nie tędy droga…


 photo profil.jpg

nie tędy droga…

Przeczytałam dzisiaj o tym, że dzieci patrząc jak rodzice piją alkohol, same uczą się pić i są bliższe uzależnienia.

Może.

Ale nachodzi mnie też taka refleksja. Jeśli ktoś ma plan, żeby nie pić alkoholu przy swoim kilku czy kilkunastoletnim dziecku, po to, żeby ono nie piło, to umieszcza swoje działania wychowawcze w miejscu, w którym są one najmniej skuteczne.

Rodzice bądź inni dorośli chcą dzieciom przekazywać, wpajać, uczyć. A ja mam taką myśl w głowie: … nie tędy droga. Kompletnie nie tędy.

Jesteśmy krajem, w którym mnóstwo ludzi zmaga się z uzależnieniem. I naprawdę nie dzieje się to tylko z powodu braku odpowiednich pogadanek w domu i szkole, czy z powodu dostępności do alkoholu i widoku pijących ludzi.

Żeby nie dobić czytelników dokumentnie, zaraz napiszę co można zrobić, ale jeśli ma to mieć sens, to potrzebuję zacząć od tego, skąd w ogóle bierze się uzależnienie. Jakie pomysły na ten temat najmocniej do mnie trafiają.

***

Uzależnienie można rozumieć jako zaburzenie więzi. Sytuację, kiedy system przywiązania człowieka zaczyna działać tak, że szuka ukojenia i poczucia bezpieczeństwa, nie w bliskich mu ludziach i relacjach, a w końcu również w dobrym kontakcie z samym sobą, tylko… no właśnie: w jedzeniu, seksie, alkoholu i tak naprawdę w każdej możliwej istniejącej we wszechświecie substancji, czynności itp.

Uzależnienie to kłopot z regulacją emocji. Kiedy człowiek nie umie poradzić sobie z emocjami, wytrzymać napięcia związanego z ich przeżywaniem, nie potrafi ich zrozumieć, nazwać, czuje się z nimi źle, to czasem sięga po różne zastępcze strategie, żeby poprawić sobie nastrój.

Kiedy rodzic używa alkoholu (albo czegokolwiek innego), bo nie potrafi poradzić sobie z regulacją emocji, dziecko uczy się od niego, radzenia sobie z emocjami przez uzależnienie. Nie zawsze używa do tego tej samej substancji niż rodzic. Czasem bywa uzależnione od czegoś zupełnie innego.

Ale nie każdy kto pije alkohol, robi to po to, żeby regulować emocje.

Najmocniejszą szczepionką przeciw uzależnieniom jest bezpieczna więź i troszczenie się o harmonijny rozwój emocjonalny dziecka. A więź i regulacja emocjonalna budowane są od urodzenia. W wieku, kiedy ludzie zaczynają się zajmować tłumaczeniem dzieciom, czym jest alkohol czy używki, straszeniem, najczęściej jest już pozamiatane. Dziecko ma umiejętności radzenia sobie z emocjami i rozwija się w rodzinie, w której ma bezpieczeństwo emocjonalne albo nie.

Żeby zaszła jakaś zmiana, musi ona być głębsza niż tylko przekazanie odpowiednich informacji czy pozbawienie dziecka widoku alkoholu.

Najmocniejszym narzędziem do budowania bezpieczeństwa dziecka i jego kompetencji emocjonalnych jest posiadanie takowych samemu.

Jak można nauczyć dziecko regulować emocje, jeśli samemu się nie wie, jak to się robi?

Albo jak się myśli, że się wie, ale się tego nie używa?

***

To teraz odpowiedź na pytanie: czy można coś zrobić?

Oczywiście, że można i to zawsze.

Można zacząć rozwijać własne umiejętności radzenia sobie z emocjami i budowania relacji. To pomoże rodzicom w tym, żeby mogli skuteczniej wspierać swoje dzieci, słuchać ich uważnie, brać pod uwagę ich emocje i sposób patrzenia na rzeczywistość.

Oczywiście objętość jednego wpisu na blogu nie pozwala, żeby wyczerpująco opisać jak. Dlatego piszę dzisiaj tylko, że to się da zrobić. Przez terapię, ale też przez zbudowanie relacji z ludźmi, którzy umieją radzić sobie ze swoimi emocjami. Przez doświadczenie samemu więzi, wsparcia, empatii, akceptacji.
Przez związek z kimś, kto ma bezpieczną więź (podobno trzeba na to 5 lat).

Kiedy zmienia się środowisko społeczne dziecka, czyli rodzice zaprzyjaźniają się ze swoimi emocjami, to i dziecko korzysta z tego i zaczyna się uczyć od rodziców.

Już sama intencja zmiany i rozwoju jest dobrym początkiem. Za pragnieniem zmiany idą następne kroki. Ludzie odkrywają, że ich emocje nie biorą się znikąd. Że mają im pomagać a nie szkodzić. Że w związku z tym, zamiast je tłumić warto może je lepiej zrozumieć i nauczyć się komunikować innym. Że dzięki emocjom można się dowiedzieć, czego się potrzebuje.

Jak wszystko w psychologii, to nie są zależności zero-jedynkowe. Ludzie są skomplikowani. Nie mamy też kontroli nad wszystkim, co się dzieje z dziećmi. Dorosły może się leczyć. Dziecko styka się w swoim życiu nie tylko z rodzicami.

Zawsze jest nadzieja i zawsze mamy wpływ. Ale mamy tego wpływu dużo, dużo więcej, gdy zastanowimy się najpierw poważnie, gdzie warto kierować swoje wysiłki.

 

Skomentuj!