o władzy i o adaptacji


 photo profil.jpg

o władzy i o adaptacji

Nie przepadam za władzą rodzicielską. Bardzo podobała mi się sugestia, żeby w ogóle zrezygnować z używania tego określenia i zastąpić władzę, pieczą rodzicielską.

Nie przepadam za sytuacją, kiedy rodzice nadużywają swojej władz, a jednak dzisiaj napiszę o prawach rodziców od innej strony. Bo jest coś, co bardzo mi przeszkadza.

Przyjęło się, żeby patrzyć na władzę rodzicielską w kontekście relacji rodzica z dzieckiem. Czyli tego, co rodzic może, albo nie może zrobić dziecku, żeby uzyskać pożądany przez niego skutek. Jednak to zagadnienie ma również drugą stronę. To odpowiedź na pytanie, jak bardzo inne osoby, poza rodzicami mają prawo mówić im, jak mają sprawować opiekę nad swoimi dziećmi, jak mają budować swoje relacje, jak powinni reagować na różne zachowania dzieci.

I okazuje się, że dużo łatwiej jest rodzicom zatroszczyć się o swoje prawa w ich kontaktach z dziećmi, niż w kontaktach z innymi dorosłymi, zwłaszcza takimi, którzy występują jako przedstawiciele różnych instytucji.

Mogłabym napisać tutaj na przykład o przedmiotowym traktowaniu rodziców podczas narodzin dziecka, albo w ogóle o traktowaniu rodziców przez służbę zdrowia, ale czas jest taki, że napiszę o adaptacji i o przedszkolach głównie.

To prawda, że prawa rodziców mają swoje granice. Rodzic ma obowiązek wykorzystywać je z poszanowaniem potrzeb i godności dziecka. Ale jednak rodzic te prawa ma. W dodatku gwarantuje mu je nasza Konstytucja. Więc to nie byle co.

Rodzice mają prawo wychowywać dzieci w zgodzie z własnym systemem wartości. Nawet jeśli ich system wartości jest inny niż statystyczna średnia.

Więc jeżeli w systemie wartości rodziców nie mieści się to, że ktoś odrywa od nich dziecko na siłę, że dziecko jest okłamywane, że jest zawstydzane i krytykowane za to, że tęskni, to nikt nie ma prawa tego od nich oczekiwać. A zwłaszcza nie ma prawa tego wymagać nikt, komu rodzice płacą za opiekę nad dzieckiem (dotyczy to także tych miejsc, gdzie rodzic płaci za opiekę częściowo przez to, że płaci podatki).

Napisałam bardzo ostro i jestem tego świadoma. Nie napisałam jednak tego przeciw nauczycielom. Oni też mają swoje prawa. Prawo do szacunku i do tego, żeby wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafią. Są też takie obszary, w których to nauczycielki w przedszkolu decydują jak pracują, jak wygląda organizacja ich pracy, jakich zasad się trzymają – rodzic może przyjąć ich ofertę albo poszukać innej.

Ale na pewno obszarem decyzji nauczyciela ani żadnej innej osoby nie powinno być:

  • jak długo dziecko żegna się z rodzicem
  • czy płacze przy tym, albo co mówi do rodziców
  • co rodzic mówi do dziecka
  • po ilu godzinach rodzic przychodzi po dziecko (mówię tu o sytuacji, kiedy panie nalegają, żeby to było dłużej niż rodzic chce)
  • czy panie wypuszczą dziecko do rodzica, który czeka w szatni, jeśli wcześniej obiecały dziecku i rodzicowi, że to zrobią

Żadnym argumentem nie jest też to, że inne dzieci płaczą, rozstają się a rodzice wychodzą w pośpiechu i co one sobie pomyślą. Jeśli to ważne, żeby się dobrze czuły to może jednak warto się z nimi rozstać inaczej?

Współpracuję z kilkoma przedszkolami. Dodatkowo mam kontakt ze sporą grupą rodziców, którzy przychodzą do mnie z różnymi pytaniami dotyczącymi adaptacji i mogę powiedzieć, że lista przyczyn, które powodują, że dziecko ciągle nie może się zaadaptować mimo upływu czasu, jest dość prosta.

  • ktoś powiedział dziecku, że mama będzie czekać, a potem mama wyszła i dziecko zobaczyło, że jej nie ma
  • mama powiedziała, że jak dziecko poprosi panią, żeby pójść do mamy, to będzie to mogło zrobić i okazało się, że pani tego nie zrobiła
  • rodzic obiecał, że przyjdzie za godzinę a przyszedł za dwie
  • dziecko bawiło się świetnie przez dwie godziny, ale rodzic zamiast je wtedy zabrać, przyszedł po czterech godzinach, kiedy dziecko już od godziny płakało i przez to dziecko pamięta z przedszkola głównie to, jak mu było trudno
  • rodzic oczekiwał od dziecka, że zostanie samo z kompletnie obcymi osobami, a ono nie było gotowe i następnego dnia już w ogóle nie chce iść do przedszkola
  • panie oderwały dziecko od rodzica na siłę, dzięki czemu dziecko doszło do wniosku, że to nie są osoby, które są wrażliwe na jego potrzeby
  • rodzic obiecał, że przyjdzie, ale obiecał też, że w przedszkolu będzie super zabawa i okazało się, że jest trudno – dziecko nie wie, w którą obietnicę wierzyć
  • dziecko potrzebowało czasu, żeby się pożegnać i nie dostało tego czasu i teraz nie umie sobie poradzić z emocjami a pani jeszcze nie zna i nie ufa jej
  • dziecko miało wcześniejsze doświadczenia separacji, w których coś się nie udało i teraz nie wzięto tego pod uwagę
  • dziecku było smutno w przedszkolu i nikt się tym nie zainteresował
  • dziecko na początku czuje się w przedszkolu dobrze, ale kiedy widzi jak inne dzieci płaczą, są odrywane od rodziców, albo są oszukiwane zaczyna wątpić w to, że to bezpieczne miejsce

Oczywiście są dzieci, które i tak się zaadaptują. Które nie mają żadnego problemu z rozstaniem. Które tak polubią, którąś panią, że od razu czują się przy niej bezpiecznie.

Są także dzieci, które się nie adaptują, ale zostają w przedszkolu, bo widzą, że nie mają innego wyjścia. Albo zaczynają radzić sobie ze stresem w ten sposób, że dużo chorują. I ostatecznie okazuje się, że lepiej było posiedzieć te kilka dni dłużej z dzieckiem na początku, niż teraz co dwa tygodnie siedzieć z nim na zwolnieniu lekarskim.

Są też nauczyciele, którzy nie śpieszą się z adaptacją. Tacy, którzy sami pilnują, żeby mama dotrzymywała słowa, nie znikała ukradkiem, nie mówiła dziecku, że jest niegrzeczne, bo płacze. Tacy, którzy sami proponują dziecku, że może się przytulić, jak jest gotowe. Mogłabym tutaj długo wymieniać. Są to też nauczyciele, którzy robią to wszystko z szacunkiem do dziecka i do rodzica. Organizują spotkania dotyczące adaptacji dzieci, mówią rodzicom o potrzebach dzieci, starają się, żeby rodzice współpracowali z nimi rozumiejąc, jakie są powody takiego lub innego postępowania a nie dlatego, że „pani trzeba się słuchać”.

Jednak jest też wiele miejsc, które zmieniają swoje zasady dotyczące adaptacji pod wpływem kontaktów z asertywnymi rodzicami. Więc warto być asertywnym.

 

 

35 komentarzy

  1. Gosia - 2 października 2017 12:13

    Pani Agnieszko, mój 4-letni syn adaptuje się do przedszkola (Montessori), jest to jego pierwszy kontakt z jakąkolwiek placówką. Wcześniej wielokrotnie powtarzał, że chce chodzić do przedszkola, w pierwszym tygodniu chodził chętnie (ja siedziałam na korytarzu, jednak ani razu nie wychodził z sali, sama zabierałam go do domu po 2-3 godzinach), później na 2 tygodnie zatrzymał nas w domu katar, no i od czasu powrotu po infekcji syn ‚wytrzymuje’ w przedszkolu godzinę, maksymalnie 2, przy czym co kilkanaście minut wychodzi do mnie na korytarz i mówi znudzonym głosem, że mu się już nie chce być w przedszkolu, że chce jechać do domu. Po rozmowach z synkiem wydaje mi się, że nie dzieje się tam nic krzywdzącego tylko zwyczajnie tęskni i wolałby być ze mną w domu. Gdy pytam co by mu pomogło w tym, żeby być tam dłużej, mówi, że gdybym ja była w sali (jest to niemożliwe w tym przedszkolu). Taki stan trwa od 2 tygodni i nie wiem jak to ugryźć, czy chodzić z nim na tą godzinę (czasem już po 30 min chce wracać) i wracać do domu wtedy, gdy syn chce, czy namawiać go na pozostanie proponując różne aktywności (do tej pory tak robiłam z pomocą nauczycielek, ale synek z trudnością daje się namówić na powrót do sali), czy może w drugą stronę – może moja obecność na korytarzu mu ‚przeszkadza’ w adaptacji? Jak to wygląda z Pani doświadczenia? Z góry dziękuję za odpowiedź.

    Odpowiedz
    • AStein - 8 października 2017 21:26

      To mi wygląda jakby on po tej godzinie dwóch był już tym zmęczony. Tak może być. Zwłaszcza jak był chory i miał przerwę.
      Zastanawiam się też czy dzieje się tam coś ciekawego dla niego w tym przedszkolu, czy zawarł jakieś znajomości, czy lubi panie.

      Odpowiedz
  2. Magdalena - 18 września 2017 19:20

    Dzień dobry Pani Agnieszko, ja również z problemem adaptacyjnym niemal 3-latka.
    Synek chodził do przedszkola w całkowitym spokoju na 2-godiznku, bez euforii, ale też bez smutku. Wychodził zadowolony. Raz, gdy po niego przyszłam Pani powiedziała, ze jest w szoku, że on taki grzeczny i tak super sobie radzi i żebym przyszła po obiedzie, bo teraz leży pięknie na leżaczku i szkoda go zabierać. Zaufałam jej… Kolejnego dnia pierwszy raz zostawiłam dziecko w przedszkolu z płaczem. Myślę, że to całe leżakowanie, podczas którego nie zasnął, ale musiał bawić się na materacu, zniechęciło go. I pewnie wyczuł, że przyszłam później niż dotychczas. Pani była w szoku, że jej idealny przedszkolaczek dzisiaj płacze. Dziś synek w ogóle nie chciał nawet wyjść do przedszkola, a ja nie wyobrażałam sobie ciągnąć go na siłę całą drogę. Nie poszedł. Życzliwi zaczęli mi „gratulować”, że tym zostawieniem go w domu zafundowałam nam koniec przedszkolnej przygody. Ale czy pozostawienie w domu zniechęci dziecko bardziej niż zawleczenie go tam na siłę? To dopiero nasze początki, synek był w przedszkolu zaledwie 7 dni… nie mam pojęcia jak go teraz nakłonić do pójścia tam. Nie jestem w sytuacji podbramkowej, maluszek może chodzić nawet na godzinę, ale problem w tym, że w ogóle nie chce opuścić domu.

    Odpowiedz
    • AStein - 25 września 2017 21:54

      Myślę, że może być tak, że za kilka dni zgodzi się przyjść jak pogadacie, że to był błąd i że będzie może pani z nim razem na początku.

      Odpowiedz
  3. Nellka - 1 września 2017 23:59

    Pani Agnieszko, bardzo potrzebuję porady,a właściwie chyba utwierdzenia w powziętej decyzji. Moja trzyletnia córka od 2 dni chodzi do przedszkola. Dużo wcześniej rozmawialiśmy w domu o przedszkolu,zawsze wyrażaliśmy się pozytywnie, opowiadaliśmy co tam się dzieje itp.Corka była podekscytowana przed pierwszym dniem i pomimo, że zamierzałam z nią zostać przez krótki czas,a potem razem wrócić do domu,to sama powiedziała, żebym poszła i wróciła po obiedzie. Ponieważ nie ma jeszcze poczucia czasu odpowiedniego, żeby zdawać sobie sprawę z tego jak to długo, więc kilkukrotnie powiedziałam paniom, że będę spacerować w okolicy przedszkola i w razie potrzeby,a na pewno płaczu, proszę je o telefon.Zapewniłam również córkę, że wrócę jeśli będzie chciała.Nikt nie dzwonił, ale po moim przyjściu o umówionej porze dowiedziałam się, że córka płakała.Wychowawczyni z satysfakcją poinformowała mnie, że powiedziała córce, że jak przestanie płakać,to zadzwoni po mnie i musi się uciszyć, jeśli chce żebym przyszła… Komunikat ten został wypowiedziany konspiracyjnym tonem i z mruganiem okiem,a mnie po prostu odebrało mowę. Potem pani dodała, że córka zjadła połowę zupy, więc resztą obiadu ją nakarmiła. Moja córka nigdy nie była karmiona, nie jest też zmuszana,ani nawet namawiana do jedzenia w domu.
    Noc była trudna,z pobudką z płaczem,w czasie której córka w półśnie powiedziała, że”mama mnie zostawiła”.
    Dziś od progu sali rozpłakała się i nie chciała wejść. Obiecałam, że wejdę i zostanę z nią. Panie były wręcz zaszokowanie i próbowały mnie zniechęcić. W czasie 2 godzin mojego pobytu próbowałam zachęcić córkę do nawiązania relacji z jakimś dzieckiem, jednak wszystkie podjęte przez nią próby były nieudane. Została uderzona jeszcze przed skończeniem pytania o wspólną zabawę (brak reakcji pań) i dwukrotnie odrzucona. Czwartej próby nie podjęła. Kiedy nadarzyła się okazja próbowałam porozmawiać z jedną z pań i powiedzieć jej, że córce byłoby łatwiej,gdyby nawiązała kontakt z opiekunami, że potrzebuje poczucia bezpieczeństwa. Wychowawczyni nie rozumiała mojego punktu widzenia,za to mówiła dużo o tym, że dzieci muszą się wypłakać,najtrudniej oderwać niektóre od rodziców,a najlepszą metodą jest szybkie wyjście i zamknięcie za sobą drzwi. „Popłacze i przestanie”. Na moją wzmiankę o adaptacji odpowiedziała, że kiedyś pracowała w dużym mieście i tam „było coś takiego”. Ponieważ miały się rozpocząć zajęcia z panią, więc zaproponowałam, że pójdę do sklepu i wrócę zaraz po nich. O dziwo córka zgodziła się na to. Po powrocie, tuż po zakończeniu zajęć, zastałam ją we łzach i wróciłyśmy do domu.

    Po rozmowie z mężem jesteśmy oboje przekonani, że nie możemy zgodzić się na metody stosowane w przedszkolu i nie chcemy zawieść zaufania naszej córki. Nie pracuję, córka jeszcze nawet przez kilka lat może być ze mną w domu, placówka nie jest koniecznością. Myślę jednak od wielu godzin o tym, że taka rezygnacja będzie dla niej pewnego rodzaju porażką,tzn.tak może to odebrać-odrzucenie przez dzieci,stres, lęk. Czy to nie będzie ciężarem na przyszłość? Z drugiej strony nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić,jak inaczej próbować pomóc córce zaaklimatyzować się tam. W przyszłym tygodniu nie mogłabym z nią zostawać,dano mi to do zrozumienia wyraźne, szczególnie, że mam rocznego synka,którym nie będzie miał kto się zaopiekować w tym czasie.
    Jak pomóc dziecku i nam w tej sytuacji? Próbować adaptacji? Jeśli zrezygnujemy,to jak pomóc córce to przepracować?

    Serdecznie pozdrawiam i bardzo przepraszam za ilość tekstu, czuję się zagubiona,a Pani jedyną nadzieją.

    Odpowiedz
    • AStein - 6 września 2017 09:19

      Nie mam poczucie, że to porażka i wątpię, żeby dziecko tak to widziało. To państwo tak to widzicie, więc myślę, że to państwo potrzebujecie przepracować czy to porażka czy zadbanie o siebie i dziecko.

      Odpowiedz
  4. Mona - 15 grudnia 2016 01:01

    Pani Agnieszko. Mamy kryzys przedszkolny po kilku miesiącach nieregularnego(choroby) aczkolwiek radosnego uczęszczania do przedszkola. Syn protestuje, nie chce iść do przedszkola, kurczowo się trzyma rodzica, straszliwie placze(zanosi się, wymiotuje). Uspokaja się tylko przy rodzicu i nie daje mu wyjść z sali. Po wyjściu rodzica płacze jeszcze ponad pół godziny i ciężko go uspokoić zagadać odwrócić uwagę. A takie szybkie rozstania na siłę sugerują Panie. Bo musi się przyzwyczaić? Co czuje dziecko? Dlaczego taka reakcja? Jak się zachować? Jak postępować? Strasznie to dla nas trudne…

    Odpowiedz
    • AStein - 16 grudnia 2016 10:51

      Ja bym podejrzewała, że coś się konkretnego wydarzyło co spowodowało taką zmianę i szukała co to jest.

      Odpowiedz
  5. Ewa - 23 sierpnia 2016 14:16

    Pani Agnieszko, a co w przypadku jeśli to sam rodzic oczekuje od nas takiego zachowania? Chodzi mi o zabieranie dziecka z rąk rodzica.

    Odpowiedz
    • AStein - 30 sierpnia 2016 09:44

      Myślę, że podobnie jak z innymi oczekiwaniami, których nauczycielki nie chcą realizować, bo uważają to za szkodliwe do dzieci. Podobnie jak wtedy, kiedy rodzic oczekuje dokarmiania na siłę, karania dziecka, wymagania od niego czegoś do czego dziecko nie jest gotowe. Nauczycielki mają prawo powiedzieć: my tutaj mamy taką zasadę, że… my tutaj tak nie robimy. A także: nie chcę, żeby wasze dziecko spostrzegało mnie jako tą złą, która wyrywa je od mamy.

      Takie odrywanie na siłę bardzo źle działa też na inne dzieci, które to obserwują, więc to nie do końca jest sprawa między rodzicem a dzieckiem. Warto tylko pamiętać, żeby nie dyskutować takich kwestii w obecności dzieci.

      Odpowiedz
  6. Ania - 8 marca 2016 21:09

    Moja córka była zaledwie kilka dni w przedszkolu. Potem nie chciala chodzić. Dyrektorka przedszkola pordziła nam kilka rzeczy,zeby adaptacja przebiegała łagodniej,możemy m.in.chodzić razem z córką do przedszkola.
    Jedna z opiekunek z którą moja córka byłaby w sali stwierdziła,że nie jest to dobry pomysł,bo się przyzwyczai. Wiele innych osób również tak sądzi.
    My jednak wolelibyśmy,aby ktoś z nią był (konkretnie byłaby to babcia),żeby poznała panie, żeby czuła się w przedszkolu bezpiecznie. Co pani sądzi o takim rozwiązaniu?

    Odpowiedz
    • AStein - 9 marca 2016 18:47

      Jeśli sama dyrektorka to zaproponowała to rozumiem,że jest to do zrobienia w tym przedszkolu.

      Odpowiedz
  7. justyna justyna - 30 października 2014 09:34

    mój syn rozpoczął przedszkole we wrześniu. dobrze sobie radzi, chociaż podczas każdego pożegnania, nadal, zachowuje się „dziwnie”-kryguje się, chowa, udaje. Rozumiem więc, że ta sytuacja jest ciągle dla niego nie łatwa. Ale lubi przedszkole i chętnie chodzi. Martwi mnie jednak to, że w przedszkolu stosowane są kary. Drżę, że kiedyś i na mojego syna spadnie kara i to wszystko bardzo skomplikuje, wyobrażam sobie, że dziecko ukarane może nie chcieć więcej do przedszkola chodzić. Wstrząsnęło mną kiedy zobaczyłam, że dziecko, które np nie chce uczestniczyć zabawie (chce odejść do innego miejsca w sali, bawić się w coś innego) siłą trzyma się na kolanach. Dziecko krzyczy i się wyrywa (już nie dlatego, że walczy o tę inną zabawę, tylko po prostu chce się uwolnić). Podczas nadarzającej się pierwszej okazji poprosiłam, aby nie stosować takich zachowań wobec mojego dziecka – podałam kilka ważnych argumentów. Ciocie się zgodziły, że zamiast tego, w razie potrzeby, będą sadzały dziecko obok siebie, a nie sobie na kolanach. Ale ja nie chciałabym w ogóle kar!! żadnych karnych krzesełek, ani wychodzenia z sali. jak można rozmawiać z Ciocią, która twierdzi, że takie są w przedszkolu zasady? po prostu zasady….

    Odpowiedz
    • AStein - 6 listopada 2014 18:25

      rozmawiać o tym, kto i na jakiej podstawie ustalił takie zasady
      czemu one mają służyć

      Odpowiedz
  8. Justyna - 23 września 2014 16:41

    Powiem kilka słów o moich odczuciach i doświadczeniach. Od kilku lat jestem nianią. Czytam sporo na temat różnych metod wychowawczych, spostrzeżeń. Jestem żywo zainteresowana tym, aby mały człowiek nie czuł się źle, czy nie odczuwał dyskomfortu, a mówiąc prościej, aby go nie „skrzywić”.
    Przykre jest to, co napiszę, jednak z mojej obserwacji wynika, że często brak wiedzy i bezmyślność rodziców, najbardziej krzywdzi ich własne dzieci. Byłam świadkiem kiedy dziecko w wieku 5 lat dostawało od taty lanie pasem. Innym razem dwulatka spadła ze schodów, będąc pod opieką mamy, która kazała jej być cyt”ostrożna” . Mogę mnożyć jeszcze wiele przykładów ale chyba nie ma powodu. Podsumowując, myślę że każdy rodzic ma prawo wychować dziecko jak chce ale też bym nie przesądzała i nie demonizowała, że obce osoby, czy placówki to zło, a rodzic to zawsze dobro.
    Jest jeszcze jeden wniosek. Jak się nie wtrącić, kiedy rodzic zasłaniając się dobrem dziecka, postępuje po prostu źle? Ostatecznie jestem tylko nianią, której się płaci i w mniemaniu wielu rodziców powinnam siedzieć cicho…

    Odpowiedz
  9. Piotr - 12 września 2014 20:34

    Cenię Pani wrażliwość na to co czuje drugi człowiek – czyli DZIECIĄTKO. Ja dziś próbowałem poruszyć temat wychowania dzieci z sąsiadami na wspólnym spotkaniu na placu zabaw, ponieważ od dwóch lat przyglądam się jak wg moich obserwacji krzywdzą swoje dzieci. (sąsiedzi nazywają to wychowaniem). W skrócie powiem że chodzi o model wychowania przez krzywdzenie, krzywda jako napęd do rozwoju ich dzieci. Stosują krzyki, bicie, szarpanie, wyładowywanie swoich emocji, pogardliwe mówienie, mówienie bez szacunku, wytykanie błędów w sposób arogancki. Nie mam na to wewnątrz siebie zgody, wydaje mi się że to jest zabijanie bezbronnego, potrzebującego nieustannie miłości dziecka. Powiedziałem tylko jedno zdanie na spotkaniu typu „wychowanie przez krzywdzenie” i od razu próbowano mi dołożyć. No cóż uruchomiło się poczucie winy i słusznie wg mnie, zadając własnemu dziecku razy rózgą po plecach, za to że w wieku 3, 4 czy 5 lat nie wie wszystkiego o świecie, sobie, życiu itp tak się kończy. Wybrnąłem z tego , ale widziałem ile nie przepracowanej złości mają w sobie sąsiedzi. Chciałbym im przekazać że to nie tak, ale niestety aż takiej mocy nie mam. Ale powiem jeszcze pozytywną rzecz, że ja sam jestem szczęśliwym ojcem 2,8 letniego synka Jasia, który właśnie rozpoczyna chodzenie do przedszkola (żłobka) i razem z żoną wysyłamy go w nowy świat, który dla niego myślę jest ciekawy ale i trudny. Jednak widzę że mój syn jest bardzo dzielny i świetnie sobie radzi, a samo przebywanie w nowym miejscu z nowymi ludźmi jest dla niego bardzo rozwijające. Po przyjeździe do domu, zaczyna używać nowych słów i zwrotów, co jest dla nas zadziwiające. Powiem jeszcze że dziś spędziłem z moim Jasiem kilka godzin sam na sam i ciesze się że miałem taką możliwość, bo to jest wielki dar.

    Odpowiedz
  10. Monika - 9 września 2014 15:01

    Agnieszko bardzo dziękuję za słowa otuchy, wsparcia. Dziękuję. Właśnie tak się organizujemy, żeby córcia była jak najkrócej, ale nie wiem jak to nazwać – oswojenie akceptacja czy rezygnacja ze strony Oli, ale płacz związany z rozstaniem staje się coraz krótszy, chociaż częściowo jest wtedy ze mną a potem znika całkowicie w ferworze zabawy i koleżanek. czy mam to rozumieć jako sukces?

    Odpowiedz
    • AStein - 11 września 2014 22:21

      myślę, że Ty to lepiej rozpoznasz, czy ona się tam coraz lepiej czuje, niż ja

      Odpowiedz
  11. Dominiks - 8 września 2014 19:55

    Pani Agnieszko,mam wielki problem z adaptacją rocznej córeczki w żłobku. Obie mamy. Zawsze jest pierwszym dzieckiem w żłobku, nie chce zostać z paniami, przenikliwie krzyczy, nie uspokaja się przy nikim poza mną lub tatą. Natychmiast do niej wracam i jestem do końca. Martwię się, bo zaraz powinnam wrócić do jako takiej dyspozycyjności w pracy,a nie sądzę,by przełom miał nastąpić w ciągu tygodnia. Co mogę zrobić,by nam pomóc? Mimo, że dotąd córka prawie nie chorowała od piątku jest przeziębiona i jesteśmy w domu. Jestem pewna, że to spadek odporności związany ze stresem. Z dziećmi raczej się mijała niż bawiła,to dopiero powstająca kameralna grupa…

    Odpowiedz
    • AStein - 8 września 2014 23:09

      skoro grupa taka kameralna to adaptacja może przypominać taką, którą się robi, kiedy dziecko poznaje nianię
      czyli może na razie byście się nastawili na to, żeby ona się chciała bawić z paniami, kiedy mama lub tata są obok?
      może nie ma co się rozstawać, żeby potem wracać
      jak córka zaufa, że panie też są bezpieczne to może nastąpić przełom, choć oczywiście nie ma gwarancji

      Odpowiedz
  12. monika - 7 września 2014 21:16

    Agnieszko doradz proszę co mówić mojej 3-letniej córce kiedy ta jak mantrę powtarza że nie chce iść do przedszkola. Miniony tydzień był pierwszym trudnym tyg -pożegnania były dlugie i pełne placzu a potem było super. Co robić i co mówić by Ją wesprzeć?

    Odpowiedz
    • AStein - 7 września 2014 22:46

      myślę, że najważniejsze, żeby być przy niej i uważnie jej słuchać
      i zaakceptować to, że ona może się tak czuć

      może uda jej się powiedzieć, co było dla niej takie trudne? i może da się na to coś zaradzić?

      Odpowiedz
      • Monika - 8 września 2014 14:59

        Właśnie usiłuje tak robić, słuchać, akceptować jej zdanie ale z racji sytuacji zawodowej muszę odprowadzić ją do przedszkola, czyli tak że jej nie słucham:) Rozstanie jest strasznie bolesne i dla niej i dla mnie. Do tej pory żyłyśmy w „zgodzie”, doskonale się rozumiejąc a teraz pojawiają się napady złości i szału – i wiem że ta sytuacja ją po prostu przerasta emocjonalnie. czy Agnieszko proponujesz żeby pomimo jej sprzeciwu odprowadzać córkę tłumacząc że takie mamy obowiązki że przyjdę o konkretnej godzinie?dziękuję

      • AStein - 8 września 2014 19:09

        myślę, że to ma znaczenie
        że ona idzie do przedszkola bo taka jest Wasza sytuacja rodzinna, ale wie, że mama rozumie, że jest jej trudno
        dobrze by było, żeby na razie była tam jak najkrócej, na ile to możliwe

  13. Kasia - 5 września 2014 12:00

    A Pani Agnieszko, w jaki sposob „najlepiej” pozegnac się z dzieckiem zostajacym w przedszkolu badź u babci/cioci ? Ja zostawiam moja corkę u mamy i codziennie (no prawie coziennie) jak wychodzę do pracy słysze ” idź, popłacze i zaraz przestanie”. Zostaję i mocno przytulam ale miewam nieraz watpliwości czy aby na pewno robię dobrze.

    Odpowiedz
    • AStein - 7 września 2014 22:48

      nie wiem, nie ma na to pytanie jednej odpowiedzi
      rozumiem, że córka zostaje z osobą, którą dobrze zna i której ufa

      może tylko babcia mogła by mówić innymi słowami o smutku córeczki, na przykład: idź, my się tutaj poprzytulamy, a potem się pobawimy razem
      albo – idź, ja się nią zaopiekuję

      Odpowiedz
  14. Iwona - 4 września 2014 22:20

    Moja cora idzie w poniedziałek do zlobka. Nie ma innego wyjscia, bo musze wracac do pracy. Ma 8 miesiecy. Obawiam sie tego, a z drugiej strony ufam osobom pracujacym w zlobku. Na razie tydzien adaptacyjny, a potem juz nie bedzie mnie widziec 8 godzin. Ciezko bedzie rozstac sie z nia na tyle godzin. A jak ona bedzie to przezywac? Nie moge jej obiecac, ze przyjde po nia za 8 godzin, bo i tak tego nie zrozumie.

    Odpowiedz
    • AStein - 5 września 2014 09:46

      Myślę, że dla niej będzie najważniejsze doświadczenie. To, że zawsze przychodzisz. I regularność, czyli, że stale przychodzisz w podobnym miejscu planu dnia. Np. po podwieczorku.

      Odpowiedz
  15. anna - 4 września 2014 21:17

    Dziękuję za te słowa. Bardzo ich dziś potrzebowałam

    Odpowiedz
  16. nvc - 4 września 2014 19:25

    Tak przy okazji, to trochę mdły jest dla mnie ten nowy wygląd strony.

    Odpowiedz
  17. Yoasiek - 4 września 2014 11:18

    Dziękuję za te słowa. Dodają pewności siebie. Córka dziś potrzebowała mnie dłużej przy rozstaniu, zostałam ale martwię się czy i tak nie za krótko. Cóż, mam nadzieje ze to tylko moje obawy. Jeszcze raz dziękuję.

    Odpowiedz
    • Yoasiek - 5 września 2014 15:30

      A jednak usłyszałam wieczorem „tęskniłam i płakałam… przecież mówiłam ze chcę iść z tobą do pracy” 🙁

      Odpowiedz
      • AStein - 7 września 2014 22:49

        fajnie, że córka wie, że może mamie szczerze powiedzieć, jak się czuła

    • Yoasiek - 11 września 2014 09:51

      Ten tekst podobnie jak i odpowiedzi na komentarze
      „fajnie, że córka wie, że może mamie szczerze powiedzieć, jak się czuła”
      „myślę, że to ma znaczenie że ona idzie do przedszkola bo taka jest Wasza sytuacja rodzinna, ale wie, że mama rozumie, że jest jej trudno”

      muszę sobie póki co powtarzać co rano. Ot, takiego „rozgrzeszenia” chyba potrzebuję, że nie robię córce krzywdy tym przedszkolem.
      Dziś rano awantura o wszystko, przy ubieraniu płacz „nie chcę do przedszkola”, a w przedszkolu już buziak i bieg do sali. Podobno podczas pobytu nie płacze, za to rozżala się kiedy przychodzę, choć nie trwa to długo, zwykle w szatni już jest radosna.

      Chyba potrzebowałam się „wygadać”, cieszę się, że mogę mieć w głowie te słowa, co powyżej.

      Odpowiedz

Skomentuj!