Dziś krótko.

Z inspiracji książką Dayny Martin Radical Unschooling (jestem wdzięczna Mariannie za polecenie 🙂 ).

Dayna pisze o tym, że wielu dorosłych chce takiego rodzicielstwa, w którym dzieci słuchają się, są posłuszne, biorą pod uwagę potrzeby rodziców bardziej niż swoje itp. Według niej taka postawa wynika z tego, że obecni dorośli spędzili swoje dzieciństwo w atmosferze i otoczeniu, w którym sami rzadko bywali wysłuchiwani, brani pod uwagę i traktowani podmiotowo. A więc, kiedy mają już własne dzieci czują, że teraz to już mają do tego prawo, że teraz wreszcie to się stanie.

W ten sposób błędne koło się zamyka.

Jednocześnie jednak widać wyjście z tego koła.

Jeśli jest tak, że rodzic, który chce mieć posłuszne dziecko, pragnie w głębi serca tego, żeby ktoś go wysłuchał i wziął go pod uwagę, to uświadamiając sobie swoje potrzeby może przerwać to koło.

Jeszcze raz widzę jak bardzo rodzicielstwo bliskości polega na pierwszym miejscu na ciągłym uczeniu się tego, jak zatroszczyć się o siebie, jak opiekować się sobą, jak brać swoje potrzeby pod uwagę, jak szukać wsparcia innych dorosłych, którzy wysłuchają i zaakceptują.

Ile jest potrzeba, żeby poczuć, że kontrola i posłuszeństwo nie są już dłużej ważne.

13 Responses

      1. zastanawiam się, w jaki sposób określić granice, gdzie to jest jeszcze moja potrzeba a nie – próba wymuszenia posłuszeństwa u Dziecka… jak w codziennym zabieganiu znaleźć czas, by móc zaspokoić potrzeby Dziecka, ale także zostawić miejsce i na swoje… w ostatnim czasie miewam różne przemyślenia na temat rb patrzę na mojego ukochanego, szczęśliwego Roczniaka żyjącego w świecie własnych potrzeb…nie interesuje go , że chcę ugotować obiad, że chcę się uczesać, że chcę zjeść…może rb to trochę taka utopia…? Coś, co byłoby wspaniale w praktyce, ale nie do końca jest realne…

      2. Ok, to doprecyzuję.
        Dobrze, żeby dorosły dbał o swoje potrzeby, ale nie z pomocą dziecka, tylko raczej innych dorosłych.
        Roczniaka na pewnie nie będą interesować potrzeby dorosłego, nie aż tak. To dorosły może szukać takich strategii, które uwzględnią i jego potrzeby i dziecka.

  1. A co z 7latkiem? Czy można oczekiwać, że będzie brał pod uwagę potrzeby innych? Wczoraj obserwując swoje dziecko miałam przykre uczucie, że wychowuję egocentryka, że chcemy i dajemy jej ile możemy a ona jedynie bierze. Że jest bardzo wrażliwa ale na siebie, nie na innych. Nie o to mi chodziło.

    1. 7-latek zazwyczaj bierze pod uwagę potrzeby innych wtedy, kiedy jego własne potrzeby nie są jakoś mocno niezaspokojone. Podobnie zresztą jak dorośli.
      Więc pojawia się pytanie: czy ten 7-latek bierze czasem innych pod uwagę? Interesuje się w ogóle ich potrzebami?

  2. A co jeśli nie ma drugiego dorosłego, który mógłby pomóc. Wtedy nie ma szans, aby zadbać o potrzeby dziecka i swoje. Jeśli ktoś sam wychowuje dziecko i nie ma nikogo do pomocy to rb jest nierealne.

    1. Mam poczucie, że wtedy w ogóle opieka nad dzieckiem jest nierealna. Tak jesteśmy skonstruowani, że żaden człowiek nie może mieć tylko relacji z dzieckiem, potrzebuje innych dorosłych. Tym dorosłym nie musi być partner.

      1. A co w przypadku dwóch doroslych ale tez dwojki dzieci niemowle i 2,5 latek. Jak zaspokoic potrzeby doroslych jak kazde zaspokaja potrzeby innego dziecka i co z relacja dorosly-dorosly?

  3. Dobre. Znam to już tak długo, ale nie udało się wprowadzić w życie. Zajęło mi więcej niż 5 lat i kryzys małżeński, żeby zrozumieć o co chodzi w zaspokajaniu własnych potrzeb z drugim dorosłym człowiekiem, albo bardziej zacząć rozumieć. Choć może to też jest tak, że dopiero teraz mam dla siebie więcej czasu i przestrzeni.

  4. Uśmiecham się, gdy to czytam.
    Moja refleksja nt bliskości w relacji jest właśnie taka: najpierw bądźmy bliżej siebie, potem łatwiej być bliżej drugiej osoby. Również bliżej dziecka, bo łatwiej nam je zrozumieć. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *