Previous
Next

co z tym czytaniem?

Liwia z Relacje w Centrum Uwagi zaczęła temat, a potem zrobiła się z tego dyskusja. Jak uczyć dzieci czytać? Czy wymaganie głośnego czytania od dzieci, które dopiero uczą się czytać ma sens? I moje pytanie – czy w ogóle ma sens wymaganie czytania, kiedy dziecko tego nie chce robić?

Ponieważ zadeklarowałam się, że napiszę dużo na ten temat, to postaram się spełnić tą obietnicę, choć uprzedzam, że w trakcie pojawi się wiele wątków, które warto by było rozwinąć. Więc temat raczej nie zostanie wyczerpany.

Chciałabym zacząć od początku, czyli od intencji. Bo dla mnie ona jest tutaj bardzo ważna i porządkuje wszystko. Czyli od tego, po co w ogóle chcemy, żeby dzieci uczyły się czytać. Kiedy rodzice mają jakieś wątpliwości dotyczące tego, jak postąpić w trudnej sytuacji, odwołanie się do intencji i do swoich priorytetów bardzo pomaga. Mówiąc brutalnie: czasem trzeba jakiś mniej istotny cel poświęcić, żeby zadbać o cel, który uważamy za podstawowy.

Dla mnie podstawowym celem jest dobra relacja z dzieckiem, a jeszcze szerzej to, czy ta relacja będzie go wspierać w rozwoju i jak mój syn będzie korzystał z tego, co się teraz dzieje, kiedy będzie dorosły.

Kiedy myślę o czytaniu, ważne jest dla mnie, żeby mój syn czytał sprawnie i szybko, ale też żeby lubił czytać, chętnie sam sięgał po książki i żeby traktował czytanie jako sposób na rozwój, poznawanie świata i jako sposób na relaks. Żeby lubił rozmawiać o tym, co czyta i może kiedyś czytał swoim dzieciom.

To jest wizja. Jestem świadoma, że nie do końca to wszystko jest w obszarze mojej kontroli, ale dzięki tej wizji wiem, co chcę robić, a czego postaram się unikać.

Drugi element, który warto przemyśleć, zanim zaczniemy uczyć dziecko czytać itp. to różne rzeczy, które wiemy o tym, jak czyta przeciętny dorosły obywatel, który skończył szkołę podstawową, gimnazjum, a czasem nawet studia. No więc przeciętny obywatel nie czyta. Nie ma książek. Nie umie przeczytać dłuższego tekstu ze zrozumieniem. A już zwłaszcza, kiedy to jest tekst popularnonaukowy, a nie lekka beletrystyka. Część przeciętnych obywateli wprawdzie czyta, ale tylko te książki, które musi czytać do pracy.

Wiele osób mówi, że nie lubi czytać. Że nie rozumieją po co. Nie widzą w tym sensu. Pewna grupa mówi, że wprawdzie widzą sens, ale nie mają czasu.

Jest też grupa ludzi, którzy nie czytają, bo sprawia im to dużą trudność. Może się to wydawać marginalnym kłopotem, ale w gimnazjum, w którym pracowałam było po kilkoro takich dzieci w każdej klasie.

Ponieważ lubię czytać i do tego jestem psychologiem, więc wysłuchałam już sporo historii na temat tego, dlaczego ludzie nie lubią lub nie umieją czytać.

Jednym krótkim zdaniem: nie jest dobrze.

Jako psycholog widziałam też wiele sytuacji, kiedy dorośli „uczyli” dziecko czytania i niestety uważam, że byłoby to bardzo zaskakujące, gdyby po takich doświadczeniach wyrósł z dziecka świadomy i dobrowolny czytelnik.

Teraz mogę już przejść do sedna mojego wpisu.

Dzieci uczą się czytać. Same. Większość dzieci, które znam, uczy się sama czytać spontanicznie, albo nauczyłyby się same czytać, gdyby dać im taką możliwość i czas. Żyjemy w świecie, gdzie ludzie są zanurzeni w słowie pisanym. Litery są wszędzie. Używamy ich do wszystkiego. Czytamy etykiety na produktach, nazwy przystanków, smsy, tytuły programów telewizyjnych, wskazówki w grach. Jest bardzo mało prawdopodobne, żeby dziecko, które żyje w takim świecie nie zainteresowało się czytaniem i pisaniem.

Dodatkowo te dzieci, które mają to szczęście, że zdążyły się nauczyć same czytać, zanim zabrali się za to dorośli, najczęściej czytają chętniej i lepiej niż te, którym się nie udało.

Dlaczego uważam, że dzieci, które uczą się czytać same mają lepiej? Bynajmniej nie dlatego, że dorośli to samo zło. Tylko dlatego, że dziecko po prostu lepiej wie, czego potrzebuje. I w większości sytuacji dokładna obserwacja dziecka może nam powiedzieć więcej, niż fachowa wiedza o różnych technikach nauczania.

Dzieci uczą się różnie i różne rzeczy im pomagają. Niektóre wolą czytać głośno, a inne cicho. Jedne, kiedy poznają litery, bardzo szybko zaczynają składać je w słowa, a potem czytać dłuższe teksty, a u innych te kolejne etapy są oddzielone długą przerwą. Jedne dzieci próbują od początku same odczytywać trudne teksty, a inne proszą, żeby im pomagać. Są dzieci, które najpierw uczą się liter a potem składają słowa i takie, które pytają o znaczenie całych słów, a potem odkrywają jak się nazywają poszczególne litery. Są też takie dzieci, które zaczynają czytać, kiedy znają niektóre litery, a potem stopniowo uczą się następnych, wtedy, kiedy napotykają je w tekście.

Stąd większość rzeczy, które robi się po to, żeby nauczyć dzieci czytać, może czasem być nieskuteczna, bo to, że coś działa z innymi dziećmi, nie znaczy, że zadziała z tym konkretnym.

Czasem rodzice zmuszają dziecko do czytania, bo mają chęć, żeby ono nauczyło się czytać, zanim pójdzie do szkoły. Chcą mu w ten sposób oszczędzić stresu i nie widzą, że w ten sposób stresują je dużo bardziej.

Co więc warto robić, kiedy jest się rodzicem, żeby mieć w domu czytelnika?

  • czytać dziecku, ważne jest, żeby dziecko wiedziało do czego ludziom służy czytanie
  • samemu czytać książki
  • dawać mu czas na praktyczne zabawy sensoryczne, które ćwiczą koncentrację
  • rozmawiać z dzieckiem, bo trudno jest czytać, kiedy ma się mały zasób słów
  • uzbroić się w cierpliwość (to mogłabym napisać tutaj ze trzy razy)
  • często pisanie poprzedza czytanie (pisanie rozumiane jako zapisywanie różnych rzeczy, a nie jako kaligrafia)
  • lepiej się czyta, kiedy się człowiek chce czegoś dowiedzieć – naprawdę ważne jest z czym się dziecko styka, czy ono naprawdę chce się czegoś dowiedzieć
  • dawać dziecku szansę na spędzanie dużo czasu na zewnątrz – bo oko musi ćwiczyć nie tylko widzenie z bliska, żeby sobie poradzić z czytaniem
  • dbać o prawidłowy rozwój mowy
  • dbać o zdrowe oczy
  • odpowiednia dawka ruchu pomaga rozwijać schemat ciała co jest ważne, kiedy dziecko ma odróżniać podobne do siebie litery
  • jeśli dziecko ma jakąś trudność – trzeba się nią zająć (to krótki punkt, ale bardzo ważny)
  • chronić dziecko przed różnymi presjami ze strony szkoły
  • zapewnić dziecku odpowiednią ilość odpoczynku

Czego nie warto robić?

Mówiąc ogólnie – nie warto dzieci zmuszać. Ani, żeby czytały. Ani, żeby uczyły się czytać w jakiś określony sposób. W ten sposób można, co najwyżej uzyskać to, że dziecko znienawidzi czytanie, albo zacznie mieć trudności, których bez zmuszania by nie miało.

Nawet jak szkoła wywiera presję, to nadal nie warto tej presji ulegać, bo pośpiech i przymus naprawdę nie są w interesie dziecka. Tak naprawdę nie są też w interesie szkoły (bo dzieci, które przeżywają silny stres przy czytaniu, potem czytają dużo słabiej i  w efekcie ciągle mają trudności w nauce). Tutaj szczególnie widać, że pośpiech jest wrogiem rozwoju.

Nie warto skupiać się na sprawdzaniu, kontrolowaniu, pilnowaniu poprawności. Kiedy dziecko słabo czyta może się często mylić. Ale jeśli czyta, bo chce się naprawdę czegoś dowiedzieć, to kiedy nie zrozumie, przeczyta jeszcze raz albo poprosi o pomoc.

Nie warto też robić różnych rzeczy, do których niestety rodzice są nakłaniani lub zachęcani przez szkołę. Na przykład poświęcać czasu przeznaczonego na odpoczynek na ćwiczenie czytania. To raczej spowoduje, że dziecko będzie zmęczone i zniechęcone szło do szkoły niż to, że zacznie lepiej czytać.

Zdecydowanie też nie jest dobrym pomysłem nauka czytanek, które „zadawane” są do domu, na pamięć, po to, żeby „przeczytać” je w szkole. To w ogóle nie jest czytanie. Często takie praktyki służą do tego, żeby dziecko udawało, że czyta, podczas gdy ono tylko odtwarza tekst z pamięci. Naprawdę można czas poświęcany na uczenie się czytanek na pamięć, wykorzystać na wiele sensowniejszych sposobów.

Dojrzałym sposobem czytania jest czytanie po cichu i raczej całościowe (nikt, kto dobrze i szybko czyta, nie literuje i nie sylabizuje). Dlatego nie warto zmuszać dzieci do cofania się. Kazać im czytać głośno, gdy chcą cicho, literować, gdy czytają całe wyrazy. (Nie chodzi mi tu o sytuację, kiedy dziecko przeczyta na głos raz na jakiś czas, tylko o taką, kiedy MUSI zawsze czytać głośno).

Warto też wiedzieć, że:

  • żeby dziecko czytało jego mózg musi być do tego gotowy. Jak nie jest możemy zamęczyć siebie i dziecko i nic z tego nie wyjdzie.
  • czytanie ma wiele etapów. To, że dziecko nie chce czytać książek nie jest jednoznaczne z tym, że nie przeczyta krótkiego tekstu lub polecenia, kiedy będzie taka konieczność.
  • dziecko do 12 roku życia może nie być w stanie przeczytać książki, która jest na jego poziomie intelektualnym.
  • mózg się nie uczy, kiedy jest w stresie. A raczej uczy się, ale nie tego, co trzeba. Uczy się co jest zagrożeniem i jak go unikać. Dlatego trudne doświadczenie z czytaniem (i w ogóle z jakąkolwiek nauką) może spowodować, że dziecku za każdym razem, kiedy musi czytać będzie się uruchamiać system reagowania na zagrożenie. A takie coś nie jest łatwo odczarować, więc naprawdę lepiej nie ryzykować.
  • to, że dziecko nie chce czytać na początku pierwszej klasy, nie musi mieć nic wspólnego z tym, jak zda jakiś test w trzeciej lub szóstej klasie. Osobiście uważam, że te testy to zło, bo sprawiają, że dziecko staje się pionkiem w statystyce i nagle ma się uczyć tak, żeby zdało jakiś test, za kilka lat a nie tak, żeby umiało.
  • mózg rozwija się skokowo. Zamiast mieć ciśnienie na to, czego dziecko nie umie, trzeba zająć się tym, czego w danym momencie może i chce się nauczyć.

Moje osobiste dziecko dopiero w wieku 10 lat przeczytało pierwszą książkę. Wcześniej głównie słuchało czytania. Teraz czyta dużo i sprawnie, różnych rzeczy.

Jeszcze to nie koniec, ale myślę, że będzie lubił czytanie jako dorosły i to głównie dzięki temu, że wytrzymałam, żeby nie mieć ciśnienia, że musi czytać już teraz, kiedy ja chcę i jak ja chcę (oraz jak chce szkoła).

 

Announce

New
arrival

2019 collection

Let’s face it, no look is really complete without the right finishes. Not to the best of standards, anyway (just tellin’ it like it is, babe). Upgrading your shoe game. Platforms, stilettos, wedges, mules, boots—stretch those legs next time you head out, then rock sliders, sneakers, and flats when it’s time to chill.