Miałam dalej pisać o przedszkolakach, ale w drodze powrotnej z Elbląga przeczytałam rozmowę między Danielem Golemanem (tym od Inteligencji Emocjonalnej) i Danielem Siegelem (który wymyślił Mindsight), która została wydana pod tytułem „Better parents, better spouses, better people”.
I poczułam, że są dwie rzeczy z tej rozmowy, którymi bardzo się chcę podzielić.
Pierwsza z nich jest taka. Można zmienić swój wzorzec przywiązania będąc dorosłym człowiekiem. Ale to nie wszystko. Psychoterapia jest sposobem na zmianę wzorca na bezpieczny, ale nie jest to jedyny sposób. Innym sposobem jest związek z osobą, która taki wzorzec ma.
Daniel Siegel opowiada o badaniach, w których okazało się, że po 5 latach bycia w związku z osobą, która ma bezpieczny wzorzec przywiązania, jej partner także ma bezpieczny wzorzec, choć na początku miał inny.
To według mnie zachęta do tego, żeby jeszcze bardziej zaufać, że praca nad robieniem porządku z samym sobą może przynieść tak wielką zmianę, że wpłynie tak głęboko na innego człowieka.
Druga rzecz jest taka.
Jest głęboki związek między NVC (porozumieniem bez przemocy) a rodzicielstwem bliskości.
Jaki?
Sposób komunikacji na jakim opiera się NVC jest naturalny i zrozumiały dla osób z bezpieczną więzią.
Dla kogoś z unikającym stylem przywiązania rozmowa, mówienie o swoich wewnętrznych przeżyciach, emocjach, potrzebach może być trudne. Unikająca więź to strategia, w której człowiek rezygnuje z poznawania swojego wewnętrznego świata a także z empatii i skupia się na zachowaniu, rozumie, intelekcie. Taka osoba czasem nawet nie wie, że ma jakiś wewnętrzny świat uczuć i potrzeb.
Dla osób z lękową więzią emocje są czymś co je stale zalewa. Czują i przeżywają bardzo mocno, ale trudno jest im mówić o swoich emocjach słowami i zachowywać porządek i strukturę jaka jest związana z NVC. Trudno jest im też chyba rozróżniać strategie od potrzeb.
Okazuje się, że wszystko się łączy. Po raz kolejny. Miłość i bliskość są najlepszą bazą do komunikowania się językiem serca.
Wydaje się oczywiste, ale jednak fajnie to odkrywać.

A czy można zmienić styl przywiązania będąc 10-letnim dzieckiem? Jeśli tak to jak mogę pomóc synowi?
jak dziecko ma 10 lat to rodzice mogą zmienić styl opieki na bezpieczny 🙂
to ma znaczenie
Mam styl przywiązania ambiwalentno-lękowy, co wpływa destrukcyjnie na moje relacje z innymi, przez co ja również cierpię, bo do tej pory nie wiedziałam, że robię źle.
Rozpoczęłam terapię, ale mam wrażenie, że Pani terapeutką ignoruje moje dzieciństwo.
Jak zmienić ten styl? Czy będę mogła jeszcze kiedyś normalnie żyć?
Osoba, która ma pozabiezpieczny styl przywiązania nie robi źle, tylko nie potrafi inaczej. Nie wiem też w jaki sposób to Pani zdiagnozowała.
Są osoby, które specjalizują się w terapii w takich sytuacjach, np. terapia schematów pracuje nad stylem przywiązania. Myślę, że jeśli ma Pani wrażenie, że terapeutka coś robi to osobą, której warto o tym powiedzieć jest własnie ta terapeutka.
Mam pytanie – w jaki sposób opiekować się w sposób bezpieczny 6 letnim dzieckiem.
Jak też „zdiagnozować” styl przywiązania u 6 latka? U roczniaka widziałam piękny opis, przykład. 6 latek jest bardziej samodzielny, więc co jest normą, a co nie? Byłabym wdzięczna za odpowiedź.
To nie są pytania, na które można odpowiedzieć jednym zdaniem. Mogę napisać tyle, że bezpieczny styl przywiązania mają dzieci, których rodzice są dostępni emocjonalnie i dobrze radzą sobie sami ze sobą.
Ja bym raczej nie skupiała się na diagnozowaniu stylu przywiązania tylko na wspieraniu dziecka w jego potrzebach. I szukaniu wsparcia jako rodzic, jeśli rodzic widzi taką potrzebę.
Dziękuję.
Pieknie opisane…ale jak wspierac bardzo wrazliwego dwulatka,ktorego styl przywiazania ostatnio zmienia sie z bezpiecznego na… czasem na „meduzy”,czasem na „zolwia”,a czasem jest,jaki byl-bezpieczny?kiedy jest to zwiazane z trudnym zwiazkiem mamy (z bezpiecznym stylem) i taty ( z „niebezpiecznym”)? kiedy rodzicow nie stac na systematyczna terapie,tata nie chce zadnej pomocy (bo sobie poradzi),a mama widzi,ze synkowi coraz trudniej z samoregulacja?jak mama moze pomoc,skoro tata „psuje”??
Pierwsza hipoteza jest dla mnie zawsze taka, że to rozwój. Warto sprawdzić czy to nie jest tak, że te zachowania są rozwojowe. Bo styl przywiązania nie zmienia się tak szybko.
Co do tego jak mama może pomóc to przychodzą mi do głowy dwie rzeczy. Zadbać o siebie. Jak się nie da przez terapię to przez świadomy wybór dorosłych, z którymi spędza czas.
I druga. Dowiedzieć się więcej o rozwoju, wrażliwości i regulacji. Rozumieć lepiej perspektywę dziecka i brać ją pod uwagę.
bardzo dziękuję za odpowiedź. „bliskościowa” pani psycholog oceniła regulację synka (ma z nią kłopoty… kiedy jest mu źle, uderza czołem o podłogę) na będącą efektem napięcia pomiędzy rodzicami. obawiam się więc i o przywiązanie, choć trochę mnie Pani pocieszyła. synek widzi bardzo dużo mojego płaczu, nie jestem w stanie tego ukryć. zadbać o siebie powinnam bardzo i staram się, choć nie mam nikogo do pomocy, a za chwilę rodzę córeczkę. rozumiem perspektywę synka, ale czasem jestem sama w takiej „rozsypce” emocjonalnej, że bardzo trudno utrzymać mi właściwy kurs… i jeszcze to mówienie „nie” – to normalne u dwulatka, prawda? jego ojciec twierdzi, że to zły wpływ mamy…
Rozumiem, że w takiej sytuacji ocenianie tego co się dzieje jako wyniku napięcia czy Pani złego wpływu nie pomaga.
Większość dzieci w podobnym wieku czasem uderza czołem o podłogę, bo są małymi dziećmi i mają regulację jak małe dzieci. Wszystkie mówią nie.
Widzę, że najbardziej Pani potrzebuje właśnie kogoś kto pomoże z tą rozsypką.
Jeżeli w ogóle ocenia się przywiązanie to na podstawie tego jak rodzic reaguje na dziecko i dziecko na rodzica a nie na podstawie samego zachowania dziecka.
Pani Agnieszko, jestem mama prawie 3 letniej wysoko wrazliwej dziewczynki, po przeczytaniu z mezem ksiazki elaine aron stwierdzilismy ze maz tez jest wwo. Edukujemy sie w temacie, wydaje mi sie ze rozumiemy i czujemy rb i niby jest ok ale mam watpliwosci czy zachiwania corki to bezpieczny styl przywiazania. W nowych sytuacjach lub gdy nawet w naszym domu pojawiaja sie noww osoby jest 100% mamoza, nie spuszcza mnie z oka i szuka jak sie oddale a staram sie byc dostepna emocjonalnie i nawet jak sie oddalam to nie zostawiam corki bez obejrzenia sie tylko ja np i formuje ze ide i po co ide. Czy takie zachowania moga swiadczyc o stylu lekowo ambiwalentnym czy to raczej normalne u wysoko wrazliwej prawie 3 latki? Zastanawiam sie co moge zmienic w zachowaniu zeby pomoc corce wyjsc z tej mamozy;)
Moim zdaniem są „normalne” u każdej 3 latki. To małe dziecko i nic dziwnego, że potrzebuje w zasięgu wzroku kogoś bliskiego. Mam też takie doświadczenie, że im bardziej rodzice to akceptują tym dziecko łatwiej odpuszcza.