Często rodzice, którzy do mnie przychodzą, mówią, że mają kłopot z jakimś zachowaniem dziecka. Próbowali wszystkiego i nic to nie daje (albo jest coraz gorzej). Moją pierwszą radą jest zazwyczaj propozycja, żeby przestali na dane zachowanie zwracać uwagę, a zamiast nim zajęli się dzieckiem. Czasem nawet proponuję, żeby zachęcali dziecko do „kłopotliwego” zachowania. Najczęściej nie ma potrzeby, żeby robić z tym coś więcej.
Dlaczego taka „głupia” rada tak świetnie działa?
Dlatego, że większość zachowań dziecka, które dla nas są „niegrzeczne”, „niemądre” itp., jest jego sposobem na poradzenie sobie z czymś trudnym. Czymś, co się wydarza w życiu rodziny, a czasem z kolejnym etapem rozwoju.
Naprawdę potrzebujemy bardziej zaufać naszym dzieciom i ich mądrości.
Kiedy dziecko nie potrzebuje już danego zachowania, bo się nim nasyciło, po prostu z niego rezygnuje. I dzieje się to zazwyczaj dużo szybciej i przyjemniej niż pod wpływem naszego nacisku.
Kiedy naciskamy na dziecko ono czuje się coraz bardziej zaniepokojone, napięte. Często właśnie wtedy najbardziej potrzebuje swoich kojących nawyków. I wtedy zaczynają się one silniej pojawiać.

Jakoś ta rada do mnie nie przemawia. Nie mogę nie zwracać uwagi na zachowania, które mi przeszkadzają. Gdzie tu dbanie o potrzeby rodzica?? Przeszkadza mi, gdy słyszę kilkadziesiąt razy dziennie wulgaryzmy, wypowiadane w błahych sytuacjach, bez powodu. Przeszkadza mi, gdy ktoś mnie bije, popycha, wyzywa, niszczy lub rozrzuca moje rzeczy, nie sprząta po sobie etc., nawet gdy to jest moje dziecko. Więc reaguję, okazuje moje niezadowolenie, zwracam uwagę. Nie wyobrażam sobie zachęcania dziecka do takich zachowań. Wątpię też, czy mogą się one znudzić z czasem. Obawiałabym się bardziej eskalacji.
Są jednak sytuacje, kiedy rodzice już dużo razy zwracali uwagę i nie widzą poprawy a nawet mają poczucie, że jest coraz gorzej.
Jeśli zwracanie uwagi pomogło to widocznie była ta sytuacja, kiedy było potrzebne.
Myślę też, że podejście o którym piszę bardzo mocno opiera się o wiarę w dobrą naturę dziecka. Nie wierzę więc w to, że dziecku sprawia przyjemność sprawianie innym przykrości i że jedynym czynnikiem który powstrzymuje dziecko od niefajnego zachowania jest moja kontrola.
Wierzę w to, że dzieci są wrażliwe i mądre. I, że czasem robią coś a potem nie powtarzają tego więcej, albo potrafią same zauważyć, że to nie był dobry pomysł.