Myślę, że można spojrzeć na to również w inny sposób.

      Odpowiedz
  5. Teresa - 18 kwietnia 2016 00:43

    Witam.
    A jak z 14 latkiem? Co z konsekwencjami? Nie wszystko u nas gra. Zwłaszcza kwestia korzystania z komórki, chodzenia spać o konkretnej porze, odrabiania lekcji? Jeśli będą tylko konsekwencje, i tak robiliśmy, to syn olewal sprawdziany – uczył się na minimum minimum, przymuszony lepiej pracował i efektywniej. Nie wiem już, mam mętlik. Młodszy ma 5 lat i praktycznie nie jest karany. Ale że starszym… Nie wiem, czy ma Pani doświadczenie z taką młodzieżą. ..
    Proszę o poradę lub jakąś konstruktywną pozycję książkową,która nie odnosi się do maluszków, ale do dorastajacych nastolatków.
    Pozdrawiam serdecznie
    Teresa:)

    Odpowiedz
    • AStein - 22 kwietnia 2016 09:53

      W tym wieku kary już raczej nie działają, ani konsekwencje. Działa tylko otwarta komunikacja.
      Bardzo konstruktywna pozycja książkowa to „Nastolatki” Jespera Juula.

      Odpowiedz
  6. Dorota - 8 października 2015 13:34

    Pani Agnieszko,
    ja również z założenia nie stosuję kar, ale mam problem z córeczką (2 L. 4m.), która bardzo często dokucz swojemu bratu (4L. 6m.) np. zabiera mu zabawkę, która aktualnie się bawi, uderza go (mam wrażenie, że bez powodu- kiedy on czyta książkę, ona leży obok i kopie), podczas posiłków uderza w talerz brata, przerzuca mu swoje jedzenie lub zabiera jego, co bardzo syna denerwuje i on zaczyna płakać, a córka w większości przypadków się śmieje. Za każdym razem proszę żeby tego nie robiła, bo sprawia bratu przykrość, że braciszek jest smutny i płacze. Mam wrażenie, że nie trafia to do niej. Czasami tylko jak powiem, że była niemiła i sprawia nam takim zachowaniem przykrość to ucieka do swojego łóżka i płacze. Nie mam pomysłu jak „zlikwidować” te niepożądane zachowania.

    Odpowiedz
  7. Pingback: Kary, dlaczego nie? | Agnieszka Stein

  8. Ewa - 3 sierpnia 2015 20:45

    Witam,
    bardzo proszę o poradę, bo chcę być dobrą mamą mojej 2-letniej córki, a w tym temacie się nie wyrabiam. Z zasady nie stosuję kar, przeważnie rozumiem zachowania mojego dziecka i ich przyczyny. Jest jedno zachowanie, które mnie przerasta: „Chcę jabłko, chcę jabłko!!!!!!!!” krzyk potworny, – podaję jabłko – „Nie chcę jabłka, nieeeeee!!!!!!” wrzask, czasem rzuci się na ziemię – odsuwam jabłko – „Chcę jabłko! Ja chcę jabłko!!!!!” itd. aż do rozpaczy. To może być cokolwiek, powtarza się schemat chcę!-nie chcę! Głos ma jak trąba powietrzna (nie przesadzam, tata z Afryki, inne struny głosowe), zagraża mojemu poczuciu bezpieczeństwa, nawet jak to zniosę i nie wyjdę z pokoju, widzę, że jej to szkodzi. Gdzie nawaliłam i jak to naprawić, żebym nie musiała karać swojego dziecka odrzuceniem (tak traktuję moje ucieczkowe wychodzenie z pokoju)? Dziękuję.

    Odpowiedz
    • AStein - 4 sierpnia 2015 17:24

      Jedno co mi przychodzi do głowy, to, że bycie dwulatką to naprawdę nie jest prosta sprawa i czasem rodzicom nie pozostaje nic innego niż przeczekać takie trudności.

      Odpowiedz
      • Ewa - 4 sierpnia 2015 21:45

        Dziękuję. Czyli rozumiem, że nie popsułam swojego dziecka i mogę tylko czekać, aż wyrośnie.

    • Wiki - 6 października 2015 21:20

      Ja bym jeszcze na Pani miejscu przeanalizowala przez jakiś czas w jakich sytuacjach to się dzieje i starala się doszukać analogii, zgodności, wspólnego mianownika..

      Dla przykładu: zaobserwowałam (na zasadzie powtarzalnosci sytuacji), ze mój dwulatek ma największe odpaly (nie wie czego chce, drze się bez powodu, jeczy, wpada w placze „nie do utulenia”) kiedy jesteśmy w miejscu publicznym z dala od domu w momencie gdy mija 5,6 godzina odkad się obudzil. I nazywam to w swojej glowie „niebezpiecznym okresem”. Dopasowalam się do niego, zawsze jestem po 4 godzinie po obudzeniu już w domu i nie wychodzę z nim na zewnątrz. Bawimy się w domu, odpoczywamy a potem spokojnie usypiamy się na drzemkne w polowie dnia. Gdybym była po tej 4tej godzinie od obudzenia się (czyli np wstal o 8 to już po 12 i dalej) na dworze, moglby zacząć się „wybuch”/histeria/ w najmniej spodziewanym momencie. Rozumiejac dziecko, znając je, bedac „blisko” jego duszy i cialu, robie mu tak najlepiej jak potrafie na zasadzie szacunku i troski.

      Być może Pani corka tez podnosi taki krzyk i „sama nie wie czego chce” w konkretnych sytuacjach (np po wyjściu taty do pracy), po jakichś wydarzeniach (np oglądaniu nieodpowiednich wiekowo bajek) lub przed jakimiś wydarzeniami (np przed kapiela, której np nie lubi).

      Ogolnie ten okres trzeba ‚przejść’, wiele trudnych rzeczy rozgrywa się w glowach dwulatkow, probuja jak mogą ulozyc sobie ogrom wiedzy i rozumienia swiata, który na nich spływa, tysiące bodzcow na codzien, dużo checi, wciąż mało wystarczających umiejetnosci by te wszystkie checi realizować, wszechobecne nakazy i zakazy, itp.
      Ciezkie maja początki te maluszki, trzeba to rozumieć i zawsze być po ich stronie, no matter what 🙂

      Odpowiedz
  9. KATARZYNA - 28 lipca 2015 14:40

    Super artykuł!

    Odpowiedz
  10. m_ysz_ka - 27 lipca 2015 10:01

    Ja się jeszcze zastanawiam, czy jeśli mówię dziecku „bo się spóźnimy” „bo sklep będzie zamknięty” „bo to się zepusje/stłucze/pogniecie” – to to jest w porządku? Mówię prawdę, ostrzegam, to nie będzie moje celowe działanie jeśli to się przydarzy, kiedy nie posłucha. Ale jakoś tak czuję się jakbym dziecko straszyła i wykorzystywała podobny mechanizm co w karze. Wszystkie takie stwierdzenia są super skuteczne, czasem (szczególnie przy wychodzeniu z domu) to jedyne co działa, ale jakoś mi z tym źle. A może to jest mój problem z bronieniem swoich granic i dbaniem o własne potrzeby i stąd ten dyskomfort? Może czasem powinnam pozwolić poczuć konsekwencje? Ale przed tym też się okropnie coś we mnie buntuje. Nie wyobrażam sobie z pełną premedytacją, kiedy wiem, że dziecko chce coś kupić w sklepie ale nie może wybrać się z domu pozwolić mu się grzebać i potem uspokajać go pod zamkniętym sklepem – czułabym się okropnie.
    Przepraszam jeśli zagmatwałam i nie do końca na temat.

    Odpowiedz
    • AStein - 4 sierpnia 2015 17:30

      To, że sklep będzie zamknięty jest dla mnie konsekwencją, bo nie zostało to zrobione „specjalnie dla dziecka”. Czasem jednak mam poczucie, że takie mówienie o konsekwencjach nie zawsze pomaga dziecku zmienić zachowanie. Na przykład wtedy, kiedy nie jest ono dostatecznie dojrzałe albo konsekwencja jest abstrakcyjna.
      Myślę, że czasem łatwiej jest dziecku zrozumieć jak zobaczy coś niż kiedy tylko o tym słucha i ma „uwierzyć na słowo”.
      Chodzi tylko o to, żeby nie mówić „a nie mówiłam, doigrałeś się” tylko bardziej wspierać dziecko i być przy nim.

      Odpowiedz
  11. Marta - 25 lipca 2015 20:39

    „dziecko próbuje, najlepiej jak potrafi, po prostu się o siebie zatroszczyć” – niby takie oczywiste, ale mi często umyka.

    Odpowiedz
  12. mm - 25 lipca 2015 18:50

    Mam jeszcze taką wątpliwość. Wydaje mi się, że konsekwencja czasem może być zachowaniem i odwrotnie. Na przykład kiedy moje dziecko uderzy inne łopatką to poza bólem może być niechęć pokrzywdzonego do wspólnej zabawy i następnie zachowanie, np. zabranie swoich sprzętów i pójście do domu. Nie możemy tutaj mówić o karze. Wydaje mi się, że to konsekwencja, która jest jednak zachowaniem.

    Też czuję, że nie każde zachowanie rodzica jest karą lub konsekwencją. Np. czasem mówimy o swoich uczuciach (co mi to robi, gdy Ty…np. kiedy mówisz, że jestem głupia to jest mi przykro) nie po to by sprawić dziecku przykrość tylko, żeby dać znać, że jego zachowanie ma wpływ na mnie. Oczywiście przy jednoczesnym przyglądaniu się dlaczego to mówi, czy jest rozzłoszczone i jeśli tak to dlaczego itd. Taka informacja zwrotna wydaje mi się wartościowa.

    Odpowiedz
    • AStein - 10 sierpnia 2015 12:40

      To nie jest proste. Jeśli ja patrzę na drugiego człowieka i wiem, że jak go uderzę to on będzie płakać, będzie mnie unikać albo walnie w odpowiedzi to jest konsekwencja mojego zachowania.

      Ale jak jestem tym człowiekiem i mówię: to jest konsekwencja twojego zachowania, że teraz cię uderzę, albo przytrzymam to rezygnuję z brania odpowiedzialności za swoje zachowanie. Decyduję się na to, że będę tylko mechanicznie reagować.

      To jest też komunikat dla dziecka, żeby nie brało odpowiedzialności za siebie. Tylko reagowało odruchowo.

      Odpowiedz
  13. Izi - 25 lipca 2015 00:34

    Dziekuje za odpowiedz napewno bede śledzić kolejny wpis. Juz mi sie w głowie rozjaśnia. Ja tez jestem za wychowaniem bez kar, ale wciąż sie uczę.

    Odpowiedz
  14. Izi - 24 lipca 2015 12:01

    ” A czasem, kiedy dziecko doświadcza, sprawdza i ciągle coś robi, może warto pomyśleć, że to prawdopodobnie my mamy do odrobienia jakąś lekcję a nie tylko dziecko.” Czy mozna prosić o jakis przykład żebym mogła lepiej zrozumiec ten cytat? Szczególnie chodzi mi o to jak dowiedziec sie jaką konkretnie mamy lekcję do odrobienia.

    Odpowiedz
    • AStein - 24 lipca 2015 23:21

      Bardzo różną. Zachowanie dziecka konfrontuje nas z naszym strachem przed oceną, kiedy dziecko robi coś, co inni dorośli uważają za niewłaściwe.
      Czasem, kiedy dziecko przeżywa mocne emocje mamy szansę się nauczyć, że nie blokowanie tych emocji, pozwolenie na to, by płynęły jest tym, co najbardziej pomaga. Czasem pozwala to też ludziom otworzyć się na własne emocje.
      Dziecięca bezradność i zależność konfrontuje bardzo wiele osób z ich lękami dotyczącymi chwil, kiedy sami potrzebują pomocy.
      Będzie o tym więcej w jednym z kolejnych wpisów.

      Odpowiedz
  15. Monika - 24 lipca 2015 11:19

    Dużo czasu zajęło mi zrozumienie o czym pani mówi. Kiedy kupiłam pani książkę, nie mogłam zrozumieć ani jednego zdania. Wróciłam do niej po roku z innym nastawieniem i nie mogę uwierzyć jak łatwo wychowuje sie dzieci podążając tym tokiem myślenia. Rodzicielstwo bliskości ułatwiło wszystko w naszym życiu. Rozwiązało problemy ktore spędzały nam sen z powiek. Wszystko stało sie jasne i proste. Dziękuje, ze wierzy pani w ludzi, w rodziców. Rodzice wierzcie w siebie i w swoje dzieci.

    Odpowiedz
    • AStein - 24 lipca 2015 23:26

      Wzruszyłam się. Bardzo dziękuję.

      Odpowiedz
      • Weronika - 28 lipca 2015 21:13

        Pani Agnieszko,
        ja równiez przylaczam sie do podziekowan za Pani „nauki” 🙂
        Dzis, rozumiejac wiecej, bedac bardziej swiadoma osoba, itp, widze, jakie to jest cenne, ze sa takie osoby jak Pani, szerzace madre, wartosciowe, baaardzo potrzebne w swiecie wielu zagubionych rodzicow…
        Kiedy bylam w ciazy, a takze tuz po urodzeniu maluszka, bylam takim „nieopierzonym kurczakiem”….choc wydawalo mi sie, ze tak wiele wiem…a jednak w glowie tysiace durnych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie stereotypow… ze dziecko ma samo spac od malenkosci (tzw tresura), ze karmic piersia to do roku zycia, ze jak zle zachowanie to kara, krzyk czy klaps, cokolwiek… ze ja jako rodzic ‚zarzadzam’ dzieckiem, jego czasem wolnym, jego myslami, itp… Same bzdury… Dzieki jakims przypadkom znalazlam Pania oraz Janet Lansbury (elevating childcare) – zmienilyscie mnie bezpowrotnie o 180st., nie wspominajac o tym jak wychowalo mnie moje dziecko;) i jak ono nauczylo mnie najwiecej… Gdy rzeczy z pozoru trudne i dziwne po jakim czasie przemyslenia zaczynaja „klikac’ w glowie… To uczucie, ze wreszcie wszystko jest takie proste, oczywiste, naturalne… Szacunek, przestrzen dla dziecka, madra milosc, dojrzewanie wraz z dzieckiem (w moim przypadku tak bylo..) Ale i tak wiele widac wowczas w innych ludziach zlych rzeczy do zmiany..

  16. justyna - 24 lipca 2015 11:08

    jest rzecz, nad którą bardzo myślę od dłuższego czasu i dotyczy właśnie kar.
    z założenia nie stosuję kar u swego dziecka. są takie jego zachowania, które przeszkadzają mi bardzo od wielu miesięcy. chciałabym, aby ich nie było, lub by było ich mniej. tłumaczyłam, prosiłam, dawałam czas, ignorowałam, sposobów wiele. one są nadal. rozumiem, że to jakiś sposób na zaspokojenie potrzeb, albo, że pozostaje poza kontrolą, itd…
    ALE! kiedy wymówiłam „bo nie dostaniesz…czegośtam…” okazało się, że moje dziecko umie nad tym zachowaniem zapanować. Przy czym „bo nie dostaniesz” dotyczyło rzeczy, którą ma na co dzień, która jest zwyczajna, a nie jakaś super-extra-wyjątkowa.
    Zdumiało mnie jakie to było proste.
    Oczywiście wierzę w „bez kar” ale myślę jak to jest możliwe, że czterolatek tak łatwo potrafił nad sobą zapanować i dlaczego nie próbuje panować nad tym zachowaniem tak po prostu, na moją prośbę…

    Odpowiedz
    • AStein - 24 lipca 2015 23:30

      Powodem pewnie był strach, który do wielu rzeczy jest w stanie zmobilizować.
      Może też był to sygnał dla syna, że sprawa jest poważna. Może można go spytać co się stało, że tak zareagował.
      Ale ciekawa też jestem jakie to zachowanie. Pewnie mogłabym mieć wtedy więcej hipotez.

      Odpowiedz

Skomentuj!