Rodzicielstwo nie polega na gadaniu


 photo profil.jpg

Rodzicielstwo nie polega na gadaniu

Jak już tyle było o pochwałach i chwaleniu, to warto dodać do tego jeszcze jedną ważną rzecz. Jak kogoś z Was to ominęło, to zachęcam do poczytania poprzednich wpisów i komentarzy pod nimi.
Chwalenie/niechwalenie to są kwestie związane z przekonaniem, że rodzicielstwo to przede wszystkim mówienie odpowiednich rzeczy. Jak ludzie pytają, co zamiast chwalenia, to najczęściej mają na myśli jakich innych słów użyć. A druga sprawa – jakich innych słów użyć w reakcji na to, co dziecko zrobi „właściwie” „super” albo co zrobi pierwszy raz.

Rodzicielstwo nie polega na gadaniu. Nie polega też na reagowaniu.
Oddziałujemy na dzieci, które mamy pod opieką cały czas. Nie tylko tym, co mówimy, ale też tym czego nie mówimy, tym co robimy, tym czego nie robimy. Oddziałujemy tym, co mówimy do innych ludzi, a dziecko słyszy. Oddziałujemy swoimi przekonaniami i tym jak rozumiemy rzeczywistość. Bo z tego wynikają nasze zachowania. Dzieci wyciągają wnioski z tego, co widzą i to nie zawsze takie, jakich spodziewają się dorośli.

Rodzicielstwo to nie tylko reagowanie, ale też proaktywne działanie. Ma znaczenie co robię, nie tylko wtedy, kiedy reaguję na jakiś „sukces” dziecka. Ma znaczenie co robię, kiedy coś mu się nie uda. Albo kiedy ono jest niezadowolone ze swoich wysiłków, a ja jestem tym zmęczona. Albo kiedy jest zadowolone, a ja uważam, że „powinno jeszcze poćwiczyć”.
Ma też znaczenie jak traktuję siebie i innych dorosłych. Czy oceniam ich i samą siebie? Jak mówię o innych ludziach? Czy potrafię sobie wybaczać i odpuszczać? Czy robiąc coś nastawiam się na to że musi być świetnie? Jak często używam słów błąd i porażka.

W tym, co dzieje się z dziećmi, czasem większe znaczenie ma to, jak rodzice odnoszą się do samych siebie albo do innych dorosłych, niż jak odnoszą się do dzieci.
Jeśli ja sama chcę nie chwalić dziecka, a rozliczam siebie z popełnionych błędów i krytykuję siebie, kiedy nie uda mi się tak jak chciałam, to dziecko dostaje podwójny komunikat.
Dzieci nie żyją w towarzystwie dorosłych, którzy są bezbłędni i doskonali. Żyją w towarzystwie dorosłych, którzy stale się uczą. Każda kolejna lekcja przynosi pożytek i dorosłym i dzieciom. Dzieci uczą się też od dorosłych, jak można sobie poradzić, gdy coś się nie udaje, tak jak chcieliśmy. Co robić, kiedy nie daje się rady. Jak sobie wybaczać i być dla siebie wyrozumiałym. Jak akceptować siebie, niezależnie od tego, czy jest łatwiej czy trudniej. A może szczególnie akceptować siebie jak jest trudniej.

To jest ostatni wpis z wakacyjnego cyklu o chwaleniu, który ukazał się najpierw tutaj: https://www.facebook.com/AgnieszkaSteinDziecko/posts/803316063126726 Zachęcam Cię do przeczytania pozostałych.

 

4 komentarze

  1. Agnieszka - 3 czerwca 2018 21:47

    Bardzo bliskie jest mi takie postrzeganie rodzicielstwa. Czyli co wszystkie książki pod tyt. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? do lamusa? :-). Czytałam je i za każdym razem albo porzucałam, albo czułam jakiś dyskomfort wewnętrzny, że nie w tym rzecz. Dzięki, fajnie, że ktoś to w końcu nazywa po imieniu.

    Odpowiedz
    • AStein - 4 czerwca 2018 12:25

      Myślę, ze każdą ksiażką można się zainspirować i coś z niej wynieść. Faber i Mazlish proponują kilka rzeczy poza mówieniem.

      Odpowiedz
      • Agnieszka - 4 czerwca 2018 17:26

        Tak? Np. co? Bo jakoś nic innego w ich książkach nie zauważyłam, oprócz próby nauczenia rodziców formułowania odpowiednich komunikatów do dziecka.

      • AStein - 20 czerwca 2018 07:25

        Myślę, że jednak czasem ktoś pisze o tym, jak ważne jest modelowanie albo o pomaganiu dziecku w radzeniu sobie z emocjami inaczej niż poprzez mówienie.

Skomentuj!