Telefon do przedszkola…
Co w tym przedszkolu się dzieje, że dzieci w taką okropną pogodę wychodzą na dwór. Żaden człowiek nie powinien być przy takiej pogodzie na dworze. Rozchorują się na pewno. A w ogóle na pewno ich rodzice nie mają świadomości, że dzieci są w taką pogodę wyprowadzane na dwór.
I jeszcze panie mają parasole a dzieci dotykają piachu i tarzają się po ziemi.
Tak. Dzieci wychodzą na dwór prawie przy każdej pogodzie. Na pewno wychodzą, kiedy pada deszcz i temperatura jest w okolicy 15 stopni. Mają specjalnie do tego przyniesione przez rodziców nieprzemakalne spodnie, kurtki z kapturem i kalosze. Nie noszą płaszczy bez kapturów i nie potrzebują parasoli, które tylko by im przeszkadzały.
Nie marzną ponieważ są ubrane adekwatnie do pogody i cały czas się ruszają.
Rodzice wiedzą o tym, że dzieci wychodzą na dwór. To jeden z powodów, dla którego wybrali to przedszkole. W wielu innych rzeczywiście dzieci spędzają prawie całą zimę w zamkniętych pomieszczeniach. Powody nie wychodzenia na dwór to oprócz zimna także to, że dzieci brudzą i długo się ubierają i trzeba im pomagać.
Choć oczywiście, jak dzieci systematycznie, codziennie wychodzą na dwór to trzeba im pomagać tylko na początku. Potem uczą się ubierać same.
Zadziwiające jest dla mnie to, że najwięcej przedszkoli, w których dzieci spędzają prawie cały czas na dworze bez względu na porę roku jest w krajach z dużo ostrzejszym klimatem niż nasz. Na przykład w Norwegii. Popularne powiedzenie mówi tam, że nie ma złej pogody, może być tylko złe ubranie.
Choć może to wcale nie jest dziwne.
Dzieci niestety nie chorują. Frekwencja sięga 100 procent, więc jeśli jakieś dzieci okupują w tej chwili gabinety lekarskie to raczej te przegrzewane, opatulane i trzymane cały czas w dusznych pomieszczeniach z mnóstwem bakterii. Całkiem możliwe, że dla tak pielęgnowanego dziecka odrobina deszczu jest takim szokiem, że natychmiast spada mu odporność.
Oczywiście mogłabym coś napisać jeszcze o tym, że dzieci brudzą się, bo tego potrzebują. Nie jest to zaniedbanie tylko głębokie zrozumienie praw rządzących ich rozwojem. Ale to chyba na jakiś inny wpis temat. Długi wpis.
Napiszcie czy u Was w przedszkolu dzieci wychodzą na dwór, kiedy pada deszcz. I czy mogą się brudzić.

W przedszkolu na dworze bywały często,teraz rozpoczęły szkołę,więc zwyczaje się zmienią.Za to-biegają po trawie boso,jeśli maja ochotę,kąpią się w Bałtyku, nawet jeśli ludzie na plaży mają na sobie kurtki,zakładamy czapki,gdy jest naprawdę zimno,brudzić się mogą i jest to mile widziane.A co najważniejsze -naprawdę mało chorują! pozdrawiamy!
Oczywiście nie wychodziły. Dlatego syna poślę do innego przedszkola, mam nadzieję.
Dzisiaj jest u nas złota polska jesień – ładnie, słonecznie, chłodno, trochę wiatru. Na dworze nie widziałam ani jednego dziecka w wieku przedszkolnym, ani z rodzicami/dziadkami, ani z przedszkolną grupą.
Jestem za. Hartowac dzieci od samego początku. Chodzić na spacery i korzystać z uroków różnej pogody :)Odporność prawie gwarantowana!
na szczęście wychodzą niemal w każdą pogodę 🙂 uwielbiałam widok poobkładanych rękawiczkami i czapkami kaloryferów, kiedy odbierałam synka zmią 😉
Moj maly do przedszkola idzie na 3h dziennie z czego 1h na powietrzu, bez wzgledu na pogode. Cieszy mnie to bardzo, bo ja sama w domu nie usiedze.
Niestety on choruje mi czesto 🙁
Wychodza i to kiedy chcą, poza pora posilki i czytania. Są u nas drzwi, które dzieci same otwieraja przyciskając wielki przycisk. Jak jest zimno, panie pilnują, by wlozyli kurtki, jak pelnia lata – czapki i krem.
przedszkole panstwowe w Londynie 🙂 Bayonne Nursery 🙂
moja 4-letnia coreczka chodzi do przedszkola w Niemczech. I tutaj jest niezmiernie duze zroznicowanie w nastawieniu przedszkoli do tematu wychodzenia na dwor w „zla” pogode. Moja przyjaciolka swoja corke poslala do miejskiego przedszkola, w ktorym na dwor prawie sie nie wychodzi: za malo personelu, by dzieci ubierac, przebierac itd itp. (tak mowia rodzicowm na pytania dlaczego dzieci tak malo czasu spedzaja no wolnym powietrzu). Moja mala chodzi do prywatnego przedszkola, ktore szczyci sie tym, ze dzieci sa co kilka dni wyprowadzane do pobliskiego lasu na kilka godzin, niewazne czy pada deszcz, snieg czy swieci slonce. Moga sie tam brudzic, zbierac glisdy, tarzac sie w sniegu, dostaja tez tam prowiant, choc przeciez rak nie moga umyc 🙂
Wychodzą prawie codziennie i bardzo mnie to cieszy, bo niestety w Polsce to niezbyt popularne, a dodam, że mieszkamy na wsi i zerówka jest dosyć zwyczajna. W Szwecji rzeczywiście zaskoczyło mnie to, że dzieci z przedszkoli widzi się codziennie na placach zabaw itp, bez względu na to, czy jest wichura, deszcz, czy słońce. Wszystkie mają te swoje kombinezony, z których wystają niemal tylko oczy oraz usta i tarzają się po piachu, taplają w kałużach.
Posłaliśmy Małą do tak zwanego „leśnego przedszkola” w Niemczech. To przedszkole, które praktycznie nie ma budynku. Mają małe pomieszczenie, gdzie w zimie spożywają posiłki, a oprócz tego są cały czas na zewnątrz, w lesie po prostu. Akurat przechodzimy faze adaptacyjną, więc jestem obok i widzę jak to się odbywa. Widzę jak dzieciaki po brode niekiedy umorusane bawią sie jedynymi dostępnymi zabawkami (starymi garnakami, łyżkami) lub przeskakują po ustawionych pniach i są niewiarygodnie szczęśliwe.
Fakt, musieliśmy zakupić naprawde dobrą odzież i troche więcej niż normalnie byśmy potrzebowali, ale wydaje nam się, że jest to ogromna inwestycja nie tylko w zdrowie fizyczne naszej córki.
Marzyłam, by moje dziecko chodziło do tego przedszkola, jednak cena jest zaporowa. Długo się zastanawiałam, liczyłam, ale to niestety kosmos…
Marzyłam, by moje dziecko chodziło do tego przedszkola, jednak cena jest zaporowa, kosmiczna. Długo się zastanawiałam, liczyłam, biłam z myślami, ale cóż … to kosmos.
Ależ zazdroszczę jak czytam te opisy leśnych przedszkoli… U nas (miasto powiatowe na mazurach) wszystkie cztery przedszkola gdy tylko zrobi się chłodniej (a nie daj Boże pada deszcz) pustoszeją – nie zobaczysz ani jednej grupy na placu zabaw czy na spacerze. I nie ma opcji wyboru. Gdybym mogła woziłabym dzieci nawet do innego miasta, ale w pobliżu jest to samo. Na szczęście koło domu szaleją prawie co dzień. W czasie deszczu też – tylko mi się czasem nie chce i wtedy kontrolnie wyglądam przez okno balkonowe co jakiś czas. Ale za te bieganie w deszczu, brak czapki i inne zbieram ostre cięgi od babć, sąsiadek, przypadkowych przechodniów i w ogóle… A wy nie macie takiego problemu?
Moja córeczka ma 11 miesięcy więc do przedszkola jeszcze nie chodzi, ale kilka dni temu, kiedy spacerowałyśmy w zimne przedpołudnie w pobliskim parku nie spotkałyśmy ani jednego wózka. Choć latem mijałyśmy ich ok.50… Na szczęście wracając spotkałyśmy jeszcze jedną mamę i już nie czułyśmy się takimi kosmitkami:)
To ja poproszę jeszcze o wytłumaczenie tego chłopu mojemu, który uważa że jak jest poniżej 15stopni to z dzieckiem nie powinno się wychodzić.
A ja dzielnie codziennie próbuję ubierać moją sfrustrowaną półtoraroczną córeczkę, która nie założy niczego co jej się nie podoba (a nie podoba się nic) po to by wyjść choć na półgodzinny spacer.
Ochhh jak bardzo potrzebuje tego tekstu po angielsku dla męża 😀
mieszkamy w rzeczonej Norwegii, sądząc po stanie ubrań oraz obuwia, przebywanie na dworze wydarza się cały czas. szczerze mówiąc, czekam już niecierpliwie na śnieg, który grubą warstwą pokryje wszelkie błoto i nie pozwoli się do niego dokopać 🙂 i dziecko, o zgrozo, uprzejme jest chorować znacznie mniej niż w Polsce, kiedy to – nawet nie chodząc do przedszkola – chorowało cały czas… teraz pracuję nad sobą, na widok deszczu najchętniej przewracam się na drugi bok, a tu „nie ma zmiłuj” 🙂
Hej my mieszkamy w Holandii i tu dzieci ok 1.5 godziny dziennie spędzają na dworze bez względu na pogodę( chyba ze leje jak z cebra) parę dni temu rodzice mogli uczestniczyć w dniu szkolnym dziecka w szkole. Widziałam jak moje dziecko pracuje( szkoła plan jynejski podobne do Montessorii) i widziałam jak wszystkie buzie roześmiane bawią się na podwórku kiedy z nieba spadała na nas mrzawka. Kiedy zadzwonił dzwonek taki starodawny dzwoneczek ręczny wszystkie dzieci ustawiały się w rządku aby do specjalnej szczotki powycierać buty z piasku i ziemi Szczotkę przyniósł woźny i pilnował porządku. To wcale nie jest takie trudne trzeba tylko chcieć jak widać:)
Nie widziałem, żeby u nas w osiedlowym przedszkolu dzieci wychodziły na dwór w czasie deszczu. Za to z córką wychodzimy na dwór o każdej porze. Zresztą podobnie jak u Joanny.