Previous slide
Next slide

wojna

Dużo już o tym napisano.

Że są, że nie powinny. Że zamiast się wspierać, to kobiety sobie dowalają nawzajem. Że trudno czasem wyjść na spacer albo wejść do internetu, żeby nie znaleźć się w środku awantury.

Wygląda na to, że rodzicielstwo budzi w nas zaciekłą chęć bronienia swojego sposobu wychowania. Tak zaciekłą, że posuwającą się nawet do kompletnego potępiania wszystkich innych sposobów.

Nie będę tu nawet przytaczać takich tematów dyskusji, co jest lepsze. Wszyscy je doskonale znają. Co jest lepsze, albo czasem nawet, który rodzic jest lepszy. Czyje dziecko lepiej poradzi sobie w życiu. Które będzie bardziej szczęśliwe, bardziej rozwinięte, mądrzejsze.

Dlaczego tak się dzieje? Jest na to pytanie kilka odpowiedzi poza tą najbardziej wyeksploatowaną i pozornie oczywistą, że ludzie (a zwłaszcza kobiety) po prostu lubią się ze sobą kłócić, rywalizować, porównywać itp.

Pierwsza odpowiedź jest taka, że nie nauczyliśmy się jeszcze życia w świecie gdzie jest więcej niż jedna możliwość. Dość często zdarza mi się, że rodzice pytają mnie jak powinni postąpić, jakie będzie właściwie postępowanie w danej sytuacji, czy „prawidłowo” reagują.

Mogę im powiedzieć jedno „co działa u kogoś, nie musi działać u was” (choć może 😉 ).

Kiedy przechodzimy od rozmawiania o narzędziach, badaniach i statystycznych zależnościach do przyglądania się konkretnej rodzinie i konkretnej sytuacji, znika prostota i oczywistość. Pojawia się wiele wątków i wiele aspektów, które trzeba uwzględnić. Tam, gdzie wiedzę teoretyczną trzeba dostosować do swojej własnej sytuacji, nie da się operować tylko jednym kawałkiem, tylko jednym fragmentem wiedzy. Trzeba jakoś ogarnąć jej całość, albo dużą część. I wziąć jeszcze pod uwagę zdrowy rozsądek.

Jako psycholog wiem sporo o różnych zależnościach i wynikach badań. A także niejedno o prawdziwych rodzicielskich doświadczeniach. Dlatego wiem właśnie to, że co działa u mnie, nie musi działać u każdego.

Są takie rzeczy, o których wiem, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie zadziałają (takie, jak klapsy), ale wiem też, że są takie sytuacje, w którym zdesperowanym rodzicom wydaje się to jedynym wyborem. Ja mogę im rozszerzyć to pole wyboru o różne inne możliwości. Ale tylko tyle.

Wyniki badań pokazują często rodzicielskie wybory jako „wszystko albo nic”. Jak nie zrobisz tego (lub zrobisz coś innego) to twoje dziecko będzie się źle rozwijać, zrobisz mu krzywdę, zaprzepaścisz jego szansę. I ludzie lecą te biedne, cudze dzieci ratować.

Realia są jednak takie, że prawie żaden pojedynczy czynnik, w oderwaniu od tego, co poza tym dzieje się w rodzinie, nie ma aż takiego znaczenia. Tylko tego nie da się zbadać.

Jeśli więc widzę kogoś, kto robi tak, jak ja bym nie zrobiła staram się nie mówić, że on robi „źle”. Przyjmuję do wiadomości, że u mnie działa coś innego.

Jeśli dla innego rodzica coś dobrze działa, to nie ma aż takiego znaczenia to, że ja robię inaczej. I naprawdę bardzo trudno jest znaleźć zbyt wiele takich sytuacji, w których różnych rzeczy z dziećmi robić nie wolno, nawet jak działa.

(inna kwestia to to, że są sytuacje, kiedy coś nie działa, a ludzie dalej to robią – o tym napiszę już niedługo)

Skąd jeszcze się biorą takie rodzicielskie wojny, poza przekonaniem, że zawsze da się wybrać ten obiektywnie najlepszy sposób reagowania?

Na przykład z tego, że rodzicielska samoocena bardzo mocno oparta jest na tym, jakim ktoś jest rodzicem, jak dobrze zajmuje się dzieckiem. Tak więc nie tylko jest jeden obiektywnie najlepszy sposób wychowania (oczywiście mój 😉 ), ale też każdy kto odbiega od tego sposobu, nie wyrabia się w nim jest złym rodzicem.

A zły rodzic to konstrukcja podobna do „niegrzecznego” dziecka. Niewiele pożytku, a wszystkich to frustruje.

Za bardzo zajmujemy się samooceną a za mało samoakceptacją i szacunkiem do samych siebie. A samoocena jest zawsze oparta na porównywaniu się z innymi. Skoro to, że matka karmi piersią dobrze o niej świadczy (w różnych poradnikach może przeczytać, że powinna być z siebie dumna), to automatycznie świadczy to odpowiednio o tych, które nie karmią, albo już nie karmią.

A przecież „co działa dla mnie, nie musi działać dla ciebie”.

I niezależnie od tego, czy jestem bliska własnego ideału mogę siebie lubić i szanować.

W przeciwnym razie robi się tak, że to, co wydawało się staraniem, żeby być dobrą matką zamienia się w dążenie do tego, żeby być matką lepszą od innych.

Samoocena zamiast samoakceptacji. Jak trudno to odróżnić.

Ostatnia przyczyna wojen, o której napiszę jest następująca. Taki mamy wzorzec kontaktu i relacji. Wchodzimy w kontakt z ludźmi przez dyskutowanie, krytykowanie, polemizowanie. Dużo rzadziej przez słuchanie, dzielenie się, bycie obecnym. I w większości sytuacji ci, którzy się dzielą i słuchają nauczyli się tego w dorosłym życiu, celowo i świadomie.

Więc na placu zabaw i w internecie rodzice robią dokładnie to samo, co wszędzie.

 

BEZPŁATNY WEBINAR

PRZYWÓDZTWO

Czym różni się nowe przywództwo od starego?

Przywództwo jest ideą, która jest z jednej strony popularna i dużo się o niej rozmawia, a z drugiej strony dużo jest w tych rozmowach niepokojów i niejasności. Z jednej strony słyszymy, że przywództwo jest ważne i chcemy umieć być liderami/liderkami w naszych relacjach rodzinnych i zawodowych, a z drugiej strony mamy obawy, jak to robić i jak ma się przywództwo do równej godności, dobrowolności, autonomii. Stare rozumienie przywództwa mało się z tymi konceptami łączy i dlatego potrzebujemy szukać czegoś nowego.

Announce

New
arrival

2019 collection

Let’s face it, no look is really complete without the right finishes. Not to the best of standards, anyway (just tellin’ it like it is, babe). Upgrading your shoe game. Platforms, stilettos, wedges, mules, boots—stretch those legs next time you head out, then rock sliders, sneakers, and flats when it’s time to chill.