V. co zamiast kary?


 photo profil.jpg

V. co zamiast kary?

(to kolejna część serii o karach, prawdopodobnie nie ostatnia, mam jeszcze ochotę napisać o dzieciach ze specjalnymi potrzebami)

***

Pytanie „co zamiast” sugeruje, że kara jest słabą (ale jednak skuteczną) metodą wychowawczą i trzeba ją zastąpić czymś lepszym. Jednak tak naprawdę kara nie jest metodą wychowawczą, tylko czymś, co szkodzi w wychowaniu. Nie trzeba jej zastępować, tylko z niej zrezygnować.

Sama rezygnacja ze stosowania kar powoduje poprawę funkcjonowania dzieci i poprawę relacji. Tworzy przestrzeń do tego, żeby się zatrzymać i pomyśleć. Żadne dziecko nie potrzebuje kary do tego, żeby mogło się dobrze rozwijać. Choć dzieci mogą być zaskoczone tym, że kary nagle przestały się pojawiać i mogą potrzebować wsparcia, żeby zrozumiały tą zmianę.

Powtórzę to jeszcze raz: dzieci nie potrzebują kar, każde dziecko da się wychować całkowicie nie stosując kar.

Pytanie “co zamiast kary?” bywa prośbą o podanie jakiejś alternatywnej metody kontroli. I rzeczywiście propozycja zrezygnowania z kar jest zaproszeniem do radykalnego zrezygnowania z kontroli w relacjach z dzieckiem. A mówiąc bez owijania w bawełnę jest to raczej kwestia zrezygnowania ze złudzenia, że w ogóle można kontrolować to, co robi (a także to, co myśli, czuje, w co wierzy) drugi człowiek. Badania pokazują nieodmiennie (dużo o tym pisze Alfie Kohn w swoich książkach), że to właśnie ci rodzice, którzy najbardziej chcą kontrolować swoje dzieci i ich zachowanie, mają na te dzieci najmniejszy wpływ.

Kontrola oznacza – ja chcę decydować jak ty się będziesz zachowywać. Wpływ oznacza, że mamy relację i dziecko bierze pod uwagę opinie, wartości i przeżycia rodziców.

***

Jeśli rodzica interesuje wyłącznie zachowanie dziecka, to żadna metoda nie zadziała. Ludzie po prostu bardzo źle reagują na kontrolę i ograniczanie im możliwości decydowania.

Jeśli rodzica interesują intencje dziecka, to kara działa w przeciwną stronę (szkodzi), czyli nawet jeśli dziecko robi to, czego dorosły oczekuje, to jest w to coraz mniej zaangażowane.

Model wychowania oparty na karach zakłada, że można znaleźć jakieś uniwersalne metody reagowania na niepożądane zachowania, które sprawdzą się we wszystkich sytuacjach. To nieprawda. Nie da się odpowiedzieć na pytanie, jak zareagować na zachowanie dziecka nie biorąc pod uwagę jakie to zachowanie, co rodzic chce osiągnąć, dlaczego dziecko się tak zachowuje itp.

***

Jeżeli rezygnacja z kar bywa trudna to raczej nie dla dzieci, a dla rodziców. Wymaga od nich tego, żeby potrafili powiedzieć: nie wiem, co robić, potrzebuję się zastanowić, nie rozumiem tego, co się dzieje. Wymaga przyznania się do własnego człowieczeństwa.

***

Ponieważ rodzice za pomocą kar próbują zaspokoić swoje potrzeby (a nie potrzeby dzieci), rezygnacja z kar wymaga przyznania się, że jest to nieskuteczna strategia. A żeby to zrobić, trzeba sobie najpierw spróbować uświadomić własne potrzeby, które stoją za tym, że dana osoba ucieka się do kar.

  • czy jest to potrzeba bezpieczeństwa?
  • czy potrzeba bycia wysłuchanym i wziętym pod uwagę?
  • czy potrzeba akceptacji ze strony innych dorosłych?
  • potrzeba przynależności?
  • potrzeba skuteczności?

 

Na każdą z ludzkich potrzeb jest wiele różnych strategii. Nie do wszystkich jest potrzebna współpraca ze strony dziecka. Jednak wymaga to zmiany w myśleniu o ludziach – z myślenia głównie o ich zachowaniu na myślenie o ich celach, intencjach, potrzebach.

Niektórzy w tym miejscu mówią, że im się nie chce tak ciągle myśleć i kombinować. Mam jednak dla nich ważną wiadomość. Nasz mózg potrzebuje ciągle pracować, żeby się nie starzeć za szybko. Rodzicielstwo bez kar jest więc sposobem na długą młodość (przynajmniej umysłową).

***

Rodzice, którzy zmieniają podejście do wychowania (nie tylko rezygnują z kar, ale zaczynają patrzeć na dziecko jako na drugiego człowieka, którego można traktować z szacunkiem i brać pod uwagę) po pierwsze odkrywają, że dużo rzadziej myślą o tym, że dziecko się źle zachowuje. Dużo częściej myślą o tym jak pomóc dziecku i jak zrozumieć jego zachowanie.

***

Co można zrobić, kiedy komuś przychodzi na myśl pokusa zastosowania kary? Zadać sobie kilka pytań.

  • czy zachowanie dziecka zagraża dziecku albo komuś innemu?
  • co się stanie jak nic nie zrobię i poczekam chwilę? (co najgorszego może się stać, jeśli dziecko zrobi to, na co ma ochotę?)
  • czy dziecko jest rozwojowo gotowe, żeby powstrzymać się od tego zachowania (albo, żeby zachować się tak, jak oczekuję)?
  • jakie potrzeby chcę zaspokoić wpływając na dziecko? o co chcę zadbać?
  • jakie potrzeby chce zaspokoić dziecko, zachowując się w dany sposób?
  • czy dziecko wie, jakiego zachowania oczekuję? czy na pewno?
  • czy mogę poprosić o pomoc i wsparcie jakieś dorosłe osoby? (zamiast prosić o współpracę dziecko)
  • czy mam jakiś sposób na poradzenie sobie ze stresem, inny niż zastosowanie kary?
  • jak ta sytuacja wygląda z perspektywy dziecka?

 

Jakie jeszcze pytania przychodzą wam do głowy?

30 komentarzy

  1. Anita - 25 października 2017 11:09

    Dzień dobry. Znalazłam cytat z Pani wypowiedzi w jakimś artykule, za który chciałam podziękować: „„Każde dziecko, także chore lub niepełnosprawne, potrzebuje podmiotowości, szacunku, akceptacji i miłości. Dopiero w takiej atmosferze ma szansę najlepiej rozwinąć cały swój potencjał”.
    Z niecierpliwością czekam na zrealizowanie wspomnianej wyżej Pani zapowiedzi o problematyce kar i nagród w relacjach z dziećmi niepełnosprawnymi= potrzebującymi więcej troski. Sama jestem mamą takiego dziecka (plus dwójki zdrowych). Ponieważ bliska relacja z dzieckiem jest mi autentycznie bliska, choć doświadczyłam także mnóstwa frustracji z powodu własnego zagubienia- co oczywiście przekłada się natychmiast na relację z dzieckiem i jego funkcjonowanie i samopoczucie- bardzo chętnie przeczytam Pani refleksje na ten temat.
    Tymczasem pozdrawiam i idę poszukiwać dalszych „materiałów” wspierających moje „intuicje”. A.

    Odpowiedz
    • AStein - 2 listopada 2017 19:48

      Wiem, że to potrzebne bardzo. Gosia Stańczyk ostatnio fajnie na ten temat napisała.

      Odpowiedz
  2. MArta - 26 kwietnia 2017 15:03

    Witam serdecznie! Mam problem z 10,5 letnim synkiem, jedynakiem. Dotyczy on spania. Jestem DDA, ale od 3 lat w psychoterapii, pracuje nad sobą. Wiem, ze jak syn sie urodzil popelnilam wiele błędów, ale cóż….nieświadomie. Przez pierwszy rok zycia ciągle płakał w nocy, nie spał ze mna tylko ja i mąż wkładaliśmy go do łóżeczka, bo mówiono nam ze tak trzeba. Po raku nie przespanych nocy wzielismy GO z mężem do siebie do łóżka i tak w trojke spalismy do ok 7 roku życia synka. Wtedy poszedl do szkoly wiec, zeby nie robic drastycznego cięcia uzgodnilismy ze 2 dni w tygodniu spi z nami albo jednym z nas. Dla niego to widac za malo. Ciagle szuka okazji zeby spac z nami wkrecic sie do nas, albo zeby w ogole z kims spac. Chetnie jezdzi do babci bo ONa spi z NIM. Jak ma sam spac to ciagle sa cyrki np. ze nie moze usnąć wybudza sie, przychodzi do nas. nie wiem co mam zrobic. Ma z nami spac (tyle zewsząd słysze ze to błąd) czy ma go ciągle odprowadzac i mówic ze ma sam spac. Czuje ze ta potrzeba z I-go roku zycia nie zostala zaspokojona, ze SYN ma ogromny deficyt w tym zakresie. Jak to rozwiazac bez szkody dla NIEGO i aby mu pomoc? Dodam ze Synek tak chetnie chce sie przytulac w nocy, ale w ciagu dnia np przy kolegach albo gdies indziej zdecydowanie nie. Bardzo Panią prosze o pomoc

    Odpowiedz
    • AStein - 4 maja 2017 11:17

      Myślę, że to jest decyzja danej rodziny kto jak i gdzie śpi. To jest kwestia różnic kulturowych. W jednych kulturach spanie z dzieckiem w tym wieku jest traktowane jako coś zwyczajnego a w innych nie.

      Odpowiedz
  3. Alicja - 21 lutego 2017 17:05

    Witam. Od kilku dni moj 3.5 roczny syn ma duze napady złości. Mianowicie denerwuje go gdy cos mu nie wyjdzie i ja jestem temu winna, więc na mnie warczy lub krzyczy aaaaaaaaa. Dochodzi tez do bicia ( on mnie ) Czekam na konic nerwow aby go przytulić ( zawsze moze to zrobic).Nie stosuje żadnych kar tylko rozmowa( oprocz kary naturalnej przeciaganie sprzątania krotsza bajka etc.)Jak pisalam wyzej od kilku dni nic nie dziala. Dodam ze jest chory ale wydaje mi sie ze to j7e jest powód. Co mam robic przede wszystkim jak w złości mnie uderzy. Pzdr
    Ala

    Odpowiedz
    • AStein - 22 lutego 2017 09:29

      Myślę, że to, że jest chory ma spore znaczenie. Oraz to, że jest 3,5 latkiem. I to, że pewnie i on i Pani jesteście już tym zmęczenie.
      To, że dzieci tak wyrażają złość jest związane z ich niedojrzałością i cokolwiek rodzic będzie robił to się będzie zmieniać. Warto pokazywać mu jak można inaczej wyrażać złość, nazywać to, co się z nim dzieje, pokazywać, że rozumie Pani jego przeżycia.

      Odpowiedz
  4. Lena - 24 listopada 2016 23:16

    Jakiś czas temu zaczęliśmy stosować wychowanie bez kar i nagród (testowaliśmy bardzo różne strategie) i mamy z mężem spostrzeżenie, że być może to sprawdza się w przypadku wychowywania 1 dziecka, ewentualnie 2, natomiast w przypadku 3(w podobnym wieku) lub więcej – niespecjalnie i na pewno nie zawsze, a to dlatego iż jest niemożliwością poświęcanie każdemu z dzieci takiej ilości czasu i uwagi, jakiej pewnie by potrzebowało (nad czym bolejemy, ale jesteśmy tylko ludźmi).

    Odpowiedz
    • AStein - 27 listopada 2016 17:34

      Mam poczucie, że to nie jest tak, że wychowanie bez kar i nagród wymaga więcej czasu i uwagi. Myślę, że to inne podejście a nie podejście bardziej czasochłonne. Czasem rodzice mówią, że wymaga mniej czasu albo że nie sposób jest 3 dzieci pilnować tak jak się pilnuje jednego.
      Nie sądzę, żeby stosowanie kar powodowało, że można poświęcić dzieciom mniej czasu.
      Myślę też że niezależnie od metody i tego czy się stosuje kary rodzicielstwo wiąże się ze wspieraniem dzieci w zaspokajaniu ich potrzeb i że dzieci których potrzeby są zaspokojone lepiej współpracują. Zastanawiam się więc czy tak samo rozumiemy słowo „potrzeby”.

      Odpowiedz
      • Zosia - 20 marca 2017 21:34

        Fantastyczny artykuł. Wspólnie z mężem wyznajemy podobne poglądy, ale ostatni (kiedy zaczęliśmy chodzić na szkołę dla rodziców) zupełnie na nowo zdefiniowaliśmy sobie czym jest kara i choć myśleliśmy, że nie karzemy dzieci to jednak w paru sytuacjach wychodziło to jakoś bokiem. Uświadomiliśmy sobie więc dokładnie czym są kary i lepiej się dogadujemy z dziećmi. Zastanowiła mnie jednak kwestia potrzeb. Jak sobie odpowiedzieć na to pytanie? Czego potrzebuje moje dziecko? Czego chce, czego pragnie a czego potrzebuje? Nie wiem jak to sprecyzować, jak dokładnie ujrzeć te potrzeby. Podam kilka przykładów (może banalnych… ) Dzieci dostały kolację a po kolacji jeszcze jedną kanapkę z dżemem. Syn chce jeszcze jedną kanapkę z dżemem a ja się zgadzam na jeszcze jedną kanapkę z szynką i warzywem. Moje argumenty? Jeśli jest głodny to najpierw chcę aby zjadł coś bardziej wartościowego. Czy nie zaspokoiłam potrzeb dziecka? Przyznałam się, że muszę to przemyśleć, że nie wiem od razu i odwlekłam decyzję… Teraz syn już śpi a ja nadal się zastanawiam 🙂
        Druga sytuacja to bajki. Jak do tego podejść? Syn uwielbia bajki, ale raczej mocno je ograniczamy. Spędzamy razem wiele czasu i zauważyłam, że relacje między dziećmi znacznie się poprawiły kiedy syn nie ogląda bajek. Córka w ogóle nie jest zainteresowana (na razie). Ostatnio jednak tak naturalnie wychodzi, że włączamy bajki i nawet syn zachęca nas abyśmy z nim oglądali… Chciałabym powiedzieć, że nie ma limitów. Oglądaj ile chcesz, ale nie wiem dlaczego mam obawy… Czy znów nie zaspokajam potrzeb dziecka? Czy to jest potrzeba czy zachcianka? Już odchodząc od pojęcia kontroli, w jaki sposób znaleźć złoty środek między potrzebami dzieci a moimi przekonaniami… Jak Pani to widzi? Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie.

      • AStein - 22 marca 2017 21:19

        Mi pomaga rozumienie potrzeb inspirowane porozumieniem bez przemocy. Można znaleźć listy potrzeb wpisując Potrzeby NVC w wyszukiwarkę.
        Zachęcam też do oglądania filmów dotyczących np. bajek, które zamieszczamy na you tube

    • Maria - 2 lutego 2017 11:31

      Pani Leno, mam podobne spostrzeżenia. Generalnie byłam zafascynowana wszystkim co niesie ze sobą rodzicielstwo bliskości aż po porodzie czwartego dziecka, gdy wszyscy domownicy byli chorzy na grypę jelitową czas mi się skurczył tak nie możliwie, że nie miałam czasu na 10 minutową rozmowę o tym dlaczego musimy założyć rajstopy. Do tej pory nie spotkałam też mamy czwórki dzieci z niewielką różnicą wieku ( u nas wszystkie dzieci są urodzone co 1,5 roku), która wyrobiłaby bez przypomnienia sobie że jako rodzic są sytuacje w których dla dobra domowników możemy powiedzieć „TRZEBA TAK ZROBIĆ – NIE MOGĘ CI TEGO TERAZ WYTŁUMACZYĆ”. Do tego dochodzi np etap dwu latka który na wszystko dopowiada NIE. Wszystko w teorii jest piękne, ale prawda jest taka że ludność na ziemi przetrwałą dzięki rodzinom wielodzietnym a nie modelowi 2+2. A dziś niestety jest mało PRAKTYKÓW wychowania w rodzinie 2+4 czy więcej.

      Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
      • Maria - 2 lutego 2017 11:36

        dodam również że są dni kiedy dzieci absolutnie nie chcą współpracować – tak jak każdy z nas. Tak po prostu żeby zaznaczyć swoje granice i uczyć się samostanowienia o sobie. Z całym szacunkiem do wiedzy jaką ma pani Agnieszka, niestety nie może nam ona napisać : Mam DOŚWIADCZENIE, że to nie jest tak, że wychowanie bez kar i nagród wymaga więcej czasu i uwagi. i dlatego pisze, że ma POCZUCIE. Co niestety w praktyce może się okazać, że POCZUCIE nie wystarczyło.

        Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich

      • AStein - 2 lutego 2017 12:25

        Oczywiście, ja też czasem mówię: to dla mnie ważne, zaufaj mi, wytłumaczę ci później. Im dziecko bardziej ufa rodzicom, czuje, że oni są zawsze po jego stronie i ma zaspokojone swoje potrzeby na bieżąco tym to łatwiejsze a dziecko chętniej współpracuje.
        Mam też przekonanie, że dzieci zawsze chcą współpracować i najczęściej współpracują, choć nie zawsze przez to, że robią to, na co mamy ochotę.
        Myślę też, że wychowanie bez kar jest pewnym wyborem. Nie czuję potrzeby przekonywania wszystkich i nie myślę, żeby takie podejście mogło w ogóle zadziałać jeśli ktoś w nie nie wierzy.

      • Maria - 7 lutego 2017 12:22

        Pani Agnieszko, nie napisałam, że nie wierzę że można wychować dziecko bez nagród i kar. Jestem otwarta na wiedzę o dziecku, o jego rozwoju, o tym jak tworzyć relacje, jak rozmawiać, szukam nowych rozwiązań które pomogą mi i mojej rodzinie stworzyć relacje pełne szacunku i zaufania. Ale myślę również że są momenty w których zastosowanie kary czy nagrody nie wywoła krzywdy ani nie zaburzy szukania motywacji wewnętrznej. Zgadzamy się co do tego że nie chodzi o to by przekonywać i wprowadzać coś na siłę. Bardzo jestem ciekawa warsztatów z Panią. Pozdrawiam i do zobaczenia!

  5. Maja - 21 kwietnia 2016 12:45

    Dotąd też nie stosowałam kar. Ale pojawił się problem i nawet kiedy sobie zadaję powyższe pytania, to jednak odpowiedzi mi brak. Syn, 3-latek, chodził przez rok do żłobka, teraz pierwszy rok jest w przedszkolu. Zaczął (od jakiegoś miesiąca czy dwóch) bić inne dzieci w reakcji na jakiekolwiek naruszenie jego granicy (np. szturchnięcie). Czasem nakręca się i ściska lub „przytula” innych tak mocno, że dzieci nie chcą z nim stać w parze, bojąc się go. Prowadziłam z nim rozmowy o tym, dlaczego tak robi – „bo lubię”, czy chciałby, żeby go ktoś tak przyduszał albo uderzał – „mnie to nie boli” i że jest mi smutno, że tak się zachowuje. Nie pomagało nic. Po kolejnym ekscesie w przedszkolu dałam mu karę – nie dostał tego dnia żadnego deseru (rzecz niebywała po obiedzie). Zagroziłam też, że jeśli następnego dnia skrzywdzi jakieś dziecko w przedszkolu, to oprócz szlabanu na słodkości, nie obejrzy też tzw. dobranocki. I od tamtej pory jeszcze do „aktów przemocy” nie doszło. Jednak wcale nie cieszy mnie, że dopiero strach przed karą podziałał. Jak inaczej na niego wpłynąć?

    Odpowiedz
    • AStein - 22 kwietnia 2016 09:51

      Ja bym zgłębiła temat integracji sensorycznej.

      Odpowiedz
      • Maja - 22 kwietnia 2016 13:07

        Dziękuję za odpowiedź. W takim razie zgłębię temat i popracuję nad tym.

  6. Kasia - 13 kwietnia 2016 10:21

    Ja mam problem lekko zbieżny, choć nie dotyczący stricte kar, a nagród i pochwałami. Byłabym bardzo wdzięczna za rady i opinię. Mój syn ma zespół aspergera. Kilka tygodni temu rozpoczął terapię. To grupowe zajęcia mające na celu wykształcenie w dzieciach umiejętności społecznych. Są fajne, on je uwielbia itp. Tyle że… My na co dzień nie stosujemy ani nagród, ani kar, ani pochwał w tradycyjnym znaczeniu. Dostaję drgawek na myśl o wszelkich systemach motywacyjnych itp. A na tych zajęciach to podstawa. Dzieci dostają plusy za przywitanie się, za pożegnanie, za wykonanie zadania, za „ładną” zabawę. Czasami dostają też nagrody rzeczowe – prezenty. Mnie to strasznie drażni i mam w głowie myśl, że moje dziecko zachłyśnie się plusami i pochwałami i zamiast czerpać radość z interakcji z innymi dziećmi (a tego ma się tu uczyć) , będzie chciał się z nimi bawić dla plusika. Z drugiej strony, gdzie nie czytam, to piszą, że właśnie na tym opiera się terapia autyzmu i ZA, i rozbudowany system wzmocnień pozytywnych jest konieczny. Jak to jest wygląda z Pani punktu widzenia, Pani Agnieszko? Da się bez? Mam szukać dalej, czy zaufać psychologom, których wybrałam?

    Odpowiedz
    • AStein - 14 kwietnia 2016 14:17

      Ja mam poczucie, że to bardzo trafny opis tego, że dziecko, nawet takie z trudnościami, może robić coś dlatego, że mu to sprawia radość, albo ważne są dla niego relacje.
      Nagradzanie nie sprawi, że relacje będą jeszcze ważniejsze tylko że zamiast relacji zaczną być ważne nagrody. Nie wiem dlaczego tak trudno jest znaleźć ludzi, którzy to widzą. Że nawet nie chodzi o to czy da się bez tylko czy warto i czy to co się osiąga to jest naprawdę to o co chodziło.
      Może da się z nimi porozmawiać o tym, i jakoś znaleźć wspólne widzenie tej sytuacji?

      Odpowiedz
  7. Andzia - 3 marca 2016 16:20

    Mam mieszane uczucia co do tych metod. Martwią mnie pewne aspekty tej metody. W przypadku dziecka pewna zachowania uważam, że trzeba ganić. Co mam na myśli wszędzie czytam, że dzieci powinny ponosić konsekwencje swojego zachowania. Ale są konsekwencje która bardziej w przyszłości dziecko odczuje a czy przez ten czas nie utrwalą się? Wiem mówić tłumaczyć do skutku. Ale czy jest Pani w 100 % pewna, że na każde dziecko wystarczy sama rozmowa co jeśli dziecku się tłumaczy nie bijemy dzieci, rodziców, dziadków i inych. Nie mam tu na myśli aby go ukarać cieleśnie. Druga kwestia czy karą jest jak dziecko jest w przedszkolu bije inne i przedszkolanka siadam z nim z dala od dzieci nie zostawia go samego tylko z nim jest i tłumaczy dlaczego odeszliśmy itd. Bo matka potrafiła zrobić aferę, że dziecko jej zostało ukarane dla mnie to była ochrona innych dzieci. Mam taki mętlik w głowie, że boję się że brak kar i nagród bardzo dużo osób traktuje na równi jak nie zwracania uwagi dziecku bo źle wpłynie na jego psychikę.

    Odpowiedz
    • AStein - 3 marca 2016 16:46

      Brak kar i nagród to nie jest niezwracanie uwagi. To jest zwracanie uwagi na dziecko jako na człowieka a nie tylko na jego zachowanie.
      Jak zwracamy uwagę na dziecko to możemy zobaczyć wiele rzeczy. Może jest za małe żeby się zachowywać w oczekiwany sposób. A może nie zrozumiało o co nam chodzi. A może nie wiedziało co zrobić w danej sytuacji. Albo nie poradziło sobie z emocjami.
      Jeśli rozumiemy co się dzieje możemy zadziałać dużo skuteczniej niż tylko powierzchownie i doraźnie uprzykrzając dziecku dane zachowanie.
      I pisząc „zadziałać” wcale nie mam na myśli tłumaczenia i rozmawiania bo czasem to w ogóle nie o to chodzi.

      Odpowiedz
      • Bałtycka - 25 kwietnia 2016 11:00

        A ja uważam, że zarówno kary, jak i nagrody – ale stosowane w sposób przemyślany, konsekwentny, i z umiarem, nie są absolutnie niczym złym. Dziecko nigdy nie chwalone będzie niedowartościowane, a znowu te, które jest nagradzane za byle głupotę lub niewspółmiernie do niej – stanie się bufonem nie dopuszczającym krytyki. Wszędzie potrzebna jest równowaga, która pomaga dziecku rozeznać i zakwalifikować zachowania jako dobre i złe. Jeśli powiem dziecku, że „zachowało się kulturalnie” kiedy przepuści starszą osobę w drzwiach lub wchodząc do pomieszczenia – powie „dzień dobry”, to krzywda się nie dzieje, a dziecko czuje że zapunktowało i wie że zrobiło coś, co jest postrzegane pozytywnie. Co w tym złego? Ale jeśli za posprzątanie własnych rozrzuconych zabawek rodzic stawia obiad w fastfoodzie, park wodny i lody, to sorry – ale raz, że uczy dziecko przekupstwa, a dwa – dziecko nie uczy się, że po sobie trzeba sprzątać, a jedynie że jest to droga do niewspółmiernych do nakładu pracy korzyści. Z karami podobnie.

      • AStein - 25 kwietnia 2016 12:27

        Mam poczucie, że chodzi o to, żeby budować motywację wewnętrzną.
        Zachęcam też do przeczytania pozostałych wpisów z całego cyklu.

  8. Glorii - 20 listopada 2015 14:42

    Moja córeczka ma 3 lata. Nie stosuję ani kar, ani nagród. Do niedawna córeczka nie wiedziała nawet, co to jest kara (albo nagroda). Ona sama jest osobą temperamentną, pewną siebie i wrażliwą. Taka „składanka” cech charakteru niesie za sobą trudne chwile, dla mnie i dla niej i czasami dla naszego otoczenia. Pytań mam całe mnóstwo. Większość z nich same się rozwiązują z czasem; potwierdzając zresztą słuszność niestosowania kar i nagród (ku pokrzepieniu 🙂 ). Od niedawna jednak córeczka chodzi do przedszkola, w którym panuje system kar i nagród. Odwiedzamy naszych znajomych z dziećmi w podobnym wieku i u niektórych także pojawia się temat kary, w praktyce. No i niestety mój mąż zauważył, że obiecane tik-taki, albo Mikołaj, który „przyjdzie do grzecznych dzieci” potrafi zdziałać cuda. Na swój sposób z tym walczę, tłumaczę że i owszem jest Mikołaj na świecie, ale my sami sobie również sprawiamy nawzajem prezenty, tłumaczę, co oznacza być grzecznym (, co jest najtrudniejsze, bo osobiście nie oczekuję posłuszeństwa i uciekam od słowa grzeczny) itd. itp. I zauważyłam jedno: kary i nagrody prowokują do płaczu, nakręcają sytuacje, stwarzają kolejne problemy, nie skutkują (tak jakbyśmy tego chcieli, a na pewno nie na stałe i nie-autentycznie) i ucinają temat bardzo szybko, tak szybko, że nie dowiadujemy się w takich sytuacjach dlaczego właściwie coś sie stało, co o tym myśli dziecko, nie mamy czasu zadać sobie pytań z końcówki artykułu. I choć zadawanie sobie takich pytań wydaje się pewnie dla niektórych totalnie wymuszone i nienaturalne, a na pewno było właśnie takie dla mnie samej na początku macierzyństwa; to teraz stało się niemal intuicyjne i ważne, bardzo ważne.

    Odpowiedz
    • Marta - 25 listopada 2015 15:59

      Bardzo mnie poruszył komentarz Glorii nt przedszkola. Wydaje misię to niesamowicie trudne, kiedy musimy zderzyć się z metodami wychowawczymi zupełnie nie pasującymi do tego, co robimy w domu, a wręcz, jak w przypadku kar, torpedującymi nasze wysiłki.
      Moge powiedzieć co u nas – kiedy dowiedziałam się – i to przypadkiem! – że w naszym żłobku dzieci mają karę, kiedy np kogoś uderzą (a mowa o grupie dwulatków), to zabraliśmy dziecko ze żłobka. Znalazłam inne przedszkole, gdzie wiem, ze nie stosuje się takich metod, ponieważ był to problem nie do rozwiązania inaczej. Panie ze starego żlobka nie rozumiały, gdzie mam problem z karami, nie miały absolutnie ochoty próbowac innych rozwiązań. A ja widziałam, ze moje dziecko stało się smutne, po 2 miesiącach bycia tam i funkcjonowania w takiej „dyscyplinie”. Teraz będziemy mieć dalej, może mniej wygodnie, ale trudniejsze było dla mnie łatanie dziur po paniach wychowawczyniach niż ten logistyczny wysiłek który mnie czeka teraz.
      Nie żałuję. Myślę, że jak synek pójdzie do szkoły, będzie już na tyle duzy, ze łatwiej mu się będzie zmierzyć z ewentualnymi trudnościami tego typu. Ale teraz jest za mały na to, by zrozumiec, i wytrzymac bez bólu to, co się dzieje w starym żłobku. więc będzie w miejscu, które nie będzie go zgniatac i robić przykrości w imię „zasad”.

      Odpowiedz
  9. Renata - 18 listopada 2015 19:37

    Na codzien nie stosuje kar, nie kaze sie dziecku zachiwywac „jak należy” ale bywały czasami sytuacje kiedy mój niespełna dwulatek leciał np. prosto na ulice i kiedy nama krzyczala żeby stał to on jeszcze szybciej z zacieszem na ustach. Zadzialalo dopiero kiedy ojciec pare razy postraszył, że jak nie będzie się słuchał to wróci do wózka i kiedy oare razy w nim wylądował to zaczął kumać, że na ulice nie można. Nasza reakcja byla spowodowana strachem i jezeli zdaży się to jakaś malutka kara np. wylądujesz w kojcu, kiedy to nie chce wyjsc z kuchni kiedy mama gotuje. Jest ciężko i bedzie coraz ciężej. Jak sobie z tym radzić? Z tym strachem o dziecko? Przeciez w takich sytuacjach nie możemy pozwolić dziecku ponieść konsekwencji. Czy nasze zachowanie można nazwać karaniem dziecka czy raczej konsekwencją? Czesto tez nic nie mówię tylko wrzucam go do kojca. Ma tam zabawki, nie jest sam, ma mnie na widoku i rozmawiam z nim.

    Odpowiedz
    • Zoś - 25 lipca 2016 14:11

      Żałuję, że ten komentarz nie doczekał się odpowiedzi. Mnie też interesuje, jak postępować w przypadku, gdy dziecko dosłownie chce wybiec na ulicę?

      Odpowiedz
      • AStein - 28 lipca 2016 21:16

        Jakoś mi umknęło.

        W przypadku tak małych dzieci zapewnienie bezpieczeństwa leży po stronie rodzica. To rodzic wie jakie sytuacje są bezpieczne dla dziecka a jakie nie i unika tych niebezpiecznych. Nawet stosując kary nie sądzę, żeby dało się polegać na tym, że dwuletnie dziecko nie zrobi czegoś co będzie dla niego niebezpieczne – bo po prostu działa za bardzo na zasadzie impulsu.

        Jest całe mnóstwo rodziców, którzy na wszelkie sposoby próbują „oduczyć” tak małe dzieci różnych niepożądanych zachowań i generalnie ponoszą porażkę z jednego podstawowego powodu – 2-latek to naprawdę bardzo małe dziecko.

  10. Nika - 18 listopada 2015 14:45

    Ostatnio mam problem z moim synkiem (2 lata 5 miesięcy), który nagle dopada mnie i ze śmiechem zaczyna mnie gryźć, a ja z tego powodu popadałam w coraz większą złość, bo przecież mówię: przestań, to mnie boli, nie chcę itd., a on nie przestaje. Już mi czasem w tej całej mojej złości przychodziły myśli, że moim rodzicom to było łatwiej, dawali w takie sytuacji klapsa i mieli spokój. A dziś rano mnie oświeciło, że jak budziłam synka, to go łaskoczę i podgryzam, tylko że ja umiem określić swoją siłę, a on nie. I że on gryząc mnie, chciał inicjować zabawę, tak jak ja to robiłam, a im bardziej się złościłam to on tym bardziej chciał mnie wybić z tej złości i rozśmieszyć. Taką wybrał na to strategię, a ja tego nie widziałam.

    Odpowiedz
  11. myszka - 18 listopada 2015 11:42

    Ja bym dodała jeszcze „czy to zachowanie przeszkadza mi naprawdę, czy to tylko naruszenie jakiejś zasady, której przestrzegania oczekują raczej inni/moi rodzice/teściowie/nauczycielki z przedszkola/postronni ludzie, którzy nas oglądają?”. Na przykład czy faktycznie muszę zmuszać dziecko do samodzielnego sprzątania zabawek, bo ja czuję potrzebę porządku, chcę go nauczyć sprzątania, czy dlatego że wydaje mi się, że tak trzeba (chociaż nie rozumiem dlaczego) i boję się co ludzie powiedzą. Wydaję mi się, że rodzice w wielu sytuacjach mogliby odpuścić, ale męczy ich właśnie to „tak trzeba” albo „bo co powie babcia”.

    Odpowiedz

Skomentuj!