III. kary, dlaczego nie?


 photo profil.jpg

III. kary, dlaczego nie?

Ten tekst (to trzecia część cyklu, dwie pierwsze można przeczytać TUTAJ i TUTAJ) dotyczy tego, dlaczego kary są metodą postępowania z dziećmi, z której warto zrezygnować. Będzie więc głównie o wadach kar. Następny tekst będzie o tym, co uznawane jest czasami za zalety karania, czyli o tym, dlaczego tak trudne bywa zrezygnowanie z karania.

 

  1. Kary naprawdę nie są skuteczne. Jest bardzo wiele badań, które pokazują to, co właściwie jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem. Kara wywołuje niechęć do karzącego i niechęć do współpracy z nim. Długoterminowo osoby, które stosują kary mają mniej wpływu na zachowanie swoich dzieci.
  2. Kary powodują często bunt, chęć przeciwstawienia się. Nawet jeśli dziecko nie komunikuje swojego oporu wprost, bo boi się reakcji dorosłego, to dalej jego myśli dotyczą raczej poczucia krzywdy niż chęci poprawy i zmiany swojego zachowania.
  3. Kary są pozornie skuteczne. Poprawa, która następuje po karze, jest spostrzegana jako wynik kary, nawet wtedy, gdy nie ma z nią związku. Zazwyczaj dzieci są karane wtedy, kiedy w oczach rodziców zachowują się bardzo “źle”. Niezależnie od tego, co robimy niemożliwe jest żeby dziecko zachowywało się “źle” przez cały czas, w pewnym momencie jego zachowanie się zmieni. Więcej pisałam o tym TUTAJ
  4. Kara opiera się na władzy. Na założeniu, że jedna osoba, ma prawo decydować o tym, co ma robić (a czasem nawet, co myśleć) drugi człowiek. Kiedy ten, kto ma być posłuszny nie robi tego, czego chce od niego silniejszy, jest uważany za złego, tego, kto źle postępuje a nie za kogoś, kto miał inne zdanie.
  5. Kary zachęcają do kłamstwa i ukrywania swoich zachowań przez karanych. Dziecko, które obawia się kary, często bardziej myśli o tym, jak ukryć swoje zachowanie niż o tym, żeby z tego zachowania zrezygnować.
  6. Trudno jest zrezygnować z karania. Kara powoduje w osobie, która ją stosuje złość na osobę karaną. Żeby poradzić sobie z trudnymi emocjami jakie w niej powstają osoba stosująca kary często tłumaczy sobie zachowanie dziecka w kategoriach bardzie intencjonalnych i celowych zachowań niż gdyby nie zastosowała kary – po to, żeby móc sobie powiedzieć, że kara była konieczna. 
    Osoby stosujące kary nie uczą się też najczęściej nowych metod radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Mają poczucie, że nie muszą, bo mają świetny sposób na wszystko – karę.
  7. Ludzie, którzy widzą, że kara nie działa wymyślają coraz mocniejsze kary. Każda kara traci na wartości, dziecko przyzwyczaja się do niej i uczy się sobie z nią radzić. To powoduje, że pojawia się pokusa tego, żeby zastosować mocniejszą karę, skoro ta poprzednia nie robi wrażenia. To może doprowadzić do eskalacji, w której bardzo łątwo sięga sie po coraz bardziej przemocowe metody.
  8. Kara niszczy relację z dzieckiem. Dziecku coraz trudniej jest uwierzyć, że dorosły robi mu przykrość dla jego dobra. Coraz trudniej jest zaufać, że dorosły stanie po stronie dziecka. Coraz trudniej jest o szczerość, bo szczere komunikowanie może spowodować zagrożenie karą za złamanie jakiejś zasady.
  9. Kara niszczy empatię karzącego. Rodzic, który intencjonalnie robi przykrość dziecku, musi wyłączyć swoją empatię, żeby w ogóle mógł ukarać. Po wielu takich sytuacjach trudniej jest reagować empatycznie także w innych okolicznościach.
    Karzący nie rozwija swojej empatii również przez to, że najczęściej w ogóle nie interesują go powody, dla których dziecko zachowało się w określony sposób.
  10. Ludzie, którzy stosują kary rzadko mają motywację, żeby szukać innych metod skoro mają taką świetną, uniwersalną metodę wychowawczą jak kara. Często radzą sobie z dyskomfortem, który powoduje w nich karanie przez szukanie kar, które nazywają innymi słowami, takimi jak np. konsekwencja. Albo poprzez zdejmowanie z siebie odpowiedzialności: to on zdecydował, że złamie zasadę, ja tylko robię to, co muszę zrobić, żeby być konsekwentnym.
  11. Kara zakłada złą wolę dziecka, że mogło inaczej, a nie chciało. To nie jest dobra baza do budowania bliskich relacji. Utwierdza rodziców w przekonaniu, że dzieci buntują się i rola rodzica polega na złamaniu ich woli i zmuszeniu ich do współpracy.
  12. Osoby stosujące kary często nie biorą pod uwagę możliwości rozwojowych dzieci. Wiele osób karząc dziecko nie ma rozeznania w tym, co może i potrafi zrobić dziecko w danym wieku, a co może być dla niego za trudne. Karzący rodzice nie maja też często rozeznania w potrzebach rozwojowych dzieci, bo większość zachowań, za które dzieci są karane, wynika z tego, że dziecko najlepiej jak potrafi stara się zaspokoić swoje potrzeby.
  13. Kary uczą, że silniejszy wygrywa. Taką postawę dzieci przenoszą potem na swoje relacje z innymi dziećmi a także na relacje z innymi ludźmi w ogóle.
  14. Kary są modelem tego, jak radzić sobie w konfliktach z ludźmi. Pokazują, że w konfliktowej sytuacji zamiast szukać porozumienia, rozwiązań typu “wygrana-wygrana” wystarczy określić, kto jest silniejszy i ma władzę.
  15. Kara nie uczy dobrego zachowania. Pokazuje dziecku, czego dorośli nie chcą, żeby robiło, ale nie uczy go, jak inaczej mogłoby się zachować, żeby zadbać o swoje potrzeby. Często dorośli, którzy stosują kary, sami nie mają pomysłu jak zachowaliby się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej znalazło się dziecko.
  16. Kary powodują, że dużo trudniej jest dowiedzieć się od dziecka, co się stało, że tak się zachowało. Dziecko, które zostało ukarane, albo obawia się, że zostanie ukarane stara się zazwyczaj unikać dorosłego. Rzadko ma odwagę i gotowość, żeby dzielić się z nim swoimi intencjami, myślami czy potrzebami.
  17. Kara działa tylko na zachowanie, nie działa na zmianę postawy. Za pomocą kary można spowodować, że ktoś nie będzie czegoś robić. Ale nie można zmienić tego, jak dziecko myśli o danym zachowaniu. Czasem kara zmienia postawę na przeciwną do oczekiwanej. Rzeczy za które ludzie są karani, stają się dla nich bardziej atrakcyjne.
  18. Kara uczy koncentrować się na zachowaniach, sugeruje, że nie miały żadnej przyczyny. To nie pomaga dzieciom w uczeniu się wglądu, czyli rozumienia samych siebie. Nie pomaga w tym, żeby dziecko uczyło się myśleć o tym, jakie emocje, myśli, intencje stały za jego zachowaniem, bo z punktu widzenia karzącego to jest nieważne. Zdarza się też, że osoba wymierzająca karę na siłę przypisuje dziecku inne intencje niż te, które dziecko w sobie rozpoznaje.
  19. Kara jest rozładowaniem napięcia dla karzącego, można się od tego uzależnić. Złość i agresja powodują ulgę, której powtarzanie bywa kuszące.
  20. Kara podnosi wartość zakazanego owocu. Jeśli ukarzemy dziecko za coś, to podniesiemy tym samym wartość tego zachowania, które staramy się mu uniemożliwić.
  21. Kara nie uczy odpowiedzialności. Uniemożliwia przyjęcie konsekwencji swoich działań dziecku, bo odbiera mu autonomię. Kara pokazuje też dziecku, że silniejszy – dorosły, nie musi być odpowiedzialny. Może powiedzieć – to twoja wina, że muszę cię ukarać.
  22. Kara daje dziecku sygnał, że źle jest troszczyć się o własne potrzeby. Za troszczenie się o własne potrzeby dziecko jest karane, a kiedy próbuje zatroszczyć się o inne swoje potrzeby i uniknąć kary, często jest karane za to dodatkowo.
  23. Kara narusza poczucie bezpieczeństwa dziecka. Osoba, do której dziecko chce się chronić w poszukiwaniu bezpieczeństwa i osoba, przed którą dziecko chce się schronić, stają się tą samą osobą.
  24. Rodzice, którzy stosują kary robią to dość przypadkowo. Często za to samo zachowanie dziecko raz jest karane a raz nie, zależnie od aktualnej formy i nastroju rodzica. Często też się zdarza, że dziecko nie jest karane za „poważniejsze” przewinienia a jest karane za rzeczy mniej niebezpieczne, mniej istotne np. dlatego, że rodzic jest zmęczony, albo dlatego, że inni ludzie obserwują co zrobi rodzic.

Wiem, że trudno jest to czytać. Ale myślę, że jest bardzo potrzebne, żeby to wszystko zostało napisane.

Kary naprawdę szkodzą. Szkodzą relacji rodziców z dziećmi, szkodzą rozwojowi dzieci, szkodzą samym rodzicom.

Dlatego zrezygnowanie z kar zmienia relację na lepsze nawet, kiedy rodzice nie wprowadzają żadnej innej zmiany w swoich relacjach z dziećmi. W połączeniu z większą świadomością i rozwijaniem w sobie umiejętności widzenia rzeczywistości  z perspektywy dziecka oraz zdobywaniem wiedzy o rozwoju dzieci zmiany mogą być jeszcze większe.

25 komentarzy

  1. Kris - 7 grudnia 2016 00:02

    Kary są złe i niszczą.
    Więc znieśmy zwolnienia z pracy….
    Zlikwidujmy więzienia.
    Zlikwidujmy policję….

    Co sie dzieje w szkołach można zaobserwować. Nie karane dzieci znęcające się nad nauczycielem który się ich boi i nie ma narzędzi skutecznej reakcji.
    Boję się że autorka nie bardzo odnalazła by się w społeczeństwie anarchistycznym do jakiego prowadzi zaburzenie systemu kar który jest w naturze od lat.

    W USA ludzie nie karani chodzą do psychoterapeutów bo świat dojrzałych osób z systemem nagród ludzi przerasta. Oni nie zostali przygotowani na to że będą rozliczani z swoich czynów z wydajności w pracy….

    Nawet system ocen jest systemem kar i jego też wielu chce znieść całkowicie bo teraz jest zniesiony do 3kl.
    Naprawdę wiele osób jest zdziwionych jak dostają dyscyplinarki w pracy bo siedzieli na fb zamiast pracować. Nie rozumieją… Czują pokrzywdzeni bo rodzice pozwalali zamiast robić lekcje siedzieć na fb….

    Coraz liczniejsze napastowania i gwałty w grupach młodzieży. Wymuszanie zachowań… Przecież nie ma kar…

    Dziecko zrobi coś głupiego i sie połamie a rodzice skarżą szkołę bo szkoła powinna….
    Super.

    Jak po jednej rozmowie z rodzicami małych bandytów i kolejnej i jeszcze kolejnej zgłasza sie sprawę na policję to jest szok. Co gorsza obrona oprawców bo przecież oni nie mogą być ukarani ! Są idealni i nie zasługują na sąd i karę!

    Ale inne dziecko zasługuje na bycie bitym i poniżanym przez kolegów?
    A może właśnie zasługiwali i zasługują a jej nie dostali?

    Czy 12latka zasługuje żeby usłyszeć od 13 latków że by ją chętnie „pukneli” z podtekstem ze by ją zgwałcili?
    Wszystko co opisuję to dzieci wychowywane bez kar…. Więc co zwiodło?

    Jakie na to ma Pani odpowiedzi?

    Na koniec zacytuję 13 latkę z narastającymi problemami z prawem.
    „chciała bym mieć takich rodziców jak ty którzy mnie by karali. Moi sie kompletnie nie przejmują tym co robię i na wszystko pozwalają. Kompletnie sie mną nie interesują”

    Niestety ale kara jest dla dziecka ważna. Nie samo „załatwienie spraw”
    Dobrze przyłożona kara ściąga napięcie i działa jak oczyszczenie.
    Trochę podobnie jak spowiedź.

    Oczywiście z karą musi iść wyciągnięta do pomocy ręką.

    Nie karząc można wyrządzić większą krzywdę niż karząc.

    Odpowiedz
    • AStein - 8 grudnia 2016 19:31

      Mam inne doświadczenie

      Odpowiedz
  2. Ania - 27 marca 2016 07:33

    Pani Agnieszko, swietne teksty, bardzo pomagaja mi wdrazac w zycie to co juz wiem o RB i dodatkowo moge dzieki Pani skupic sie na konkretnych elementach/skladowych wychowania. Nie zgadzan sie z tym, ze niektorymi przedmowcami tutaj. Polacam wszystkim watpiacym w RB lemture „Madrzy rodzice” Margot Sunderland na ppczatek. Mysle, ze po tej lekturze beda Panstwo w stanie spojrzec na dziecko inaczej od samej podstawy, a wtedy bedzie tez mozna podyskutowac konkretnie na temat RB. Tak mysle…

    Odpowiedz
  3. Pingback: IV. Rezygnacja z kar | Agnieszka Stein

  4. Magda - 21 sierpnia 2015 11:47

    Od urodzenia staram się stwarzać synowi (14 m-cy) takie środowisko do rozwoju, w którym jest bliskość i zrozumienie dla jego potrzeb i możliwości. Nie stosowanie nagród i kar w niemowlęctwie jest łatwe. Stosunkowo łatwo jest też nakłonić inne bliskie dziecku osoby do sprawowania takiego rodzaju opieki. Widzę jednak, że nastawienie dorosłych zmienia się diametralnie w momencie, kiedy dziecko z leżącego i bezbronnego maluszka zmienia się w chodzącego na własnych nogach i stanowczo wyrażającego swoje zdanie „dużego chłopaka”. Już słyszę, że na wszystko mu pozwalam, że on już wszystko świetnie rozumie i że czas zacząć od niego wymagać… Widzę do czego to zmierza i jak narastają na tym tle konflikty w rodzinie. Coraz trudniej mi z jednej strony panować nad własnymi odruchami i emocjami (nie byłam wychowana w duchu RB i dużo mam do przepracowania), a z drugiej nakłaniać tatę i babcię do zmiany stereotypowego podejścia do wychowania. Niepokoi mnie i frustruje coraz częstsze tłumaczenie, upominanie i nawoływanie bliskich do traktowania dziecka „po mojemu” (mama naczytała się internetów i psuje chłopaka).
    W związku z tym mam JEDNO PYTANIE: a co jeśli bliskie dziecku osoby mają odmienne style wychowania?? Jeśli np. mama jest empatyczna i skupiona na potrzebach, tata wymagający i skupiony na zachowaniach, a babcia stosuje nagrody i kary? Dla chłopca przykładem i wzorem do naśladowania jest ojciec.

    Martwi mnie, że moje wysiłki, aby zbudować z dzieckiem relację opartą na zaufaniu i zrozumieniu dla wzajemnych potrzeb są skazane na porażkę.

    Odpowiedz
    • AStein - 2 września 2015 17:11

      Nawet jeśli jedna osoba w otoczeniu dziecka nie stosuje nagród i kar to i tak ma to sens. Myślę też, że łatwiej jest rozmawiać z osobami mającymi wątpliwości, kiedy rozmawia się o konkretnych sytuacjach i kiedy można zaproponować jakiś inny sposób poradzenia sobie w danej sytuacji niż ukaranie dziecka.
      Relacja z babcią jest inna niż relacja z rodzicami. Dużo zależy od tego jak duży jest wkład babci w opiekę nad dzieckiem. Jeśli babcia tylko czasami widuje się z wnukiem to starałabym się trzymać zasady, że wychowaniem zajmują się przede wszystkim rodzice.
      Jeśli babcia dość często opiekuje się wnukiem może to nie być możliwe i wtedy też warto rozmawiać o konkretnych sytuacjach. Pamiętając jednak, że każdy buduje swoją relację z dzieckiem tak, jak potrafi a babcia nie jest płatną opiekunką tylko członkiem rodziny.

      Sytuacja, kiedy podejście rodziców się różni bywa dla nich obojga trudna. Warto wtedy poświęcić czas na to, żeby postarać się nawzajem zrozumieć swoje podejście i powody, które za nim stoją.

      Odpowiedz
  5. Ula - 15 sierpnia 2015 02:47

    W pierwszej chwili – spostrzegając nagłówek, sam tytuł – pomyślałam sobie „Ja nie stosuję kar”. Bo przecież nigdy nie wypowiadam tej formułki „Za karę nie będziesz/nie pójdziesz/nie dostaniesz…” Po przeczytaniu wszystkich trzech artykułów w tym temacie stwierdziłam, że jednak stosuję kary. I zgadzam się z tym, że w większości wypadków zależy to od mojego nastroju, stanu, w jakim się znajduję, od braku cierpliwości. I faktycznie – zdarza się wówczas, gdy przypisuję dzieciom złą wolę.
    Jestem mamą trójki dzieci – 5latka, 3latki i miesięczniaka. I najtrudniej mi w wychowaniu radzić sobie ze swoimi emocjami. Napisała Pani w którymś miejscu, że można się tego nauczyć – mam ciągle wrażenie, że jestem „w połowie drogi”, w jakimś dziwnym rozkroku. wydaje mi się, że już coś w sobie przepracowałam, a potem drobna rzecz i buch – jakby ktoś zapałkę zapalił w jednej chwili się irytuję…
    I najtrudniej mi z pięciolatkiem – kiedy był mały byłam mniej dojrzała, po lekturze niewłaściwych książek (nie spaliśmy razem, kiedy miał 8 miesięcy zaczęło mnie już męczyć nocne karmienie piersią). Mam w związku z tym duże poczucie winy, że mu czegoś nie dałam, że spowodowałam jakieś braki emocjonalne… Nie chcę na tym budować relacji, ale czuję, że taki głos we mnie powraca (czyli że tego jednak nie zamknęłam). Obserwuję też, że najczęściej upominam właśnie tego najstarszego, najczęściej się irytuje, jeśli nie usłyszał/nie zrobił… Nie wiem, czy mam dobrą intuicję, ale tak jakbym oczekiwała, że on będzie super i przez to zdejmie ze mnie to poczucie winy…?
    Przepraszam, że piszę tutaj. Może nawet już gdzieś indziej Pani o tym pisała… Jest noc, jest cicho i jakoś tak łatwiej spojrzeć z dystansu…

    Odpowiedz
    • AStein - 15 sierpnia 2015 11:44

      Myślę, że to może być tak z tym poczuciem winy. Generalnie im więcej ludzie przeżywają poczucia winy, tym więcej się złoszczą.
      O radzeniu sobie z emocjami trochę pisałam i na pewno nie raz jeszcze napiszę.

      Odpowiedz
  6. Justyna - 15 sierpnia 2015 02:44

    Ok. Kary są złe. Przyjmuje to, argumenty są treściwe i przekonujące. Tutaj jest wszytko jasne. Tylko co dalej? Co ja mam zrobić z własnym życiem by było inaczej? Póki co jedyne co potrafię to posługiwanie się karami i straszenie. W głębi serca zgadzam się z Panią i wiem, że to co robię nie niesie pozytywnych skutków, ale nie wiem jak zmienić swoje postępowanie. Zdaję sobie sprawę, że to ja muszę tu wykonać pracę i się zmienić, a zmiana zachowania dziecka będzie naturalną konsekwencją i przyjdzie z czasem. Widzę zmianę myślenia i małe zmiany w postępowaniu (np w zwracaniu się do dziecka), która następuje przy czytaniu Pani i Magdaleny Musiał. Często po przeczytaniu tekstu poszerzają mi się horyzonty, zwiększa mi się wiedza, poznaję inne spojrzenia na daną sytuację, ale bardzo często brakuje mi tutaj podania rozwiązania, albo chociaż nakierowania na to rozwiązanie. Wiem, że powinnam inaczej postępować, (np. nie krzyczeć, nie karać), ale w danej chwili nie potrafię tego wprowadzić w życie tylko postępuje utartym schematem. Odczuwając skrajną złość i zdenerwowanie wydaje mi się nadludzkim wysiłkiem to, że powstrzymuje się od bicia, a jak w tym momencie złapać dystans na tyle, by spojrzeć na dziecko i zobaczyć jego potrzeby? Często mam wrażenie, że po przeczytaniu wpisu zwiększa mi się wiedza, ale efekt w moim zachowaniu jest odwroty do zamierzonego. Narasta we mnie frustracja spowodowana rozbieżnością między codziennością a „ideałem” zawartym we wpisie. To z kolei rodzi jeszcze mniejszą cierpliwość do dziecka przy jednoczesnym większą chęcią zmian, którą sprowadza się do jeszcze większej presji na dziecko. W codzienności posługuję się nabytymi schematami działań, choć serce podpowiada, że nie tędy droga. Jak zacząć się zmieniać? Co na początek? Jak ogarnąć temat własnych emocji, które mną żądzą? Jakie powinny być pierwsze zmiany, które będę wprowadzać w życie? Potrzebuję totalnych podstaw. Lekcji „dla zielonych”. W jakich dobrych, wartościowych, źródłach wiedzy szukać pomocy?

    Odpowiedz
    • AStein - 15 sierpnia 2015 12:44

      źródeł jest dużo, coraz więcej
      i to nie tylko źródła pisane, ale też różne warsztaty, webinaria itp
      czasem pomaga spotkanie podobnych osób i obserwacja jak one sobie radzą
      Ale na pewno zmiana wymaga czasu i właśnie takich małych kroków o jakich Pani pisze. Jednym z takich kroków może być na przykład to, żeby w chwilach silnej złości starać się powstrzymać w ogóle od reakcji póki nie odzyska Pani spokoju na tyle, żeby kontrolować swoje zachowanie.
      Z książek proponuję Alfiego Kohna Wychowanie bez nagród i kar. I drugą książkę Psychowzroczność Daniela Siegela, która jest bardziej o pracy nad sobą.

      Odpowiedz
    • Ola - 25 września 2015 10:25

      Mam podobne jak Ty trudności. Chociaż staram się jaj tylko potrafię nie straszyć i nie karać, to w chwili złości nie potrafię potraktować dziecka z empatią i szacunkiem, krzyczę, odrzucam, emocjonalnie się od niego odcinam. Wiem, że przynosi to szkody zarówno dziecku, jak i mnie, całej rodzinie zresztą. Znam ideę RB, zgadzam się z nią i trafiła do mojego przekonania kiedy tylko się z nią zetknęłam, tak właśnie chciałam wychowywać dzieci, inaczej niż zostałam wychowana sama.

      Odpowiedz
    • Wiki - 6 października 2015 21:50

      Jeśli czytasz w języku angielskim, gorąco polecam Janet Lansbury (zachęcam do znalezienia w google, łatwo), autorkę setek konkretnych, z życia wziętych artykułów z konkretnymi poradami, konkretnych slow, jakie powinno się wypowiadać w stosunku do dziecka w danych trudnych sytuacjach itp.

      Aktualnie pracuję nad tłumaczeniem strony na język polski, ale to niestety wydłużony w czasie proces.

      Pozdrawiam.
      W.

      Odpowiedz
  7. Joanna - 11 sierpnia 2015 22:30

    Mam dziwne wrażenie, że karanie łączy Pani z brakiem rozmowy. Rodzice stosujący kary rownież rozmawiają z dziećmi, rownież starają sie poznać powody złego zachowania, zrozumieć, a co najważniejsze – najcześciej ostrzegają przed zastosowaniem kary.

    Idąc Pani tokiem myślenia – To nie każmy rownież dorosłych. Po co mandaty? Po co więzienia? Przecież jeśli morderca zabił, to widocznie musiał mieć powód, aby to zrobić. Gwałciciel też. Skupmy się zatem na nim, akceptujemy patologię i nie uczmy go, że w cywilizowanym świecie należy się trzymać pewnych zasad dla bezpieczeństwa wszystkich. Nie uczmy dzieci konsekwencji i zależności przyczynowo skutkowych. Niech dziecko zderzy się z brutalną rzeczywistością w szkole, gdy dostanie jedynkę za brak pracy domowej i nie umie sobie poradzić z sytuacją – bo jak to tak? Ktoś śmiał mu wystawić jedynkę? Przecież on miał do tego powody, aby nie odrabiać pracy, a to przecież wystarczy by uniknąć konsekwencji (kary). I rośnie nam rozdygotane emocjonalnie społeczeństwo nieudaczników, nie potrafiące odnaleźć się w realiach, które nawet na rozmowę kwalifikacyjną wchodzi z mamą.

    Chętnie poznam konkretne źrodła tych badań naukowych 🙂

    Odpowiedz
    • AStein - 15 sierpnia 2015 12:53

      Nie łączę karania z brakiem rozmowy. Myślę tylko, że rozmowa ma zupełnie inny wydźwięk jeśli dziecko wie, że czeka je kara i rodzic wie, że ma zamiar tą karę wymierzyć.
      Wiem też, że rodzice próbują mieszać to ze sobą. Czasem karają, czasem rozmawiają.
      Muszę powiedzieć, że jest w tej chwili bogata literatura na temat tego, że kary nie sprawdzają się również w relacjach między dorosłymi. Na temat tego, że resocjalizacja nie działa i nie pomaga ludziom w powrocie do społeczeństwa, bo jest uprzedmiotowieniem. Jeśli jest Pani tym zainteresowana proszę poszukać pod hasłem: sprawiedliwość naprawcza (restorative justice).

      Pisałam już, że kara nie jest konsekwencją tylko wynikiem decyzji dorosłego. Do Pani przykładu ze szkoły trudno jest mi się odnieść z trzech powodów. Po pierwsze jestem przeciwniczką ocen w szkole. Po drugie wątpię w skuteczność prac domowych. A po trzecie w naszej rzeczywistości często dzieci są karane za to, że dostały jedynkę, a więc de facto karane za to, że zostały ukarane.

      Co do badań naukowych to bogatym źródłem informacji o tych badaniach może być na przykład książka Alfiego Kohna Wychowanie bez nagród i kar. Albo książka Andrzeja Bliklego Doktryna Jakości

      Odpowiedz
      • Małgosia - 15 sierpnia 2015 15:06

        hmmm…. mamy pomóc Dziecku w przejściu trudnego procesu rozwoju, ale tak się zastanawiam…nasze zadanie to chyba także pomoc w odnalezieniu się przyszłego dorosłego człowieka w realiach codzienności, pędu życia, obowiązku pracy, odpowiedzialności za siebie a potem także i swoją własną rodzinę, a nie tylko czerpania przyjemności z życia… Żaden dorosły człowiek niestety nie może pozwolić sobie na pełną autonomię , musi poniekąd podporządkować się czy utartym zwyczajom, czy obowiązującemu prawu państwowemu i niepisanym lub określonym normom społecznym. Jeśli teraz zgodzimy się na nieodrabianie prac domowych, bo „są bez sensu”, jak taki człowiek odnajdzie się wrzucony w stereotypowy mechanizm życia polegający właśnie na pracy, życiu w nakreślonych ramach społecznych. Jak argumentuje Pani brak potrzeby choćby odrabiania prac domowych? Stopnie – jestem w stanie zrozumieć, chociaż system takie funkcjonowały od zarania dziejów i udało nam się wyrosnąć w nich na porządnych ludzi radzących sobie w niemal każdej codziennej sytuacji. Skoro Dziecku teraz nic nie będzie się narzucać – jak odbierze trudne sytuacje w przyszłości, kiedy będzie musiał iść np. do pracy, która niekoniecznie będzie mu sprawiała satysfakcję… Stwierdzi, że jest bez sensu i nie pójdzie…? Takie moje refleksje…. Także z tego powodu, że prowadzimy firmę, w której zatrudniamy wykształcone młode osoby ( 26-35). Wychodzą z założenia, że niczego nie można im narzucić, pracują, jeśli chcą, jeśli nie – przynoszą zwolnienie lekarskie…Nie stosują się ani do próśb ani do nakazów. Czy takiego społeczeństwa oczekujemy w przyszłości…?… Ludzi, którzy skupieni są tylko na realizacji i zaspokajniu własnych potrzeb oraz życia wg własnych upodobań…?

      • Małgosia - 15 sierpnia 2015 15:07

        hmmm…. mamy pomóc Dziecku w przejściu trudnego procesu rozwoju, ale tak się zastanawiam…nasze zadanie to chyba także pomoc w odnalezieniu się przyszłego dorosłego człowieka w realiach codzienności, pędu życia, obowiązku pracy, odpowiedzialności za siebie a potem także i swoją własną rodzinę, a nie tylko czerpania przyjemności z życia… Żaden dorosły człowiek niestety nie może pozwolić sobie na pełną autonomię , musi poniekąd podporządkować się czy utartym zwyczajom, czy obowiązującemu prawu państwowemu i niepisanym lub określonym normom społecznym. Jeśli teraz zgodzimy się na nieodrabianie prac domowych, bo „są bez sensu”, jak taki człowiek odnajdzie się wrzucony w stereotypowy mechanizm życia polegający właśnie na pracy, życiu w nakreślonych przyjętych ramach społecznych. Jak argumentuje Pani brak potrzeby choćby odrabiania prac domowych? Stopnie – jestem w stanie zrozumieć, chociaż system takie funkcjonowały od zarania dziejów i udało nam się wyrosnąć w nich na porządnych ludzi radzących sobie w niemal każdej codziennej sytuacji. Skoro Dziecku teraz nic nie będzie się narzucać – jak odbierze trudne sytuacje w przyszłości, kiedy będzie musiał iść np. do pracy, która niekoniecznie będzie mu sprawiała satysfakcję… Stwierdzi, że jest bez sensu i nie pójdzie…? Takie moje refleksje…. Także z tego powodu, że prowadzimy firmę, w której zatrudniamy wykształcone młode osoby ( 26-35). Wychodzą z założenia, że niczego nie można im narzucić, pracują, jeśli chcą, jeśli nie – przynoszą zwolnienie lekarskie…Nie stosują się ani do próśb ani do nakazów. Czy takiego społeczeństwa oczekujemy w przyszłości?? Ludzi, którzy skupieni są tylko na realizacji i zaspokajniu własnych potrzeb oraz życiu wg swoich upodobań…?

      • AStein - 15 sierpnia 2015 19:38

        Chyba inaczej rozumiem rzeczywistość i dorosłe życie. A także ludzkie potrzeby.
        W ogóle nie czuję, że zaspokajanie własnych potrzeb i rozwój oznacza skupianie się tylko na przyjemnościach albo pomijanie potrzeb innych ludzi. Bo ludzie mają również potrzebę wspólnoty i zmieniania świata na lepszy.
        Podobnie jak zupełnie inaczej rozumiem to, do czego chcę przygotować dziecko. Chciałabym, żeby moje dziecko szukało pracy, która będzie mu sprawiała satysfakcję i wierzę, że to możliwe. Jeśli napotka trudne sytuacje, chcę żeby radził sobie z nimi dlatego, że widzi w tym wartość a nie dlatego, że odczuwa taki przymus.
        Co do prac domowych to pisałam o tym kilka razy. Jest też kilka książek na ten temat i sporo badań, które pokazują, że odrabianie prac domowych nie pomaga dzieciom w nauce (na przykład The homework myth). I to nieprawda, że takie rzeczy jak stopnie i praca domowa są „od zarania dziejów”. Obie te rzeczy związane są z pojawieniem się przymusowej edukacji a to jest kwestia ostatnich – mniej więcej – 200 lat.

  8. Maja - 11 sierpnia 2015 21:33

    Pani teksty, z jednej strony przemawiają a z drugiej, jeśli pomyśli się o konkretnych sytuacjach w jakich na co dzień znajdują się rodzice i wychowawcy to całkowite wychowanie bez „wyciągania konsekwencji” wydaje się być utopią…;-(
    co poradziłaby np. Pani matce,którą 8-letni syn opluł w twarz przy znajomej, bo usłyszał, że nie pojechali na koncert, a ktoś ich zapraszał.

    Odpowiedz
    • AStein - 15 sierpnia 2015 13:11

      Jak 8-letnie dziecko wyraża swoją złość i rozczarowanie przez plucie w twarz to według mnie potrzebuje pomocy a nie kary.
      Nie wiem, co bym poradziła, bo za mało wiem o tej sytuacji. Ale na pewno nie poradziłabym ukarania syna.

      Odpowiedz
  9. Radek - 11 sierpnia 2015 14:21

    Kiedy tak czytam to, a niektóre punkty w szczególności, dochodzę do wniosku, że najbardziej nieznośny w Pani „poradach” jest nie znoszący sprzeciwu język. Absolutne przekonanie, że ma Pani rację, a inni rodzice/psychologowie dziecięcy nie, jest przerażające. Żal mi całego mnóstwa młodych matek, które czytając to wpędzą się w spiralę poczucia winy, że źle wychowują dziecko, że nie dają rady psychicznie, że niszczą, że szkodzą sobie i dzieciom. Wysłanie dziecka do pokoju obok okazuje się być tragedią po której przez pół nocy nie można spać wyrzucając sobie swoje okrucieństwo. Pani Agnieszko, może więcej dystansu sprawiłoby że i rodzice i dzieci będą szczęśliwsi? Może uznanie że jesteśmy „wystarczająco dobrzy” jako rodzice spowoduje, że będziemy się bardziej kochać pozwalając sobie nawzajem na niedoskonałość?

    Odpowiedz
    • AStein - 11 sierpnia 2015 19:47

      To nie jest porada. To raczej informacja o wynikach wielu badań naukowych na ten temat.
      Co do poczucia winy to rodzice karzący dzieci (którzy uważają, że kary są dobrą metodą wychowawczą), również je przeżywają. Przeżywają też złość i strach. Wszystkie te emocje związane są z tym, że kary naprawdę nie działają aż tak skutecznie jak się potocznie uważa. Powodują dużo trudnych sytuacji w relacjach między rodzicami i dziećmi.

      Więc jeśli ja piszę, że to nie rodzice są „źli” ani dzieci, tylko metoda, to moim zdaniem to raczej zdejmuje poczucie winy.

      Odpowiedz
    • Gosia Stańczyk - 11 sierpnia 2015 20:56

      Nawiązując do Pana retoryki:
      A może warto pomyśleć o dzieciach a nie o sobie i własnym poczuciu winy? Może uznanie, że to dzieci są „wystarczająco dobre” jako ludzie powoduje, że będziemy się bardziej kochać pozwalając sobie nawzajem na niedoskonałość?

      Dla mnie ten tekst, jak wiele innych Agnieszki Stein jest właśnie o zmienianiu tej perspektywy.

      Odpowiedz
  10. Małgosia - 11 sierpnia 2015 13:27

    Świetny tekst Pani Agnieszko. Bardzo obrazowy i w pełni argumentujący brak zasadności stosowania kar. Mam podobne przekonania w tej kwestii- uważam, że zarówno kary jak i nagrody nie są żadną metodą wychowawczą. Jeśli cokolwiek można nazwać „metodą” we wspieraniu procesu rozwoju dziecka. Z niecierpliwością czekam na Pani teksty dotyczące odnajdywania się w sytuacjach np. buntu 2 – latka, a potem starszaka. Stoję u wrót coraz bardziej gwałtownego rozwoju emocjonalnego mojego 16 – miesięcznego Synka. Jestem pełna rozterek, co robić, jak reagować, jak mu pomagać, jak chronić, czy w przenośni i dosłownie – pozwolić mu spaść z krzesła? serdecznie pozdrawiam Pani Agnieszko:)

    Odpowiedz
    • AStein - 11 sierpnia 2015 19:50

      Proszę przejrzeć starsze wpisy. Mam poczucie, że coś by się znalazło. 🙂

      Odpowiedz
    • Ewa - 14 sierpnia 2015 01:26

      Ja pozwalałam – i dosłownie i w przenośni – spaść z krzesła. Moja 27-miesięczna córka w ogóle nie spada teraz z niczego, bierze odpowiedzialność za swoją sytuację (np. stabilność pozycji, bezpieczeństwo itp.) do tego stopnia, że to ona pilnuje chodzenia po chodniku, zielonego światła na przejściu, równowagi przy wspinaniu się na meble… U mnie działa 🙂 Polecam.

      Odpowiedz

Skomentuj!