najpierw zabawa, potem lekcje


 photo profil.jpg

najpierw zabawa, potem lekcje

Jest wiele przyczyn, dla których zabawa powinna być przed odrabianiem lekcji. Na pewno nie uda mi się wymienić wszystkich:

• Zasada: „najpierw obowiązek, potem przyjemność” jest zasadą DLA DOROSŁYCH. Dzieci własnie dlatego tak wiele się uczą, a dorośli przedstawiciele homo sapiens są tak kreatywni, odkrywczy i inteligentni, że mają za sobą okres beztroski i zabawy. Pisze o tym Alison Gopnik w książce Dziecko filozofem – te dzieci, które dłużej zachowują się „jak dzieci”, mają jako dorośli wyższe IQ.

• Dziecko uczy się dużo więcej, kiedy nauka sprawia mu przyjemność, jest związana z pozytywnym stanem emocjonalnym oraz dziecko uczy się tego, co w danym momencie najbardziej je interesuje. Uczy się też więcej, kiedy wcale NIE WIE, ŻE SIĘ UCZY. Te wszystkie warunki spełnia swobodna zabawa i zdecydowanie nie spełnia ich odrabianie lekcji.

• Dzieci, po całym dniu lekcji, bardziej niż kolejnych lekcji potrzebują odpoczynku, a zwłaszcza świeżego powietrza, do czego też najlepiej służy zabawa.

• Rozwój poznawczy (tak samo jak i inne jego sfery) jest bardzo związany z dojrzałością, a więc jeśli dziecko się czegoś nie nauczyło w szkole, to są możliwe hipotezy (jest więcej, ale te są najczęstsze):
– nie jest na to gotowe
– sposób przedstawienia wiedzy był dla niego za trudny
– dziecko nie lubi szkoły i źle się tam czuje
– ma inne problemy, które zaprzątają jego umysł
ANI SŁOWA O TYM, ŻE DZIECKO ZA MAŁO PRACUJE.

I jeszcze ostatnia sprawa: ludzie, którzy odnoszą sukcesy w życiu zawodowym, to przeważnie ci, którzy łączą swoją pracę ze swoją PASJĄ, dla których frajdą jest rozwój zawodowy, którzy uwielbiają to, co robią, i dzielenie się tym z innymi.

Jak więc brzmi powiedzenie: „najpierw przyjemności, potem obowiązki”?

Oczywiście jeśli dziecko BARDZO PRAGNIE odrobić lekcje, to ja bym nie zabraniała 😉

11 komentarzy

  1. Pingback: Zadania domowe - największy pęd do wiedzy mają...rodzice!

  2. Aggie - 24 czerwca 2015 12:17

    A ja wypowiem się z punktu widzenia nauczyciela – lektora j. angielskiego. Nie jestem zwolenniczką zadawania prac domowych – spokojnie wyrabiam się ze wszystkim na zajęciach :-). Ale ku mojemu zdziwieniu rodzice dzieci z klas pierwszych, które uczę domagali się prac domowych?! Co więcej pojawił się zarzut, że jest ich za mało (zadawałam pracę domową tylko raz w tygodniu, na weekend). Czyżby szkoła tak przyzwyczaiła rodziców do prac, że nie wyobrażają sobie nauki bez nich?

    Odpowiedz
    • AStein - 8 lipca 2015 20:45

      Myślę, że tak. Potrzebują jakiegoś wyjaśnienia czemu zawsze słyszeli, że prace domowe są konieczne a tutaj ich nie ma.

      Odpowiedz
    • Joanna - 5 listopada 2015 12:37

      Polecam odwrotny system: codziennie male zadanie, a piatek nic, tak aby dziecko mialo weekend wolny na zabawe i rodzine.

      Odpowiedz
    • Ulka - 15 października 2017 15:52

      A może rodzice przy okazji sami chcieli się uczyć angielskiego?? 😉

      Odpowiedz
  3. Truscaveczka - 28 czerwca 2013 10:41

    Gdyby nie to, że dzieci lubią stosować wymówkę „Ale ja się bawiłam i jestem zbyt zmęczona, żeby zrobić lekcje!”, zgodziłabym się w całej rozciągłości. U nas system robienia lekcji uregulowało coś zupełnie innego, a motywacja do działania działała jak trzeba 😉
    Mówię mianowicie o drzemce młodszego rodzeństwa – Duża wykorzystuje ją na odrobienie lekcji, poczytanie lub pogranie w spokoju na komputerze. I nigdy nie musiałam jej zaganiać, po w ciągu tygodnia szkoły zrozumiała, że jeśli nie wykorzysta okazji, to później lekcje obracają się w pot, krew i łzy.
    Nb. odrabianie lekcji to stresująca sprawa dla całej rodziny (nie mówię, że zawsze, ale zdarza się) i odłożenie ich na popołudnie, kiedy dziecko jest zmęczone i podatniejsze na ryk, to raczej pomysł nietrafiony – tak przynajmniej twierdzę ja i ci znajomi, których o to pytałam.
    Jeszcze jest jedna kwestia – dzieci świetlicowych, które wracają do domu po południu, a w świetlicy nie zawsze odrobią lekcje. W takiej sytuacji sprawa się komplikuje i warto by może opisać, jak działać w takim układzie? Jeśli dziecko dociera z rodzicami o 17 do domu, to aż serce boli, gdy trzeba je zagonić do zeszytów, tak myślę.

    Odpowiedz
    • AStein - 28 czerwca 2013 11:48

      ja w ogóle jestem bardzo sceptycznie nastawiona do odrabiania lekcji
      jak dziecko dociera od 17 do domu to na pewno potrzebuje wieczoru na to, żeby pobyć z rodzicami i odpocząć

      Odpowiedz
      • x - 28 czerwca 2013 20:41

        Tak – tylko kiedy ma wówczas te lekcje odrobić ? Jeśli nie uda mu się na świetlicy ?

      • Truscaveczka - 29 czerwca 2013 07:17

        W zasadzie myślę tak, jak Agnieszka, ale… No właśnie, szkoła nie jest niestety elastyczna, lekcje są zadawane, niekiedy całe stosy, nawet w nauczaniu początkowym. Przejrzałam domowniczek do 2 klasy i prace domowe są długie, dwustronicowe, będą wymagały wysiłku i skupienia. A w starszych klasach?
        U mnie jest prościej, bo jestem w domu, bo córa nie chodzi na świetlicę – ale nie wyobrażam sobie, jak to zorganizować, żeby uwzględnić wszystkie aspekty – obowiązku i potrzeb.

      • AStein - 13 lipca 2013 15:29

        Jest w pracach domowych aspekt, który mi bardzo się nie podoba. Obowiązku rodziców. Szkoła niejednokrotnie traktuje rodziców także jak dzieci.
        Pisałyśmy na dzikich dzieciach o tym, czemu prace domowe to nie jest dobry pomysł:
        Zlikwidujmy pracę domową

      • kanga_roo - 22 lipca 2013 15:55

        dzień dobry, wprawdzie są wakacje, ale kiedy przeczytałam ten „lekcyjny” temat, zrobiło mi się źle. bo właśnie moje „świetlicowe” dziecko wraca do domu po 16. i przez cały rok w klasie pierwszej dosłownie na palcach można było policzyć dni, kiedy nie miało zadań domowych. podejrzewam, że wychowawczyni uważa mnie za kosmitkę, bo nie raz pytałam, czy mogę usprawiedliwić nieodrobienie zadania domowego, ponieważ nasza rodzina miała inne plany na popołudnie. nie mogę. ilość zadań też się nie zmniejszyła. naprawdę, wielka musi być w dzieciach ciekawość świata, skoro coś takiego nie zniechęca ich do nauki 🙂
        każdy, kto kiedykolwiek dorabiał wieczorami wie, jak ciężko usiąść do pracy po pracy.
        pozdrawiam, K.

Skomentuj!