Previous
Next

skin to skin

Obiecałam jakiś czas temu, że napiszę tutaj o kontakcie skóra do skóry i o pierwszym kontakcie z dzieckiem i chcę teraz dotrzymać obietnicy. Pomyślałam też, że to dobra okazja, żeby na tym przykładzie napisać o pewnym mechanizmie, który czasem utrudnia rodzicom korzystanie z wiedzy o rozwoju dzieci, z jaką się spotykają.

To jest, albo powinien być, przedmiot ogromnej troski wszystkich specjalistów. Żeby z jednej strony jasno i wprost pisać i mówić o wadach i zaletach różnych rozwiązań i działań w kontakcie między dzieckiem i rodzicem. O tym, co pomaga w budowaniu dobrych relacji, a co je utrudnia. A z drugiej strony, żeby pamiętać, że  rodzice zawsze wybierają najlepsze dostępne dla nich rozwiązanie. Więc ważne jest, żeby nie obciążać ich poczuciem winy za coś, czego teraz nie mogą już zmienić.

Z jednej strony mogę pisać, że kontakt z dzieckiem tuż po narodzinach jest niezwykle ważny. Pomaga w tworzeniu się więzi między nim a rodzicami. Że każdy profesjonalista powinien to uszanować. Że ewentualne zrezygnowanie z tego kontaktu, musi być podyktowane jakimiś ważnymi względami, a nie po prostu rutyną czy nieświadomością tego, jak bardzo taki kontakt jest istotny.

Dlatego bardzo sobie cenię wszystkie teksty, które mówią o tym, że matka i dziecko mają prawo do pierwszego kontaktu (i tata też). Które przypominają, że pierwszy kontakt bardzo ułatwia dobre rozpoczęcie karmienia piersią i to z wielu powodów.

  • Na przykład dlatego, że takie karmienie jest baby-led czyli to nie matka przystawia dziecko do piersi, tylko dziecko samo się do niej przysysa.
  • Dlatego, że nagiemu i nie wykąpanemu dziecku rozpoczęcie ssania przychodzi łatwiej.
  • Dlatego, że przy pierwszym kontakcie jakoś raczej wszyscy rozumieją, że trzeba będzie poczekać, aż dziecko zacznie ssać, a kiedy karmienie ma się zacząć w innym momencie to trudniej jest czekać godzinę czy dwie, aż dziecko będzie gotowe.

To wszystko jest ważne i im więcej będzie na ten temat słychać, tym mniej będzie sytuacji, kiedy pierwszego kontaktu nie było i właściwie nie wiadomo dlaczego. Albo takich, kiedy rodzice mówią, że żałują, ale że nie wiedzieli, że tak można i nikt im nie powiedział.

Ale jest druga strona medalu. Rodzice, którzy realnie są w takiej sytuacji, że pierwszy kontakt skóra do skóry, zaraz po porodzie, się nie odbył. I dla nich informacja jaki ten kontakt jest ważny jest czasem frustrująca. Bo oni nie mogli, nie mieli, nie wiedzieli, a teraz to tylko mogą żałować.

No właśnie, że nie tylko.

Co więc jeszcze można zrobić?

  • Zrobić sobie kontakt skóra do skóry najwcześniej jak się da. Kiedy tylko rodzice dostaną dziecko. Warto je wtedy rozwinąć z ubranek i położyć sobie na nagiej skórze. Dać mu czas na zapoznanie się z ciałem i zapachem rodziców a zwłaszcza mamy, kiedy dziecko ma być karmione piersią.
  • Można też zrobić kontakt skóra do skóry po powrocie do domu.
  • Albo po miesiącu, jeśli tyle właśnie ma dziecko, a rodzice dowiedzieli się, że to ważne i mają na to ochotę.
  • Albo tak naprawdę w dowolnym innym momencie życia dziecka jeśli rodzice i dziecko tego pragną.

Bo kontakt z nagą ludzką skórą jest potrzebny ludziom w każdym wieku.

  • Kiedy dziecko jest malutkie przyjmuje on przeważnie formę kangurowania.
  • Kiedy jest trochę starsze, dziecko ma kontakt skóra do skóry podczas karmienia piersią, ale dla wielu dzieci to jest za mało. Chcą więcej.
  • Szczególnie ważne jest by dać kontakt ze skórą dzieciom, które karmione są butelką.
  • Kontakt ze skórą może też mieć formę masażu, wspólnej kąpieli czy prysznica.
  • Dzieci 2-3 letnie, które są nadal karmione piersią często domagają się, żeby mama karmiła je w taki sposób, żeby mogły się całe przytulić do nagiego brzucha.
  • Wiele dzieci wkłada ręce pod ubranie, przytula się, dotyka twarzy rodziców albo domaga się drapania, głaskania, masowania.

Dotyk ludzkiej skóry jest wyjątkowym bodźcem, którego chyba nie da się niczym zastąpić. Ale na który, na szczęście, nigdy nie jest za późno.

Announce

New
arrival

2019 collection

Let’s face it, no look is really complete without the right finishes. Not to the best of standards, anyway (just tellin’ it like it is, babe). Upgrading your shoe game. Platforms, stilettos, wedges, mules, boots—stretch those legs next time you head out, then rock sliders, sneakers, and flats when it’s time to chill.