akcja adaptacja


 photo profil.jpg

akcja adaptacja

Na początku każdego nowego roku warto przypomnieć. Dlatego napiszę jak wygląda adaptacja tam, gdzie pracuję. Z podkreśleniem, że dla mnie poważne podejście do adaptacji jest jednym z kluczowych czynników, który wartobrać pod uwagę wybierając przedszkole.

Przede wszystkim nie zakładamy, że jest jeden dobry sposób na adaptację, który sprawdzi się w przypadku wszystkich dzieci. Albo, że jest jakaś magiczna sztuczka po wykonaniu której wszystkie dzieci pobiegną ochoczo do sali. Wierzymy też, że od dobrej adaptacji niezwykle dużo zależy. To czego dziecko się nauczy w najbliższych latach, jak będzie mogło wykorzystać swój potencjał, jak będzie sobie radzić z zarazkami, jak będzie się zachowywać w domu i współpracować z rodzicami. Dlatego wspieramy wszystkich rodziców w tym, żeby zobaczyli jak ważny jest to proces w życiu ich dzieci i jak bardzo potrzebują wsparcia.
Uważamy, że każde dziecko ma prawo wchodzić w nowe środowisko w bezpieczny dla niego i łagodny sposób. Dlatego od razu proponujemy rodzicom zostawienie dziecka na pierwszy raz na bardzo krótko. Zależnie od dziecka, jego wieku i wiedzy rodzica o dziecku jest to jedna do trzech godzin. Jeśli dziecko nie chce się rozstać nawet na tak krótko to rodzic może siedzieć w szatni i czekać cały czas i dziecko ma do niego swobodny dostęp. Jeśli chce siedzieć z rodzicem w szatni (co też się zdarza) to staramy się z nim zapoznać i z rodzicem, ale nie naciskamy, proponujemy różne aktywności, staramy się zaciekawić, czasem proponujemy na początek czas na dworze razem z rodzicem.
Do tego, żeby adaptacja się udała, potrzebne jest to, żeby rodzic czuł się bezpiecznie z tym, że powierza komuś dziecko. Żeby ufał, że panie zatroszczą się o jego dziecko i poinformują, gdyby coś niedobrego się działo. Potrzebne jest też to, żeby rodzic był w miarę pewien, że nie robi dziecku krzywdy tym, że się z nim rozstaje.
To rodzic decyduje, kiedy jest gotowy „puścić dziecko” od siebie i się z nim rozstać i jakiej pomocy potrzebuje, ponieważ jego poczucie bezpieczeństwa jest tak samo ważne jak poczucie bezpieczeństwa dziecka. Czasem widzimy, że coś można zrobić inaczej, łatwiej. Wtedy delikatnie podpowiadamy i sugerujemy, ale nie krytykujemy rodziców i nie komenderujemy nimi.
Żeby dziecko się czuło dobrze w przedszkolu musi zapoznać się z otoczeniem i z osobami, pod których opieką pozostanie. Nie wystarczy, że w przedszkolu jest „fajnie”, dziecko musi wiedzieć co będzie mogło zrobić, kiedy poczuje, że jest mu smutno, kiedy będzie tęskniło albo kiedy coś mu się nie uda. Musi więc ufać, że panie pomogą mu w takiej sytuacji podobnie jak mama czy tata i musi być gotowe taką pomoc od nich przyjąć.
Kiedy mamy adaptujące się maluchy (2-3 lata) najczęściej od razu zaczynamy od tego, że rodzic wchodzi razem z dzieckiem i może z nim na początku być. Tempo rozstania za każdym razem dostosowane jest do gotowości dziecka, także dlatego, że nacisk ze strony dorosłych, sugestia, że komuś zależy na tym, żeby dziecko się „szybciej przyzwyczaiło” najczęściej cofa cały proces o krok albo kilka do tyłu.
Kiedy dziecko poczuje już, że zna otoczenie i panie może stopniowo zostawać coraz dłużej, czasem dzieje się to bardzo szybko, czasem wolniej, ale bardzo często dzieci nas zaskakują. Mimo tego, że jeszcze poprzedniego dnia było im trudno, mówią – mamo idź do domu, bo się nudzisz.
Kiedy dziecko nam już trochę ufa, można powiedzieć mu, że mama/tata potrzebują iść do pracy itp., ale musi to być moment, kiedy dziecko, nawet jeśli trudno jest mu się rozstać jest gotowe skorzystać z naszej pomocy. Przejść na ręce do pani, przytulić się do niej. Nie wyrywamy dzieci z rąk rodziców i nie zgadzamy się na to, żeby uciekali dzieciom ani wychodzili bez pożegnania, także dlatego, że działa to destrukcyjnie na inne patrzące na to dzieci. A poza tym, jak można liczyć na to, że dziecko polubi osoby, które w taki sposób zabierają je od rodzica.
Kiedy dziecku jest się trudno z rodzicami rozstać podpowiadamy im, żeby spróbowali nazwać trudne uczucia dziecka, zamiast tłumaczyć dziecku i zachęcać je do rozstania. To bardzo pomaga, nawet jeśli nie zawsze od razu widać efekt.
Kiedy dziecko już się rozstanie zachęcamy rodziców, żeby zaufali nam, że będziemy wiedzieć, kiedy dziecko sobie radzi, choć z naszą pomocą a kiedy trzeba po nie przyjść wcześniej. Czasem zdarza się, że dla dziecka trudny jest sam moment rozstania a później chętnie się bawi i cieszy tym, co się dzieje w przedszkolu. Czasem jest tak, że dziecku jest smutno (nawet doświadczony przedszkolak miewa gorszy dzień), ale dziecko przytula się do pani, pozwala sobie pomóc. Jeśli dziecku jest bardzo trudno, to lepiej skrócić czas pobytu w przedszkolu niż liczyć na to, że dziecko się przyzwyczai (że nie ma szans na pomoc tak naprawdę).
Czas w przedszkolu może być, szczególnie na początku, za długi nie tylko z powodu rozstania i tęsknoty, ale też z powodu zmęczenia, bo dla małego dziecka to bardzo duży przeskok jeśli chodzi o ilość bodźców z jakimi się stykało do tej pory, a jakie są w przedszkolu.
Lepiej jest kiedy opiekun przychodzi po dziecko, kiedy ono jeszcze dobrze się bawi i ma niedosyt niż gdy ono od pewnego czasu siedzi w oknie i czeka.
Kiedy rodzice przychodzą po dziecko staramy się wspierać ich w tym, żeby dali dziecku szansę powiedzieć jak było i nie naciskali: byłeś dzielny? nie płakałaś? podobało ci się?
Zostając z dzieckiem, któremu jest trudno staramy się być przy nim i zachęcamy do tego, żeby nie było samo ze swoimi emocjami. Czasem lepiej jest jak dziecko przytuli się chwilę i popłacze niż kiedy cały dzień snuje się przygnębione, bo czuje, że nikogo nie interesuje, co ono przeżywa.
Mówi się, że adaptacja trwa średnio 6 tygodni, to jest czas potrzebny dziecku, żeby poczuło się na tyle bezpiecznie, żeby mogło korzystać z przedszkola „poznawczo”, uczyć się nowych rzeczy itp. Ale już po dwóch tygodniach większość dzieci chodzi do przedszkola chętnie i rozstaje się z rodzicami na coraz dłuższe okresy czasu. Śpią, jedzą itp. To, ile ten proces będzie trwał zależy od indywidualności dziecka, jego wrażliwości itp. Trudniej też adaptują się dzieci, które miały za sobą wcześniejsze, trudne doświadczenia rozstania. One potrzebują więcej czasu, żeby zaufać.

68 komentarzy

  1. Aleksandra - 17 października 2018 07:43

    Dzień dobrzy!

    Mam pytanie, jestem z córką ( niecałe 2 lata) na początku adaptacji w klubie malucha przy przedszkolu Montessori. Wzeszłym tygodniu byłam z córką dwa dni( cAŁYy czas w sali).
    W tym tygodniu próbuje powoli wychodzić- wczoraj było to 15 min.
    Pani opiekująca się grupą zasugerowała ze dziś spróbujemy żebym wyszła z sali 2 lub 3 razy po 10 min.
    Czy to nie za duża huśtawka córka zamiast jednego rozstania przeżywać będzie do dwa lub trzy razy???
    Czy nie lepiej byłaby wyjść raz na 30 min?
    BARDZO PROSZĘ O PORADĘ:)

    Odpowiedz
    • AStein - 18 października 2018 20:14

      Nie wiem. To zależy jak córka będzie reagować na pierwsze wyjście.

      Odpowiedz
  2. Magda - 8 października 2018 00:50

    Mam trzyletnią córkę, której chcieliśmy z mężem zaproponować przedszkole. Kluczowe znaczenie ma dla nas relacja z naszą córką. Przedszkole miało jej zapewnić rodzaj rozrywki w ciągu dnia. Mamy drugą roczną córkę, z którą ktoś z nas będzie w domu, dlatego nie mamy konieczności korzystania z funkcji opiekuńczej przedszkola. W związku z tym, że staramy się wychowując dziecko stawiać na zaufanie i szacunek, chciałam, żeby przedszkole było możliwie zbliżone w prezentowanym podejściu. Odwiedziliśmy trzy placówki. Dwie bardziej tradycyjne, jedna w koncepcji Montessori. W tradycyjnych przedszkolach juz na pierwszych zajęciach widziałam jak dzieci próbuje się wrzucic do jednego worka, jak działają kary i nagrody, pieczątki i pochwały. Wsparcie w sytuacji płaczu ograniczało się do nawoływania, że nic się nie stało, bo skóra nie zdarta i krew się nie leje. Zajęcia dodatkowe głośne i nieprzyjemne nawet dla mnie dorosłej, dzieci skaczą jak tresowane zwierzątka. Pani kazała dzieciom pomalowac owoce, na pytanie na jaki kolor moja córka pomaluje gruszkę, pani usłyszała że użyje czerwonego i zielonego, żeby był brązowy, pani tej odpowiedzi nie oczekiwała, chciała, żeby gruszka była na zielono. Kiedy widziałam, jak córeczka maluje zieloną farbą i aż podskakuje w zadowoleniu z pochwały, czułam rodzaj żalu i niezgody na to, żeby ta instytucja już dzisiaj miażdzyła jej kreatywność i indywidualność. Czy to jest możliwe, że wrażliwe trzyletnie dziecko udźwignie to, że w domu panuje atmosfera wolności zaufania i szacunku, a w przedszkolu jest inaczej? zaryzykowałabym stwierdzenie, że odwrotnie?
    Zrezygnowaliśmy z tego miejsca na rzecz przedszkola prowadzonego metodą Montessori. Niestety, o ile zamysł mi się spodobał, idea podążania za dzieckiem.. jednak już samo podejście do procesu adaptacji pozostawia wiele do życzenia. Główna opiekunka najmłodszej grupy jest osobą bardzo zdystansowaną. Sprawia wrażenie jakby oczekiwała, że się zniechęcę i po prostu zostawię dziecko pod jej opieką, mimo, że żadna z nas nie jest na to gotowa. W ogóle nie zachęca córki, żeby dołączyła do grupy. Naszą obecność traktuje jak zło konieczne. Podczas spaceru, który wyglądał (dla mnie) jak wyprowadzanie piesków na smyczy, moja córka się rozpłakała, panie się nie zatrzymały, ja byłam obok ale ona nawet nie wiedziała że może puścić tą dziwaczną taśmę spacerową. Pytała tylko dlaczego jej para się nie zatrzymała. Wiedziałam, że ona chłonie tą dziwną atmosferę i chciałam jej pomóc się w tym odnaleźć. Powiedziała mi że już nie chce patyczka który znalazła na ziemi ale będzie za nim bardzo tęsknić i rozpłakała się. Chciała żebym ją wzięła ją na ręce, tak zrobiłam i wracając skręciłyśmy do samochodu. Gdyby nie moje ‚do widzenia’ panie nawet nie zwróciłyby uwagi, że nas nie ma.
    Pisze ten komentarz, żeby złapać dystans i być może uzyskać jakieś lepsze spojrzenie. Dzisiaj minęło kilka dni od tej wizyty a na pytanie czy podobało Ci się w przedszkolu córka odpowiedziała, że nie, dopytana co było nieprzyjemne odpowiedziała „panie były nieprzyjemne”.
    Planuję przesunąć decyzję o posłaniu córki do przedszkola na jeszcze parę miesięcy w przód. W tym czasie poszukam zajęć dla 3 latków (taniec/rytmika, angielski itp.), żeby poczuła jak to jest być w grupie z dziećmi przez 1-2 godziny w tygodniu.
    To jedno pytanie mnie szczególnie nurtuje. Czy takie trzyletnie wrażliwe dziecko będzie w stanie uczestniczyć równolegle w dwóch rzeczywistościach? Tej instytucjonalnej, gdzie są jasne zasady i konieczność dostosowywania się i tej domowej, ciepłej, bliskiej z akceptacją i zaufaniem?

    Odpowiedz
    • AStein - 18 października 2018 20:16

      Jak dziecko jest u babci też daje sobie radę z tym, że jest różnie.
      Inna kwestia dla mnie jest taka, czy Państwo rzeczywiście potrzebujecie przedszkola i do czego?

      Odpowiedz
  3. Majka - 5 października 2018 21:17

    Mam problem z córka,prawie 6 letnia.nie chce chodzić do zerówki .Z nikim tam się nie bawi,jak twierdzi nie wie jak i co mówić do dzieci,nauczycielki nawet się ie zapyta czy może iść do wc.Wielokrotnie rozmawiałam z nauczycielką,żeby jej pomogła w adaptacji,ale jakby grochem o ścianę.nie wiem co mam już robić,widzę,że jej tam źle,jest dzieckiem nieśmiałym,w domu wulkan energii i bawi się młodsza siostra.

    Odpowiedz
    • AStein - 18 października 2018 20:17

      Może w szkole jest jakiś pedagog szkolny albo psycholog, który Panią i córkę wesprze?

      Odpowiedz
  4. Sylwia - 23 września 2018 09:51

    A co zrobić z małym zlobkowiczem: 13 miesięcy. Od maja (miał wtedy 9 miesiecy) zaczął chodzić do żłobka prywatnego. Adaptacja przebiegła „spokojnie” po miesiącu mogłam go spokojnke i bez płaczu zostawiać w zlobku na 8 godzin. Od września zaczelismy przygodę że złobkiem Panstwowym i zaczęła się masakra. 3 dni dzieci mogły być z rodzicami. Niestety drugiego dnia młody dostał goraczki i już cały tydzień został w domu. Zaczęliśmy po tygodniu raz jeszcze, niestety nie pozwolono już wejść mi do sali z dzieckiem co po części rozumiem. Chodzimy więc do zlabka dzielnie od 2 tygodni. Pierwszy tydzień max 2 godziny. Drugi tydzień max 4 i uwaga… młody płacze cały czas. W pierwszym tygodniu płakał jak go oddawałam. Teraz płacze jak tylko widzi budynek żłobka. Panie mowia że nie przestaje nawet na chwilkę. Jedyny moment bez płaczu to kiedy idą z dziećmi do ogródka, bo wtedy wkładają go do wózka i usypia na pół godziny. Kiedy się budzi od razu zaczyna płakać. Zastanawiam się czy nie zrezygnować, nie wrocic do poprzednkego zlobka. Tu nie mogę wejść do sali więc nie wiem co się tam dzieje i co może go tak bardzo denerwować. Dodam że nigdy nie byłam mamą siedzącą z dziećmi w domu. Od urodzenia chodziliśmy na zajęcia gordonowskie. Od 9 miesiąca żłobek, często opiekunka na godziny. Zostawiam go tez nieraz u siostry na weekend. Oczywiście nie spodziewałam się że chłopak pójdzie do nowego miejsca zastanie tam na 8 godzin i będzie szczęśliwe Ale żeby bylo aż Tak źle ??

    Odpowiedz
    • AStein - 1 października 2018 18:31

      Ma dla mnie sens, żeby nie wydłużać czasu jeśli dziecko na krótszy czas płacze.

      Odpowiedz
  5. Basia - 22 września 2018 18:15

    Ostatnio w publicznym przedszkolu (z bdb opiniami) dostałam wykład, że jeżeli mój synek będzie miał problemy z adaptacją to moja wina. Na pewno przekazuję mu złe emocje. Wg pań (a te opiekunki w grupie są podobno też bdb przytulają etc) adaptacji dla mojego 4 latka, który nigdy nie był w przedszkolu ma nie być: przychodzę robię papa i wracam za jakieś 3 ha. Jak płakał to mam mu rzec, że mógł się bawić a nie płakać.

    Pytam mamy jakiegoś „wrażliwego” chłopca to ile pani synek w sumie płakał- 3 miesiące ale panie były supper……….ja tak nie potrafię

    I dlatego będę słono płacić za przedszkole zamiast mieć bdb państwowe…..

    Odpowiedz
    • Basia - 22 września 2018 18:45

      I jeszcze mam pyt. czy to prawda, że dziecko przy rozstaniu może manifestować swoją rozpacz krzykiem czy rzucaniem się na drzwi. A po wyjściu mamy zupełnie się uspokoić i być pogodne

      Odpowiedz
      • AStein - 1 października 2018 18:32

        Jeśli się czuje bezpiecznie w danym miejscu to może. Dzieci jak zostają z tatą też potrafią manifestować, że to dla nich trudne a potem się świetnie bawić.

    • AStein - 1 października 2018 18:32

      Ja w ogóle nie wierzę w winę.

      Odpowiedz
  6. Paulina - 12 września 2018 22:54

    Pani Agnieszko,jest Pani niezwykle inspirująca osobą,a powyższy artykuł i inne Pani treści towarzyszą nam odkąd podjęliśmy decyzję,by spróbować zaprzyjaźnić naszego trzylatka z przedszkolem..Mam taki komfort by adaptacja przebiegała spokojnie,powoli i jak najbardziej z uwzględnieniem naszych tzn. Rodziców i naszego smyka potrzeb-przedszkole prywatne,Panie-ciocie obie w najmłodszej grupie wydają się być takimi,którym mogłabym zaufać,ponieważ sluchaja na czym mi zalezy (np.absolutnie nie zgadzam sie na zabieranie z rak mijego dziecka),starają się,nie naciskają,nie pospieszaja…Rozpoczęliśmy adaptacje dwa dni temu, ponieważ w zeszłym tygodniu nasz synek złapał katar i czekałam aż zupełnie wyzdrowieje,żebyśmy mogli zacząć. Cała sytuacja był zaciekawiony,w dniu w którym poszliśmy pierwszy raz rano juz mówił ze juz nie ma katarku wiec pójdziemy do przedszkola. I poszliśmy, zarówno jednego i drugiego dnia na godzinkę i zamierzam stopniowo wydłużyć ten czas bo mam taką mozliwosc (w domu 10 miesięczny drugi synek, który teraz zostaje z tata na ten czas bo mąż pracuje na dwie zmiany i dodatkowo narazie ma okoliczność adaptacji po prostu wziął wolne, zebyśmy my mogli pójść). Jest to dla nas trudne rozstanie,mówimy z synkiem o tym właśnie w taki sposób, staram się zauważać i mówi że wiem i widzę że to trudne,ze mnie tez i chce,abyśmy jak najładniej przez to przeszli..Zastanawiam się jak mu to ułatwić..zarówno jednego i kolejnego dnia wmomencie rozstania aż do mojego przyjścia pozostaje w jednym miejscu ze słowami chciałbym do mamusi i na próby zainteresowania ze strony Pan reaguje większym i głośniejszy płaczem.. Jestem obok,w szatni żeby w każdej chwili moc wejść i tak czekam.20 minut i wracam po niego i wtedy się uspokaja,przytulny się i rozmawiamy o tym trudnym doświadczeniu.Nie chce żeby się zniechęcil,wiec wracamy do domku i potem w ciągu dnia jest dobrze,ale zastanawiam się co mogłabym mowic/zrobić żeby mieć nadzieję że będzie gotowy po chwili smutku zainteresować się i spróbować poznać to miejsce,zaprzyjaźnić się..?to iczysicoe dopoero dwa dni po 30 min-45 min ale przez ten cały czas ciocia próbuje mu pomóc(bo słyszę synka i tego o.mówi on i ciocia) ale mimo wszystko uspokaja się dopoero jak się znowu zobaczymy.Wiem,ze to tak się nie da i zupełnie zrozumiałe ze będę go obserwować i podążać zanim,jeśli okaże się zupełnie nie gotowy to zdecydujemy o zestawieniu w domku ale chcę spróbować. Będę ogromnie zobowiązana jeśli Pani dotrwamy do końca i wesprze swoją odpowiedzią. Serdecznie pozdrawiam

    Odpowiedz
    • AStein - 14 września 2018 09:12

      Zazwyczaj dziecko szybciej nawiązuje kontakt z nową osobą i czuje się bezpieczniej jak ma rodzica obok a nie wtedy, kiedy zostało od niego odizolowane.

      Odpowiedz
  7. Lenka - 8 września 2018 19:00

    Pani Agnieszko potrzebuje porady.
    Jestem mama niespelna 3 letniej dziewczynki (3 lata w listopadzie).
    Moja corka teraz, od wrzesnia zaczela chodzic do przedszkola publicznego.Mialysmy ogolna, dla dzieci i rodzicow 2 dniowa adaptacje trwajaca po 2 godz. Po tej adaptacji wyslalam corke do przedszkola na 4 godziny, do obiadu. Pierwszego dnia weszla bez problemu, plakala w trakcie obiadu, na drugi dzien bylo gorzej, plakala przez caly 4 godzinny pobyt, trzeciego dnia pani sila ja ode mnie oderwala bo nie chciala wejsc na sale i tez plakala ale odebralam ja po 2 godz wtedy. Ostatnim razem nie weszlysmy wcale, pod budynkiem przedszkola zaczela panikowac i wpadla w histerie wiec ja zabralam do domu, musialabym ja zaniesc na sile tak protestowala.
    Mam dylemat co z tym dalej zrobic, z kazdym dniem coraz bardziej sie zniecheca, nie chce chodzic do przedszkola.Watpie zeby panie w publicznym zgodzily sie na moja obecnosc z nia na sali. Co pani radzi w takiej sytuacji? Boje sie tego zmuszania i wyrywania dziecka z rak, jej histerii i strachu przed wejsciem do przedszkola. Dodam ze Lenka jest ze mna bardzo zwiazana, sama ja wychowuje, to wrazliwa dziewczynka. Nie chodzila do zlobka, chodzilysmy na zajecia do klubu malucha i na place zabaw wiec kontak z dziecmi miala i bylam przekonana ze sobie poradzi a jednak sie mylilam.

    Odpowiedz
    • AStein - 9 września 2018 12:58

      Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy to, że 4 godziny po dwóch dniach zapoznawczych to było za długo i za szybko.
      To, co teraz można zrobić to sprawdzić z nią z czym jej było trudno, dać odpocząć i spróbować jeszcze raz od bardzo krótkich odcinków czasu. Może też spróbować odprowadzania przez inną osobę.
      Ale trudno mi tu wymyslić co robić, bo za mało wiem i może to sprawa na konsultację i nie da się jej przez taką prostą poradę rozwiązać.

      Odpowiedz
      • Joanna - 11 września 2018 10:06

        Witam! Zastanawiam się jak to wszystko pogodzić z pracą. Można wziąć urlop tydzień czasem nawet dwa, ale co dalej. Druga kwestia to małe miejscowości z przedszkolami publicznymi gdzie podejście do adaptacji dziecka zakłada szybkie pożegnanie z zabraniem dziecka z rąk matki, szybko bo to ponoć wszystko utrudnia również innym dzieciom.

      • AStein - 14 września 2018 09:14

        A jak wyglądała opieka nad dzieckiem zanim zaczęło chodzić do przedszkola? Jak wygląda, kiedy dziecko zachoruje?
        O pogodzeniu adaptacji z pracą rzeczywiście warto myśleć na etapie planowania, żeby nie zaczynać pracy tego dnia, kiedy dziecko idzie do przedszkola.
        A co do szybkiego pożegnania to decyzja o tym, kiedy oddać i odebrać dziecko z przedszkola jest decyzją rodzica, bo to jego dziecko a nie pań w przedszkolu.

  8. Paulina - 6 września 2018 15:48

    Dziękuję bardzo za powyższy artykuł, wszystko co Pani pisze pokrywa się z moimi przekonaniami na ten temat.

    W tym roku od 1 września zaczął chodzić do przedszkola mój młodszy syn (3lata i 3 miesiące), do tego samego co starszy (5 lat). Jadnak obydwoje nie są chętni, by do niego uczęszczać. Starszy syn bezpośrednio mówi, że on nie chce tam chodzić, on nie idzie i już (dodam, że zmieniła się kadra). Młodszy także komunikuje mi wprost: „ja się wstydzę innych dzieci, boję się, gdy cię nie ma, boję się, gdy mi uciekasz, ja pójdę do przedszkola, tylko ty bądź ze mną”. Właśnie dzisiaj jestem po rozmowie z wychowawczynią – na moją propozycję, czy mogłabym przebywać razem z synem otrzymałam odpowiedź, że nie ma takiej możliwości… Na pytanie dlaczego, pani powiedziała, że jeśli zgodziłaby się, to wszyscy rodzice, by tak chcieli i poza tym po 2 tygodniach adaptacji i tak od nowa trzeba zaczynać pracę nad moim dzieckiem, by zechciał być beze mnie…
    Szczerze mówiąc nie wiem jak mam rozmawiać z personelem, by coś w tym temacie zmienić. Powiedziałam tylko, że porozmawiam z dyrektorem. Nie chcę podejmować pochopnych decyzji, ale jeśli spotkam się z odmową i brakiem zrozumienia w tak ważnym dla mnie temacie, to czy warto kontynuować współpracę? Dodam, że jest to przedszkole które pracuje wg koncepcji Porozumienia Bez Przemocy (NVC) i to był główny powód, że to przedszkole wybrałam. Jednak po tylko trzech dniach nowa wychowawczyni starszego syna w żaden sposób nie pokazała, że NVC jest jej bliskie…

    Odpowiedz
    • AStein - 7 września 2018 20:08

      Nie wiem czy warto kontynuować. Różne są sytuacje. Mam tylko takie doświadczenie, że na początku przedszkole najbardziej się stara o klienta. Potem coraz mniej.
      Zawsze można zostawiać dziecko na początku na krócej. Ciekawa też jestem na co narzeka starszy, który przecież już do przedszkola chodzi od jakiegoś czasu.
      Mam też taką myśl, że przecież rodzice posyłają dziecko do przedszkola nie po to, żeby tam z nim siedzieć. Więc skąd obawa, że wszyscy będą to chcieli zrobić.

      Odpowiedz
      • Paulina - 8 września 2018 21:31

        Dziękuję serdecznie za odpowiedź.
        Starszy syn narzekał, że musi po obiedzie leżeć na podłodze z maskotką i nie może wziąć żadnej innej zabawki. Na moje pytanie czy to konieczne, wychowawczyni powiedziała, że po obiedzie dzieci muszą się wyciszyć ze względów bezpieczeństwa i to trwa krótko, bo ok 10 min. Moim zdaniem można poszukać innych sposobów, by dzieci nie biegały „jak szalone”.
        Ponadto drugiego dnia syn nie chciał mnie puścić, więc starałam się z nim rozstać łagodnie, ostatecznie został wzięty na siłę (żałuję, że na to pozwoliłam, po powrocie „wyładowywał się” bijąc brata, wiem, że dla niego jest to trudne przeżycie, dla mnie również). Pani wychowawczyni niestety nie szukała sposobów, by nam pomóc. Powiedziała jedynie, że długie rozstania nie są dobre, im dłużej tym gorzej…
        Dziś natomiast wspomniał, że brakuje mu jego najlepszego kolegi, niestety on już nie chodzi do tego przedszkola.
        Z sam z siebie pyta o poprzednią wychowawczynię, którą bardzo lubił. Zdaję sobie sprawę, że potrzeba czasu, by mógł z nową wychowawczynią nawiązać dobry kontakt.

      • AStein - 9 września 2018 12:55

        Gosia Stańczyk napisała ostatnio bardzo fajnie o braniu dzieci na siłę od rodziców i jak sobie z tym radzić.
        O wyrywaniu dziecka z rąk

      • Paulina - 9 września 2018 19:17

        Dziękuję serdecznie za link do artykułów i za szybkie odpowiedzi. Jeśli zajdzie taka potrzeba na pewno skorzystam z zamieszczonych tam porad.
        Ps. Piszę pod swoim komentarzem, bo nie miałam możliwości wpisania tekstu zaraz pod Pani ostatnim komentarzem.
        Pozdrawiam serdecznie.

  9. Ola - 2 sierpnia 2018 18:20

    Droga Pani Agnieszko,

    Dziękuję za ten wpis i chętnie sięgnę do książki „Akcja adaptacja”. Odraczałam jej przeczytanie na czas przed wysłaniem córeczki do przedszkola, jednak zastanawia mnie, czy i teraz (przy adaptowaniu dziecka z babcią) nie powinnam jej przeczytać? Czy da się ją przełożyć na tę właśnie adaptację?

    Podczas adaptacji coreczki z babcią ojczystą miał miejsce skok na głęboką wodę. Dotychczas coreczka chodziła z babcią na spacery lub bawiła się gdy byłam w pobliżu, raz została z babcia i mężem na 4h – wszystko było super, dziecko oswojone. Następnie została 2 dni w zeszłym tygodniu z babcia i z mężem, a także bylismy u nich w niedzielę, po czym została 3 dni pod rząd pod opieką wyłącznie babci na odpowiednio 7, 8 i 6h. Babcia do dzis twierdziła, ze z malutka dają rade. Z dnia na dzień było jednak coraz gorzej.

    Dodam, że musiałam iść na szkolenie konieczne do założenia przeze mnie działalność, ergo stopniowego powrotu do pracy.

    Nie wiem, czy przyczyna leży w babci czy w samej rozłące. Wciąż karmimy się piersią. Dodam, że z tatą coreczka zostaje (bywają lepsze i gorsze dni, jednak ostatnio było naprawdę ok, dziecina ma 13,5 miesiąca). Teściowa jest osobą cierpiącą na schizofrenię w remisji, jednak widzę, że córeczką zajmuje się z sercem i dobrze.

    Z powodu kłopotów z adaptacją planujemy spędzić z babcią 3 dni wspólnie i w poniedziałek znów spróbujemy. Tym razem na 5h np.
    Teściowa twierdzi, ze małej w domu wszystko o mnie przypomina. Czy dobrym pomysłem jest zabierać córkę np.na plac zabaw na okres rozłąki? Przyszły tydzien muszę być poza domem 5 dni po ok 5h (to minimum do zaliczenia szkolenia).

    Jak mogę pomoc dziecku, by zechciało po tym falstarcie zostawać z babcią na ok.5h dziennie 2 dni w tygodniu (po przyszłym tygodniu), bym była w stanie powoli wracać do pracy?

    Nie chcę zaprzepaścić 13 miesięcy bliskosciowego rodzicielstwa, a równocześnie chciałabym stopniowo zacząć pracować.

    Dziękuję za pomoc.

    Odpowiedz
    • AStein - 22 sierpnia 2018 12:55

      Myślę, że książka może być inspiracją.
      To, co przychodzi mi do głowy jak czytam to, co Pani pisze to, że ja bym chyba wydłużała ten czas stopniowo a nie jednego dnia nic a innego 5 godzin.

      Odpowiedz
  10. Natalia - 4 marca 2018 21:47

    Pani Agnieszko, od dwóch miesięcy jesteśmy w domu z 15 mies Córeczką i Nianią, we trzy. Ja pracuję, One są w drugim pokoju. Córeczka przytulała się do opiekunki i chętnie się bawiła. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy zostawiłam je na kilka godzin. Córeczka płakała przy rozstaniu. Później było normalnie. Kolejnego dnia, kiedy zostałam w domu, nie opuszczała mnie na krok, Opiekunka na siłę chciała Ją zabierać ode mnie, wyrywała z rąk. Obawiam się , że mogła w ten sposób utracić zaufanie córki, a ja zaczęłam się bać wychodzić do pracy, córeczka panikuje , kiedy się od niej oddalam w obecności niani. Boję rozpaczy i tęsknoty tęsknoty dziecka, a z drugiej strony muszę już zacząć pracować poza domem. Proszę o poradę. Pozdrawiam serdecznie, Natalia

    Odpowiedz
    • AStein - 24 marca 2018 21:32

      jedno co mi przychodzi do głowy, że córka potrafi przyzwyczaić się do nowej osoby ale może być jej trudno do tej. I czasem jest tak, że jak się chce szybciej to dziecko się zniechęca.

      Odpowiedz
      • Agata - 29 sierpnia 2018 10:36

        Drogą Pani Agnieszko, bardzo proszę o wsparcie porad,moja obecnie 12 miesieczna córeczka jest osobą bardzo czuła i wrażliwa,od sierpnia (11miesiecy)adaptujemy się w żłobku Montessori,gdzie pani książkę akcja adaptacja stawiano jako priorytet.Pocztek adaptacji buddujach,wspanialy,obserwowalan córeczkę byłam w pobliżu,bardzo śmiała do dzieci,usmiechnieta wręcz mnie nie zauważyła, od okresu 1roku życia,gdy panie prosiły abym nie zostawała nawet chwili na zabawie,coreczka przy rozstaniu płacze, staram się powiedzieć że wychodzę,ze wrócę i macham ręką,ale wiem że ona potrzebuje więcej czułości i choć chwili mojej obecności tam, panie natomiast w duchu zaufania twierdzą że jest to zbędne i może jej zaszkodzić moje dłuższe rozdawanie albo obecność nawet krótka.Od tego czasu w żłobku jest też więcej nowych dzieci, a do tego obecną kadrą opiekunów ma się zmienić.rozmawialam z opiekunami czy nie jest to zbyt wcześnie na żłobek,ze chciałabym dłużej przebywać z córeczką i reagować gdy słyszę jej płacz za drzwiami.Zmienilo się jej zachowanie nawet w domu często poplakuje i chce się przytulić,dluzej się uspokaja.Panie twierdzą że córeczką bardzo lubi kontakt sam na sam a nie mogą jej tego zapewnić.mialam myśl aby przerwać żłobek i szukać opiekunki..twierdza że szkoda tego okresu adaptacji który już minął.czuje się źle gdy mam świadomość że ona płacze,czy ta lęk sytuacyjny,czy to kwestia wieku,czy reagować i zabrać ją stamtąd jeśli nie będę mogla dłużej się żegnać i byc z nią na początku dnia???

      • AStein - 30 sierpnia 2018 20:58

        Adaptacja dziecka dla mnie zaczyna się od tego, żeby rodzic czuł się wysłuchany, wzięty pod uwagę i żeby czuł się bezpiecznie. To Pani dziecko i Pani decyduje jak chce się Pani z nią rozstawać.

  11. Paulina - 15 listopada 2017 17:18

    Pani Agnieszko,
    nasza córka od października zaczęła przygodę z przedszkolem. Na początku byłyśmy w sali razem, stopniowo córka zgadzała się na kolejne kroki, wyjście z dziećmi na spacer bez mojego towarzystwa, później po spacerze razem z dziećmi wchodziła do sali, jadł posiłek. Doszliśmy do momentu gdy córka weszła do sali sama i została na 4h. Wszystko szło jak widać ku dobremu, jednak tego dnia została uderzona przez dziewczynkę z zespołem downa, której takie incydenty zdarzają się dość często. Od tego czasu nastąpił zupełny regres. Adaptację musieliśmy zacząć jakby od początku z moim udziałem w sali, gdzie pierwszego dnia po incydencie córka nie chciała mi zejść z kolan. Po 4 tygodniach od tego czasu jesteśmy na etapie, że po średnio godzinnym pobycie w szatni udaje mi się namówić córkę by weszła do sali. W tym czasie prze drzwi podgląda dzieci, rozmawiamy kiedy wejdzie? Pytana czemu nie chce, mówi, że przeszkadza jej dziewczynka, która ją uderzyła. Panie tracą do nas cierpliwość, bo trwa to już dość długo, sugerują, że przeszkadzamy w prowadzeniu zajęć, inne dzieci nie rozumieją naszego zachowania.
    Czy szukać innego przedszkola gdzie od nowa czy próbować dalej w tym. Córka wychodząc z przedszkola jest zadowolona, w domu mówi, że podobało jej się tam.

    Odpowiedz
    • AStein - 16 listopada 2017 17:19

      Myślę, że to trochę zadanie pań, żeby pokazać jej, że one dbają o bezpieczeństwo dzieci. I jakoś spróbować ją oswoić z tą dziewczynką.

      Odpowiedz
  12. Ula - 5 listopada 2017 21:21

    Pani Agnieszko, czy mogłabym prosić o komentarz, co jest najważniejsze w adaptacji Malucha 14miesięcznego? Czy znikanie, gdy się bawi nie jest najlepszym pomysłem? Być z maluszką na sali, aż będzie w stanie się pożegnać, zrobić papa? Przy założeniu, że w ogóle będzie.

    Odpowiedz
    • AStein - 6 listopada 2017 14:58

      Być z maluszkiem aż zapozna się z paniami.

      Odpowiedz
  13. Magda - 4 listopada 2017 22:58

    Pani Agnieszko, borykam się z decyzją. Nasz 2,5 letni syn bardzo chce przebywać i bawić się z dziećmi. W domu sam ze mną powoli się już nudzi. W miejscowości, w której mieszkamy od 2 miesięcy jest Klub Malucha, ale funkcjonuje inaczej niz dotąd mi znane. Otóż dzieci zostają tu same bez rodziców. Synek swietnie sie tam bawi i chętnie spędza czas (2,5 godziny, 2 razy w tygodniu), ale w momencie pożegnania ze mną strasznie płacze. Robiłam już kilkanaście prób, nawet Panie zgodziły sie by ten proces rozstania nie był tak drastyczny i poczatkowo byłam z nim w sali. Jednak nie przyniosło to większej poprawy. Mam ogromny dylemat, czy iść dalej w tym kierunku i może za kilka tygodni sie dostosuje, czy się wycofać. W okolicy nie mam ciekawszego miejsca dla dzieci. Mam wolny zawód, więc teoretycznie nie ma takiej silnej potrzeby by syn uczęszczał do Klubu. Jednak widzę, że dla mojej lepszej kondycji psychiczne potrzebuję takiego czasu samej dla siebie. Ważnym aspektem jest, że syn jest adoptowany, trafił do nas w wieku 6 miesięcy. Wcześniej był pogotowiu rodzinnym. Jest bardzo energicznym i otwartym na innych dzieckiem. Będę wdzięczna za komentarz. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • AStein - 6 listopada 2017 15:01

      Dziecko, które jest adoptowane może mieć mniej zaufania, że opiekun nie znika na zawsze. Potrzebuje więcej uwagi na jego emocje. Najważniejsze wydaje mi się to, żeby syn nawiązał relację z paniami, które się nim opiekują. Tak samo jak to by wyglądało w przypadku niani. Wtedy będzie mu łatwiej się rozstać. Dziecku, które ma takie doświadczenia może być trudniej i może potrzebować więcej czasu.

      Odpowiedz
  14. Ula - 4 listopada 2017 16:24

    Witam. Jesteśmy w trakcie adaptacji 14miesięcznej Córeczki do żłobka. Proszę o wskazówkę.. Czy tak jak w przypadku przedszkola żegnać się z Córeczką świadomie, tzn. pobyć chwilę i zrobić papa czy wyjść po cichu.. W zasadzie obie opcje kończą się płaczem, ale może któraś jest lepsza? Ciężko porozmawiać o emocjach z takim maluszkiem.. Co jest najważniejsze w adaptacji takiego szkraba? Z góry serdecznie dziękuję za słowa.

    Odpowiedz
    • AStein - 6 listopada 2017 14:57

      Nie wychodzić po cichu bo wtedy dziecko będzie cały czas pilnować rodziców. Najważniejsze jest to samo co przy niani, nawiązanie relacji z nowym dorosłym.

      Odpowiedz
  15. Judyta - 14 października 2017 08:57

    Pani Agnieszko, bardzo proszę o komentarz/radę – jak przekonać wychowawców z przedszkola by zrezygnowali z obowiązkowych drzemek dla dzieci? Nasza córka ma już 5 lat, nie śpi w dzien odkąd skonczyla 3, czas obowiązkowych drzemek w przedszkolu jest dla niej bardzo trudny i często kończy się tym,że jest karana za przeszkadzanie innym dzieciom. Chcielibyśmy przekonać panie przedszkolanki,zeby dały dzieciom (zwłaszcza tym starszym ) wybór i żeby mogły w czasie odpoczynku np spokojnie bawić się w jednej z sal,czytać książki, rysować, tak by nie przeszkadzać śpiącym maluszkom. Panie twierdzą, że dzieciom potrzebny jest odpoczynek i że to my dorośli wiemy to lepiej niż dzieci dlatego musimy je do tego snu /leżenia przez godzinę przymuszać. Dziękuję za komentarz, sytuacja jest dla nas trudna.

    Odpowiedz
    • AStein - 19 października 2017 19:22

      Może warto poszukać sojuszników w innych rodzicach?

      Odpowiedz
  16. Ala - 28 września 2017 12:17

    Pani Agnieszko, a co zrobić w sytuacji, gdy mieszkamy za granicą(nie ma więc mowy wsparciu rodziny), córka niechętnie chodzi do przedszkola. Szczególnie trafia do mnie jej smutny argument, ze nie rozumie pań ani dzieci. Bardzo trudno jest jej nawiązywać nowe znajomości. Jest dzieckiem bardzo wymagającym do tego stopnia, ze sama nie mam juz w sobie sily, by siedziec z nia dluzej w domu. Niestety ja nie nalezę do osób zbyt ciepłych z natury. W taki sposob zostalam wychowana. Walczę z tym, staram się dla dobra dzieci byc bardziej wyrozumiała, ciepła i poświęcać im więcej uwagi niz moi rodzice mnie. doszlismy jednak (mam jeszcze syna 1rok i 9 m-cy. corka ma 3,5 roku) do miejsca w ktorym brakuje mi energii na spelnianie potrzeb moich dzieci. Jednocześnie corka opowiada mi o tym jak nudzi sie w przedszkolu, jak pani nie rozumie, co corka do niej mówi i w glębi serca wiem, ze corka wolalaby zostac ze mna i z bratem w domu. współczuję jej, bo pamiętam, jak sama czułam się w wielu lat trzech. nie rozumialam, dlaczego nie mogę juz byc z mamą oraz mialam ogromne poczucie krzywdy. wlasciwie przez całą drogę edukacji. nawet na studiach nie mogłam odnaleźć się wsród rowiesnikow. nie chcialabym zeby i ona tak sie czula. wiem tez jednak, ze ja coraz gorzej radze sobie z dziecmi w domu. no i tutaj nie ma mozliwosci odczekania roku, poniewaz to tak na prawde jest szkola (3 lata-12lat) nie przedszkole i jesli teraz odpuscimy przepadnie nam miejsce w fajnej szkole, ktore z duzą dozą szczęścia dostalismy. nie ma tez zbyt duzego pola manewru w kwestii pobytu w szkole rodzica itp, bo to placowka panstwowa. co robic w takiej sytuacji. bede Pani bardzo wdzieczna za komentarz.

    Odpowiedz
    • AStein - 28 września 2017 19:34

      Trochę nie czuje się na siłach do udzielania tutaj szybkich porad. Ale mam dwie myśli.
      Pierwsza – skoro dla córki jest problemem to, że nie rozumie Pań ani dzieci to może można zrobić coś, żeby pomóc jej rozumieć?
      A druga – na czym polega fajność tej szkoły? Bo córka jakoś wydaje się nie podzielać Państwa opinii.

      Odpowiedz
  17. Kasia - 27 września 2017 22:24

    Witam serdecznie, mam także pytanie odnośnie żłobka, mój syn ma niecałe 2 lata, od czasu kiedy chodzi do żłobka (w zasadzie miesiąc) często przebudza się w nocy, płacze, wiem, że nie dzieje mu się tam krzywda, ale czy to minie? Ile dziecko potrzebuje na taki proces adaptacji? Pracuję, więc nie mam możliwość, żeby był dalej ze mną w domu.

    Odpowiedz
    • AStein - 28 września 2017 19:35

      Nie wiem ile potrzebuje. Za każdym razem to jest inaczej.
      Są dwie możliwości – albo będzie płakał coraz mniej i wtedy będzie to oznaczało, że radzi sobie coraz lepiej. Albo będzie tak samo lub coraz gorzej i wtedy warto szukać wsparcia, żeby mu jakoś pomóc.

      Odpowiedz
  18. Mag - 22 września 2017 18:08

    Mój syn 3,5 roku od tygodnia chodzi ze mna do przedszkola. Wszystko jest ok bawi się z dziećmi ma świetny humor pod warunkiem że jestem z nim na sali. Ale nie mogę wyjść nawet na minutę. Jak wybrnąć z takiej sytuacji kiedy on w ogóle nie chce wejść na salę nawet jak wie że ja będę cały czas w szatni i w każdej chwili może do mnie przyjsc się przytulić.

    Odpowiedz
    • AStein - 25 września 2017 21:53

      Dać sobie więcej czasu. I może poprosić panią żeby spróbowała go jakoś zaangażować.

      Odpowiedz
    • Kasia - 10 października 2017 20:38

      Mag – mam z 3,5 letnią córką dokładnie to samo. Dwa pierwsze dni poszła sama. Pierwszego jej się podobało i nawet nie chciała wychodzić, drugi był prawdziwą katastrofą. Do sali weszła chętnie ale gdy ją odebrałam rzuciła się w moją stronę z płaczem. Ten dzień kosztował ją naprawdę wiele nawet w nocy przebudzała się z płaczem. Zrobiliśmy dwa dni przerwy na uspokojenie emocji a potem zaczęłam chodzić z nią. Dziś był 8 dzień – naszych wspólnych pobytów w przedszkolu. Zostajemy tam zwykle 2-3 godz. potem musimy wracać – w domu czeka 5 miesięczna córka na karmienie piersią 🙂 Widzę, że córka coraz chętniej i na dłużej angażuje się w zabawę z dziećmi i już nie trzyma się kurczowo moich nóg ale tu pytanie do Pani Agnieszki, czy nie ma ryzyka, że przyzwyczai się do takiej sytuacji tzn. mojej obecności w przedszkolu ? Czy już teraz tłumaczyć jej , że kiedyś mama będzie musiała jednak wyjść ? Polubiła zajęcia, dopytuje kiedy jedziemy a w samochodzie pospiesza mnie i chętnie wchodzi na salę ale nie ma mowy bym wyszła choćby na korytarz zadzwonić – rzuca się za mną krzycząc „ja z Tobą”. Rozmawiałam z nią w domu, tłumacząc, że czasem mama będzie musiała pojechać na chwilę do pracy ale przyjadę po nią po drugim śniadaniu – potem całą noc rzucała się w łóżku i popłakiwała. Dotarłam do momentu w którym z jednej strony widzę jak świetnie bawi się z dziećmi i jaka staje się samodzielna a z drugiej strony widzę również jak bardzo boi się tego, że zostawię ją samą choćby na chwilę. Zastanawiam się jak dalej postępować ? I co będzie dla niej najlepsze? Nadal jej towarzyszyć czy lepiej odroczyć przedszkole do przyszłego roku ?

      Odpowiedz
      • AStein - 11 października 2017 15:12

        To czy dalej chodzić czy odroczyć zależy od potrzeb i możliwości rodzica. Na razie wydaje się że wszystko idzie w dobrą stronę tylko potrzeba więcej czasu.

  19. Monika - 18 września 2017 12:54

    A ja mam pytanie odnośnie żłobka, mój syn ma rok i 9 miesięcy, nie mieliśmy wyjścia, musiał trafić do żłobka, wcześniej po macierzyńskim był pod opieką ukochanej Babci, tydzień adaptacyjny minął pozytywnie, pierwszego dnia wspólne zabawy, drugiego dnia zostawiłam go na godzinkę i nie było dramatu, płakał tylko chwilę, a jak przyszłam to się bawił, trzeciego dnia zostawiłam już na drzemkę (usnął :)), odebrałam ok 13. Wszystko stopniowo, dziś w szatni tak się rozpłakał, że aż wymiotował, minął weekend, co mogę zrobić, żeby ułatwić mu to, bardzo proszę o pomoc.

    Odpowiedz
    • AStein - 18 września 2017 13:59

      To moja hipoteza jest taka, że to za szybko było. Warto zwolnić i zostawiać go na krócej na razie.

      Odpowiedz
  20. Magda - 5 września 2017 01:41

    Pani Agnieszko, czy uważa Pani, że przedszkole jest wskazane lub niezbędne dla dobrego rozwoju dziecka? Mój synek przez 3 lata i 9 miesięcy przebywał ze mną, a teraz z młodszą siostrą, w domu i dobrze się z tym czuje. Nigdy nie wykazywał chęci pójścia do przedszkola, jednak zapisałam go niedawno i jest po pierwszym (4 godziny) dniu spędzonym w przedszkolu. Zaprowadzono go do sali płaczącego, choć, gdy go odbierałam, opowiadał o tym, co robił. W trakcie pobytu w przedszkolu nie płakał, lecz wciąż o mnie pytał.
    Mówi, że nie chce iść znów do przedszkola, bo „jest smutno”, „nie ma mamy, nie ma taty”. Chce być w domu. Synek ma cechy high need baby. Czy uważa Pani, że zostawienie go w domu i czekanie, aż sam poprosi o przedszkole, jest dobrym rozwiązaniem? Ja sama nie mam zbyt dobrych wspomnień z przedszkola, lecz wiem, że teraz realia w pkacówkach są inne… Jednak brakuje mi pewności, przekonania, że posłanie dziecka teraz to dobra decyzja.
    Będę bardzo wdzięczna za radę.
    Magda

    Odpowiedz
    • AStein - 6 września 2017 09:18

      Gdyby przedszkole było niezbędne do rozwoju dziecka, to nie wymyślono by go 100 lat temu tylko dużo wcześniej. 😉
      Jeszcze 20 lat temu nikt nie uważał, że przedszkole jest niezbędne.

      Odpowiedz
  21. Mungo - 12 kwietnia 2017 23:31

    świetny wpis, dobrze wyczerpuje temat. Będę tu wracała częściej.

    Odpowiedz
  22. Maja - 29 marca 2017 15:58

    Ciekawy i przydatny artykuł. Wysłanie dziecka do przedszkola to jeden z ważniejszych dni w życiu każdego dziecka jak i jego rodzica.

    Odpowiedz
  23. Pingback: Jak przygotować… rodzica na przedszkole |

  24. Barbara - 1 października 2015 23:20

    Ten artykuł w pełni pokrywa się z tym, czego chciałabym doświadczyć dla siebie i dla swojego trzylatka podczas „przekazywania” go paniom w przedszkolu. Czy ktoś zna takie przedszkola? Szukam w Krakowie i będę wdzięczna za podpowiedzi 🙂

    Odpowiedz
    • Klaudia - 1 kwietnia 2016 23:00

      Pani Agnieszko, zwracam się do Pani jako swojego autorytetu w dziedzinie relacji z dzieckiem. Właśnie stoję przed bardzo trudnym dla mnie wyborem: urlop wychowawczy / powrót do pracy / bardzo dobry żłobek / opieka babci, a tu nagle trafiam na tak radykalną opinię na temat opieki nad dzieckiem kogokolwiek innego niż rodzic.
      http://naszerodzicielstwobliskosci.blogspot.com umieściło taki oto komentarz do jednego z artykułów, mianowicie:

      „Jak niezaspokojenie emocjonalne w dzieciństwie wpływa na psychikę dorosłego człowieka?

      Posyłanie dziecka do instytucji żłobka, przedszkola lub pozostawianie z nianią poniżej wieku w którym jest gotowe na dłuższe rozstanie z rodzicami powinno mieć swoje konsekwencje w postaci opłacania przez rodziców terapii psychologicznej i leczenia dziecka w wieku dorosłym.

      Osoby niedojrzałe emocjonalnie wciąż tkwią w okresie dzieciństwa.

      PRZECZYTAJCIE: http://psychika.net/2009/12/jak-niezaspokojenie-emocjonalne-w.html

      Zgadzam się w pełni z tym artykułem. ”

      Pomijając już fakt, że artykuł dotyczy czegoś zupełnie innego i nie ma w nim słowa wzmianki o wpływie żłobka/ niani/ przedszkola na niezaspokojenie emocjonalne dziecka… Przecież to obłęd, żeby opiekę w żłobkach, przedszkolach, niań kategoryzować w taki sposób. Liczę choć na kilka słów komentarza, który ukoi moje skołatane nerwy;-).

      p.s. Swoją drogą – jak określić, że dziecko jest już gotowe na dłuższe rozstanie z rodzicem? Niestety to ja wciąż jestem na to rozstanie zupełnie niegotowa, ale wiem, ze kiedyś ono będzie musiało nadejść choćby ze względów finansowych.. w dodatku chyba nie o to chodzi, żeby wszystkie matki świata po urodzeniu dzieci odcięły się od poprzedniego życia i opiekowały się nimi aż pójdą do szkoły. (W moim wypadku oznaczałoby to kilkanaście lat na urlopie wychowawczym).

      Serdecznie Panią pozdrawiam i dziękuję za Pani książki/artykuły. Jak dobrze, że Pani jest 🙂

      Odpowiedz
      • AStein - 7 kwietnia 2016 10:32

        Ja myślę, że rodzic najlepiej czuje, kiedy dziecko jest gotowe a kiedy nie. A jak dziecko było niegotowe to rodzice to zazwyczaj zauważają po jego zachowaniu.
        Bardzo trudno jest wyciągać takie ogólne wnioski. Niania niani i żłobek żłobkowi nierówny. Chyba bardziej produktywne jest zastanawianie się jakie warunki muszą być spełnione żeby dziecko czuło się dobrze z nianią albo w żłobku.

        Mam poczucie, że dziecko jest gotowe na nawiązywanie nowych relacji właściwie cały czas. Warto tylko sprawdzać i odróżniać co jest potrzebą dziecka a co rodzica. Bo żłobka na pewno potrzebują rodzice a nie dzieci.

      • Klaudia - 7 kwietnia 2016 23:01

        Wow, jak zwykle w punkt. Dziękuję Pani Agnieszko za odpowiedź 🙂 w swoim i córki imieniu. Czuję wyraźnie, że obie byłybyśmy najszczęśliwsze w domu, razem, jeszcze przez jakiś czas. Skoro tak czuję, to pewnie tak jest. Pani mnie tego nauczyła 😉 Serdecznie pozdrawiam!

      • Helena Mieszkowska - 24 maja 2017 15:03

        Pani Agnieszko potrzebuje porady – Pierwszy dylemat rodziców. Znaleźliśmy sobie wymarzone przedszkole dla naszej córki super miejsce, blisko domu, przedszkole nastawione na naturę, wszystko najlepiej dla nas we Wrocławiu Chcieliśmy żeby za rok we wrześniu zaczęła albo w przyszłym roku kiedy już bedzie trzylatkiem. Teraz okazuje się, że jest tam miejsce ale w tym roku od czerwca adaptacja od września chodzenie. Nie ma zapisów na za rok i nie wiadomo czy bedzie miejsce. nie wiemy z czego zrezygnować: z pomysłu zeby jeszcze przez rok Lea nie chodziła do przedszkola czy z tego konkretnego miejsca. Lea ma teraz dwa lata we wrześniu skończy 2,5.

      • AStein - 25 maja 2017 19:14

        Trudno tak doradzać wiedząc tak mało.
        To zależy jakim dzieckiem jest Lea.
        Czy w grupie są dzieci w tym wieku.
        A może się zdarzyć, że zaczniecie i jej będzie tak trudno, że zmienicie zdanie.

    • Klaudia - 1 kwietnia 2016 23:18

      Basiu, właśnie zaczęłam robić rozeznanie. Przedszkole Krasnal, sprawdź je sobie. A może Ty lub ktoś inny może mi coś jeszcze godnego zaufania polecić?

      Serdecznie pozdrawiam

      Odpowiedz
    • Karolina - 6 czerwca 2017 16:49

      Znalazłaś takie w Krakowie? Bo ja szukam i nic :/

      Odpowiedz
      • Katarzyna - 3 stycznia 2018 14:42

        Helena Mieszkowska, mogłabyś podpowiedzieć gdzie jest takie przedszkole ?
        Obecnie dziecko ma adaptacje w żłobku.
        Ale tam robią ze mnie wariatkę, bo nie chcem oddać Pani na ręce płaczacego dziecka i to podobno ja nie jestem gotowa na rozstanie. Na sali siedziec nie mogę, w poczekalni również, bo to przeszkadza w adaptacji.
        Potrzebuje takiego żłobka jak z artykułu. Proszę, poleccie coś.

  25. Ania - 21 lutego 2014 21:21

    Ja natomiast jestem rozdarta – kiedy probowalam „dac dziecku czas” zeby sie poprzytulalo i bylo gotowe do wejscia, to zauwazylam, ze wlasnie to dlugie rozstanie daje tylko nadzieje dziecku, ze moze mama pozwoli pojsc do domu, wiec to bardzo utrudnia dziecku rozstanie … Dodam, ze sytuacja miala miejsce gdy nastapil kryzys po dluzszej chorobie – wczesniej zostawialam corke na sali sama, gdy sie na to zgadzala, wiec adaptcja przebiegala lagodnie.
    Ogolnie jestem calym sercem za lagodnymi rozstaniami, najczesciej gdy przy moim wyjsciu dziecko plakalo to zostawalam na chwile by utulic … ale sytuacja przedszkolna mnie przerosla (takze w domu bylo kilka takich sytuacji gdzie przytulanie dziecka nie uspokajalo, ale bylo metoda na zasadzie „poki mnie przytula, to nie wyjdzie, wiec bedziemy sie tulic” – czy to nie jest juz jakis przymus wychodzacy poza oczywiste wpieranie dziecka przy rozstaniu?).

    Odpowiedz
  26. Iza - 26 września 2013 11:36

    Dziś jestem po wyrwanym rozstaniu, i okropnej rozmowie z p. dyrektor. która na moje słowa, że przekazywanie dziecka z rąk do rąk, zakrawa o agresję, zareagowała krótko :nie ma Pani racji!… nic dodać..

    Odpowiedz
  27. Asia - 25 września 2013 02:20

    Wiedziałam ze nie jesteśmy z mężem dziwakami, ale trudno odnaleźć branie dusze w tej materii. Wielkie dzięki za ten artykuł. W naszym przedszkolu zabiera sie placzace maluchy rodzicom z rąk dla „ich dobra”. A jak sie taka wersja nie podoba to do widzenia. Oczywiscie nie bylo zadnego okresu zapoznawczego z paniami i pomieszczeniami. Jutro więc jeśli nasza trzylatka ponownie odmówi w szatni współpracy (bezproblemowe były tylko pierwsze dwa dni) to będziemy poszukiwać jakiegoś Ludzkiego miejsca… .

    Odpowiedz
  28. Zuzia - 23 września 2013 15:25

    Dziekuje za ten artykul, wlasnie jestem w procesie stopniowej adaptacji mojego smyka, milo zobaczyc, ze inni mysla podobnie i tak niesamowicie trudno patrzec gdy inni mysla inaczej i „porzucaja” swoje placzace dzieci..

    Odpowiedz
  29. mamamili - 23 września 2013 00:04

    Nareszcie czytam coś innego niż powszechnie panująca opinia, że „przedłużanie rozstania tylko pogarsza sprawę”. Nareszcie ktoś pomógł mi ubrać w słowa to, co czuję. Nareszcie nie muszę walczyć z uczuciem, że jestem nadopiekuńcza (czym krzywdzę moje dziecko), bo przedłużam chwilę rozstania w przedszkolu do momentu, w którym widzę, że Mila jest gotowa.
    Czasami, gdy intuicja mówi jedno, ale wszyscy coś innego, trudno zaufać sobie. Ale po raz kolejny przekonuję się, że jednak warto ufać swoim uczuciom. Swoim i swojego dziecka.

    Odpowiedz

Skomentuj!